12.09.2025, 14:14 ✶
Parsknął śmiechem, gdy usłyszał o zamawianiu czegokolwiek. Taki styl życia był dla niego odrobinę... nierealny. Zawsze gotował sam sobie, nawet kiedy był zmęczony. A to z prostego powodu: kupienie składników było o wiele tańsze niż płacenie za gotową potrawę.
— Gotowanie zostaw w takim razie mi — odparł, uśmiechając się słabo. Nadal czuł to nieprzyjemne drapanie w gardle i oczami pamięci widział czerń, którą wykaszlał. To nie był problem na tę chwilę. — Jest to dla mnie przyjemne. Myślę, że podział obowiązków jest po prostu do ustalenia.
Kiedy Hannibal zaczął kaszleć, Henry zamarł na chwilę. Czyli to było zaraźliwe? A może po prostu łażenie po Londynie po spalonej nocy robiło coś takiego z płucami? Jakby było im jeszcze mało, jakby sam koszmar, który się wtedy rozegrał, nie był wystarczającym złem. Trzeba było to przedłużyć, dołożyć więcej i więcej. Henry przez chwilę poczuł się odrealniony. Tak jakby wszystko, co się ostatnio rozegrało było kosmicznym horrorem, a on powoli tracił rozum. Choroba miała w sobie coś mrocznego. Jakby Spalona Noc złożyła jaja w ich płucach, a z nich wykluwał się potwór.
— Usiądź, na spokojnie — powiedział, zbierając się w sobie. Musiał, mimo swego przerażenia, jakoś sobie z tym poradzić. — Wiesz co? Zostań w salonie, rozgość się. Ja się zajmę sprzątaniem i przyniosę ci herbaty. Sobie też zrobię i no... może pomoże — poklepał Hannibala po ramieniu w przyjacielskim geście.
Nie sądził, żeby herbata cokolwiek dała. Napój ten był dobry na uspokojenie... i chyba jedynie na to. A jednak zarówno Henry, jak i Hannibal właśnie tego potrzebowali. Chwili przeklętego spokoju.
— Gotowanie zostaw w takim razie mi — odparł, uśmiechając się słabo. Nadal czuł to nieprzyjemne drapanie w gardle i oczami pamięci widział czerń, którą wykaszlał. To nie był problem na tę chwilę. — Jest to dla mnie przyjemne. Myślę, że podział obowiązków jest po prostu do ustalenia.
Kiedy Hannibal zaczął kaszleć, Henry zamarł na chwilę. Czyli to było zaraźliwe? A może po prostu łażenie po Londynie po spalonej nocy robiło coś takiego z płucami? Jakby było im jeszcze mało, jakby sam koszmar, który się wtedy rozegrał, nie był wystarczającym złem. Trzeba było to przedłużyć, dołożyć więcej i więcej. Henry przez chwilę poczuł się odrealniony. Tak jakby wszystko, co się ostatnio rozegrało było kosmicznym horrorem, a on powoli tracił rozum. Choroba miała w sobie coś mrocznego. Jakby Spalona Noc złożyła jaja w ich płucach, a z nich wykluwał się potwór.
— Usiądź, na spokojnie — powiedział, zbierając się w sobie. Musiał, mimo swego przerażenia, jakoś sobie z tym poradzić. — Wiesz co? Zostań w salonie, rozgość się. Ja się zajmę sprzątaniem i przyniosę ci herbaty. Sobie też zrobię i no... może pomoże — poklepał Hannibala po ramieniu w przyjacielskim geście.
Nie sądził, żeby herbata cokolwiek dała. Napój ten był dobry na uspokojenie... i chyba jedynie na to. A jednak zarówno Henry, jak i Hannibal właśnie tego potrzebowali. Chwili przeklętego spokoju.
Koniec sesji
Złoty chłopiec
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.