14.09.2025, 00:29 ✶
Hannibal spojrzał na dziewczynę współczująco. Lyssa nie zasługiwała, by stać się ofiarą ataku, nawet takiego, który skończył się tylko strachem. Słyszał o grupach rozjuszonych czarodziejów, oblewających farbą tych, którym się to według nich należało. Albo po prostu się napatoczyli i nie mieli szans się obronić. Chuligaństwo!
Nie rozważał, po czyjej stronie stali - w jego pojęciu prawdopodobnie po tej samej, co szabrownicy ogołacający zdemolowane lokale ze wszystkiego co wartościowe, albo ten facet, któremu udaremnili gwałt na jakiejś Matce ducha winnej dziewczynie. Taka noc zamieszek to doskonała okazja, by pofolgować swoim najgorszym instynktom i zapewne większość uczestników nie zaprzątała sobie głowy ideologią.
- To okropne! Och, bogowie, to się mogło skończyć znacznie gorzej! - na myśl o tym wzdrygnął się i objął roztrzęsioną Lyssę, chcąc ją pocieszyć - Ja pierdzielę, niektórzy to mają pomysły… - mruknął. Nawet, jeżeli w społeczeństwie czarodziejów występowały nierówności i tarcia, jeżeli oderwane od rzeczywistości stare dziady w Ministerstwie nic z nimi nie robiły, to co winna była Lyssa, albo on, albo Electra? Westchnął ciężko.
”Że powinieneś znajdować się na plakacie”
Jakby to w ogóle podlegało dyskusji!
- Cudownie, że uznali mnie za wartego uwiecznienia na plakacie! - przewrócił oczami i też się roześmiał.
Widząc, że Lyssa zabrała się do pracy, zastygł nieruchomo, pozwalając jej szkicować. To było zabawne. Ale też satysfakcjonujące. Artystka wydawała się doskonale rozumieć przekaz dzieła.
- Dokładnie! - powiedział, nie poruszając się ani o cal - Ekstaza jako siła i Merlin jako narzędzie. Albo naczynie.
Zastanowił się nad pytaniem o kolory. Strój Merlina był przez większość sztuki biały - znak jego rozdarcia między światami. Przydzielony w Hogwarcie do Slytherinu, co sugerowałoby zieleń, ale… może kolorystyka nie powinna się kojarzyć z przynależnością Merlina do Domu w Hogwarcie? Bogowie, brzmiał jak swój ojciec! Jego relacja z postacią Ekstazy miała w sobie coś z religijnego uwielbienia.
- Jest dużo możliwości. Ale ja myślę, że w tej sztuce chodzi o to, żeby pokazać ludzkie oblicze Merlina, wiesz? Myślimy o nim właśnie jak o symbolu, pomniku, legendzie, a on żył i czuł, i tak zamierzam go grać. Więc, hmm… może raczej ciepłe barwy zamiast chłodnych? - przestał pozować i spojrzał na Lyssę, szukając u niej aprobaty lub zaprzeczenia swoich słów.
Wiele osób krytykowało scenariusz “Ekstazy Merlina” jako całkowicie fantastyczny, obrazoburczy albo zgoła kiczowaty i kto wie, być może taki był. Dla Hannibala oznaczało to tym lepszą zabawę. Nie sztuka grać kolejny raz Hamleta czy Romea. To znaczy, sztuka, oczywiście, ale… no, ile można!
Selwyn nie tylko świetnie się bawił przy tej szalonej, ale i wymagającej roli. Im dłużej o niej myślał, im dłużej stworzony przez Anemone Selwyn Merlin żył w jego głowie jak squatter w amerykańskim pustostanie, tym więcej aktor wydawał się dostrzegać możliwych interpretacji.
- No i to by się ładnie łączyło się z pomarańczową sukienką Ekstazy - dodał po namyśle, pocierając podbródek.
Nie rozważał, po czyjej stronie stali - w jego pojęciu prawdopodobnie po tej samej, co szabrownicy ogołacający zdemolowane lokale ze wszystkiego co wartościowe, albo ten facet, któremu udaremnili gwałt na jakiejś Matce ducha winnej dziewczynie. Taka noc zamieszek to doskonała okazja, by pofolgować swoim najgorszym instynktom i zapewne większość uczestników nie zaprzątała sobie głowy ideologią.
- To okropne! Och, bogowie, to się mogło skończyć znacznie gorzej! - na myśl o tym wzdrygnął się i objął roztrzęsioną Lyssę, chcąc ją pocieszyć - Ja pierdzielę, niektórzy to mają pomysły… - mruknął. Nawet, jeżeli w społeczeństwie czarodziejów występowały nierówności i tarcia, jeżeli oderwane od rzeczywistości stare dziady w Ministerstwie nic z nimi nie robiły, to co winna była Lyssa, albo on, albo Electra? Westchnął ciężko.
”Że powinieneś znajdować się na plakacie”
Jakby to w ogóle podlegało dyskusji!
- Cudownie, że uznali mnie za wartego uwiecznienia na plakacie! - przewrócił oczami i też się roześmiał.
Widząc, że Lyssa zabrała się do pracy, zastygł nieruchomo, pozwalając jej szkicować. To było zabawne. Ale też satysfakcjonujące. Artystka wydawała się doskonale rozumieć przekaz dzieła.
- Dokładnie! - powiedział, nie poruszając się ani o cal - Ekstaza jako siła i Merlin jako narzędzie. Albo naczynie.
Zastanowił się nad pytaniem o kolory. Strój Merlina był przez większość sztuki biały - znak jego rozdarcia między światami. Przydzielony w Hogwarcie do Slytherinu, co sugerowałoby zieleń, ale… może kolorystyka nie powinna się kojarzyć z przynależnością Merlina do Domu w Hogwarcie? Bogowie, brzmiał jak swój ojciec! Jego relacja z postacią Ekstazy miała w sobie coś z religijnego uwielbienia.
- Jest dużo możliwości. Ale ja myślę, że w tej sztuce chodzi o to, żeby pokazać ludzkie oblicze Merlina, wiesz? Myślimy o nim właśnie jak o symbolu, pomniku, legendzie, a on żył i czuł, i tak zamierzam go grać. Więc, hmm… może raczej ciepłe barwy zamiast chłodnych? - przestał pozować i spojrzał na Lyssę, szukając u niej aprobaty lub zaprzeczenia swoich słów.
Wiele osób krytykowało scenariusz “Ekstazy Merlina” jako całkowicie fantastyczny, obrazoburczy albo zgoła kiczowaty i kto wie, być może taki był. Dla Hannibala oznaczało to tym lepszą zabawę. Nie sztuka grać kolejny raz Hamleta czy Romea. To znaczy, sztuka, oczywiście, ale… no, ile można!
Selwyn nie tylko świetnie się bawił przy tej szalonej, ale i wymagającej roli. Im dłużej o niej myślał, im dłużej stworzony przez Anemone Selwyn Merlin żył w jego głowie jak squatter w amerykańskim pustostanie, tym więcej aktor wydawał się dostrzegać możliwych interpretacji.
- No i to by się ładnie łączyło się z pomarańczową sukienką Ekstazy - dodał po namyśle, pocierając podbródek.