13.09.2025, 21:51 ✶
– Herbaty – powtórzyła zaraz po nim, zupełnie jakby miało to mieć jakikolwiek sens w obliczu nicości, która przykryła wcześniejszą dezorientację. Jakby nagle straciła kontakt z tym, co działo się wokół. W rzeczywistości udany strój bladej ściany (w którym go bardzo dobrze skopiowała – dwójka panikarzy stała tu więc ramię w ramię próbując jakkolwiek doprowadzić się do porządku) nie był jednak wyrazem braku zainteresowania, lecz narastającego wewnątrz kobiety stresu. – Tak, herbaty – zapewniła jego i siebie, że – dymu tam nie ma, sporo ziół za to tak. Tak.
Niby jej to wszystko nie wykończyło ostatecznie, ale i tak czuła się źle – bo bardzo wiele energii poświęcała właśnie zduszeniu w sobie potrzeby zasugerowania Bottowi, że powinien się na tę wzmiankę o łóżku bardziej ucieszyć. Bo kurna, naprawdę wydawał się go potrzebować – nie to, że wypadało jej diagnozować ludzi na ulicy po kilkunastominutowym spotkaniu, ale...
Kto miał jej zabronić?
– Oh panie Bott... – Pokręciła głową. – Nawet mnie pan przed chwilą nastraszył tym wpatrywaniem się w drzewo. – Ale nie czuła chłodu, nie czuła też paniki, którą wywoływałoby coś z zewnątrz. Nie powinna być nazbyt odważna, ale gdyby faktycznie zjawił się tutaj ten upiór, przed którym wszyscy się nawzajem ostrzegali, to pojawiłby się przecież znikąd. – Chodźmy, ze mnie i tak jest taka kaleka, że nikomu w gaszeniu nie pomogę. – Zresztą... logika mówiła, że o wiele bardziej przyda się tam.
Nie puściła go, a jeżeli sytuacja tego wymagała, to przeniosła swój uścisk na spoconą dłoń Bertiego i to za nią pociągnęła go w kierunku swojego miejsca pracy.
Chciała go stąd zabrać, zanim pomoże komuś o jeden raz za dużo i tym razem potknie się na schodach.
Niby jej to wszystko nie wykończyło ostatecznie, ale i tak czuła się źle – bo bardzo wiele energii poświęcała właśnie zduszeniu w sobie potrzeby zasugerowania Bottowi, że powinien się na tę wzmiankę o łóżku bardziej ucieszyć. Bo kurna, naprawdę wydawał się go potrzebować – nie to, że wypadało jej diagnozować ludzi na ulicy po kilkunastominutowym spotkaniu, ale...
Kto miał jej zabronić?
– Oh panie Bott... – Pokręciła głową. – Nawet mnie pan przed chwilą nastraszył tym wpatrywaniem się w drzewo. – Ale nie czuła chłodu, nie czuła też paniki, którą wywoływałoby coś z zewnątrz. Nie powinna być nazbyt odważna, ale gdyby faktycznie zjawił się tutaj ten upiór, przed którym wszyscy się nawzajem ostrzegali, to pojawiłby się przecież znikąd. – Chodźmy, ze mnie i tak jest taka kaleka, że nikomu w gaszeniu nie pomogę. – Zresztą... logika mówiła, że o wiele bardziej przyda się tam.
Nie puściła go, a jeżeli sytuacja tego wymagała, to przeniosła swój uścisk na spoconą dłoń Bertiego i to za nią pociągnęła go w kierunku swojego miejsca pracy.
Chciała go stąd zabrać, zanim pomoże komuś o jeden raz za dużo i tym razem potknie się na schodach.