12.09.2025, 13:25 ✶
Powinien zaprzeczyć.
Powinien być o wiele bardziej defensywny wobec tego zarzutu, których choć w pełni troski, czy raczej chłodnej i precyzyjnej diagnozy nie był przecież oskarżeniem.
Kiedy to się zaczęło? Bo przecież nie trzy dni temu.
Pamiętał dobrze dzień swoich urodzin, gdy życzenia rozpuszczone w jego ogrodzie wtapiały się w pustosłowie pozbawione znaczenia, zupełnie tak jak pozbawione znaczenia było jego dotychczasowe życie.
Może zaczęło się to od pogrzebu Thomasa? Jego starszy brat umarł młodo, ale pozostawił wiele, a jego potomstwo zdawało się być bardzo zaangażowane w kontynuowanie dzieła swojego ojca. Zastanawiające, gdy na ceremonii takiej samej jak wszystkie, nagle słowa podziękowań dotknęły go osobiście. W zazdrości, że Thomas poszedł własną drogą. W zawiści, że jego życie mimo swojej pozostawiającej wiele do życzenia długości zdawało się Shafiqowi mieć o wiele więcej... treści.
– Być może masz rację – powiedział bardzo cicho, choć to być może było tylko zmiękczeniem prawdziwego wyznania. Wypuścił z siebie powietrze, czuł się tak mały, tak pozbawiony chęci i woli. I tylko przez twarz przeszedł grymas gdy wspomniała bardziej otwarcie o wampirzym zagadnieniu. Pasożyt. Tak brzmiało to milej w jej wiadomości.
Zabawne jak wiele może zmienić się w nastawieniu przez kilka dni. Czy nie doradzał mu polubownego rozwiązania sprawy, tak, aby możliwie ograniczyć komplikacje wynikające z bardziej bezpośrednich form nacisku?
– Dobrze, że ten rozdział jest już za nami. Jak jeszcze rozmawialiśmy, Jonathan z dość dużą dozą nadziei na przyszłość wypowiadał się o załagodzeniu sprawy – odchrząknął. Projekt jego rezygnacji leżał na jego biurku i dojrzewał, za moment Selwyn będzie lżejszy o kolejny problem więcej. – Więc zapewne to nie ma większego znaczenia. Lepiej skupić się na przyszłości. Jeśli... Jeśli czegokolwiek będzie Wam trzeba proszę Charlie, nie wahaj się do mnie pisać.
Umilkł. Jedzenie dotarło, a Anthony skupiał się na stanie psychicznym i fizycznym bliźniaków oraz Theodora. Uprzedził kuzynkę, że będzie chciał Jaspera nieco bardziej zaangażować w ocenę strat i klątw nękających ministerialne włości, skrzętnie doniósł jej o wyjątkowo dobrym stanie psychofizycznym Margerity, która nie osłabiła stanu osobowego OMSHMu. Urlopy, zaginięcia, nekrologi... Sporo dziur będzie do załatania przed zdaniem urzędu i nie czuł się z tym najlepiej, ale myśl o międzynarodowym biznesie opadła ziarnem na jego umęczony umysł, by niespiesznie tam sobie wzrastać. Jedno było pewne - nie chciał działać na rzecz Jenkins, może czas kryzysu był najlepszą okazją do tego, by w końcu wyznaczyć nowy kurs bez względu na to, czy będzie sygnowany ministerialną pieczęcią, czy też nie.
Powinien być o wiele bardziej defensywny wobec tego zarzutu, których choć w pełni troski, czy raczej chłodnej i precyzyjnej diagnozy nie był przecież oskarżeniem.
Kiedy to się zaczęło? Bo przecież nie trzy dni temu.
Pamiętał dobrze dzień swoich urodzin, gdy życzenia rozpuszczone w jego ogrodzie wtapiały się w pustosłowie pozbawione znaczenia, zupełnie tak jak pozbawione znaczenia było jego dotychczasowe życie.
Może zaczęło się to od pogrzebu Thomasa? Jego starszy brat umarł młodo, ale pozostawił wiele, a jego potomstwo zdawało się być bardzo zaangażowane w kontynuowanie dzieła swojego ojca. Zastanawiające, gdy na ceremonii takiej samej jak wszystkie, nagle słowa podziękowań dotknęły go osobiście. W zazdrości, że Thomas poszedł własną drogą. W zawiści, że jego życie mimo swojej pozostawiającej wiele do życzenia długości zdawało się Shafiqowi mieć o wiele więcej... treści.
– Być może masz rację – powiedział bardzo cicho, choć to być może było tylko zmiękczeniem prawdziwego wyznania. Wypuścił z siebie powietrze, czuł się tak mały, tak pozbawiony chęci i woli. I tylko przez twarz przeszedł grymas gdy wspomniała bardziej otwarcie o wampirzym zagadnieniu. Pasożyt. Tak brzmiało to milej w jej wiadomości.
Zabawne jak wiele może zmienić się w nastawieniu przez kilka dni. Czy nie doradzał mu polubownego rozwiązania sprawy, tak, aby możliwie ograniczyć komplikacje wynikające z bardziej bezpośrednich form nacisku?
– Dobrze, że ten rozdział jest już za nami. Jak jeszcze rozmawialiśmy, Jonathan z dość dużą dozą nadziei na przyszłość wypowiadał się o załagodzeniu sprawy – odchrząknął. Projekt jego rezygnacji leżał na jego biurku i dojrzewał, za moment Selwyn będzie lżejszy o kolejny problem więcej. – Więc zapewne to nie ma większego znaczenia. Lepiej skupić się na przyszłości. Jeśli... Jeśli czegokolwiek będzie Wam trzeba proszę Charlie, nie wahaj się do mnie pisać.
Umilkł. Jedzenie dotarło, a Anthony skupiał się na stanie psychicznym i fizycznym bliźniaków oraz Theodora. Uprzedził kuzynkę, że będzie chciał Jaspera nieco bardziej zaangażować w ocenę strat i klątw nękających ministerialne włości, skrzętnie doniósł jej o wyjątkowo dobrym stanie psychofizycznym Margerity, która nie osłabiła stanu osobowego OMSHMu. Urlopy, zaginięcia, nekrologi... Sporo dziur będzie do załatania przed zdaniem urzędu i nie czuł się z tym najlepiej, ale myśl o międzynarodowym biznesie opadła ziarnem na jego umęczony umysł, by niespiesznie tam sobie wzrastać. Jedno było pewne - nie chciał działać na rzecz Jenkins, może czas kryzysu był najlepszą okazją do tego, by w końcu wyznaczyć nowy kurs bez względu na to, czy będzie sygnowany ministerialną pieczęcią, czy też nie.
Koniec sesji