19.02.2023, 20:35 ✶
Zaśmiał się, bardziej z nutą złości niż radości. Fakt, żart był dość kiepski, chociaż Fergus miał powoli do siebie dojść, więc prędzej czy później rzeczywiście będzie mógł się z całej tej sytuacji nabijać.
- Zawsze to jakiś sposób, co nie? – mruknął i wzruszył ramionami. Przynajmniej tyle mógł robić bez naruszania obolałej ręki. – Wszedłem do gabinetu, w którym pracował nad tym przedmiotem. Ot, cała filozofia. Chwila nieuwagi i dałem się złapać durnej klątwie. Przynajmniej ty nie obwiniaj Flinta, bo to naprawdę nie jego wina. Jedynie moja własna głupota.
Tłumaczył już tę sytuację tak wiele razy, a mimo to wciąż było to dosyć trudne. Całe to przypominanie sobie, co się po kolei wydarzyło. Wspomnienie uczucia bólu i przerażenia. Myśl o tym, jak bardzo Castiel musiał być teraz na niego wściekły. I fakt, że naraził nie tylko ich dwójkę, ale również Brennę i Danielle Longbottom. Jak miałby przejść nad tym do porządku dziennego?
- Do niczego mnie nie zmuszał – warknął, trochę aż nadto się unosząc. Westchnął, próbując się uspokoić. Regina nie zasłużyła sobie na takie traktowanie. Powinien być dla niej milszy, skoro odwiedziła go, ofiarowując torbę słodyczy i towarzystwo w tym nad wyraz nudnym otoczeniu. – Sam tego dotknąłem. Szczerze? Uratował mi życie. To jedyne jego przewinienie.
A może bardziej zasługa? Biorąc pod uwagę to, jak w ostatnim czasie wyglądała codzienność Fergusa, chyba wolałby naprawdę zostać duchem. Wystarczyło chociażby wspomnieć kłótnię jego ojca z Elliottem Malfoyem tuż nad łóżkiem, w którym leżał młody Ollivander. Większego wstydu nigdy się nie najadł.
- Co? Nie, nie potrzebuję lekarza, wszystko ze mną w porządku – zapewnił ją i przyłożył dłoń do policzka, uświadamiając sobie, że rzeczywiście był trochę aż nadto ciepły. – Nic mi nie jest. Uzdrowiciele twierdzą, że zdjęli całą klątwę. Może zmieńmy temat? Jak tam Cymbał?
- Zawsze to jakiś sposób, co nie? – mruknął i wzruszył ramionami. Przynajmniej tyle mógł robić bez naruszania obolałej ręki. – Wszedłem do gabinetu, w którym pracował nad tym przedmiotem. Ot, cała filozofia. Chwila nieuwagi i dałem się złapać durnej klątwie. Przynajmniej ty nie obwiniaj Flinta, bo to naprawdę nie jego wina. Jedynie moja własna głupota.
Tłumaczył już tę sytuację tak wiele razy, a mimo to wciąż było to dosyć trudne. Całe to przypominanie sobie, co się po kolei wydarzyło. Wspomnienie uczucia bólu i przerażenia. Myśl o tym, jak bardzo Castiel musiał być teraz na niego wściekły. I fakt, że naraził nie tylko ich dwójkę, ale również Brennę i Danielle Longbottom. Jak miałby przejść nad tym do porządku dziennego?
- Do niczego mnie nie zmuszał – warknął, trochę aż nadto się unosząc. Westchnął, próbując się uspokoić. Regina nie zasłużyła sobie na takie traktowanie. Powinien być dla niej milszy, skoro odwiedziła go, ofiarowując torbę słodyczy i towarzystwo w tym nad wyraz nudnym otoczeniu. – Sam tego dotknąłem. Szczerze? Uratował mi życie. To jedyne jego przewinienie.
A może bardziej zasługa? Biorąc pod uwagę to, jak w ostatnim czasie wyglądała codzienność Fergusa, chyba wolałby naprawdę zostać duchem. Wystarczyło chociażby wspomnieć kłótnię jego ojca z Elliottem Malfoyem tuż nad łóżkiem, w którym leżał młody Ollivander. Większego wstydu nigdy się nie najadł.
- Co? Nie, nie potrzebuję lekarza, wszystko ze mną w porządku – zapewnił ją i przyłożył dłoń do policzka, uświadamiając sobie, że rzeczywiście był trochę aż nadto ciepły. – Nic mi nie jest. Uzdrowiciele twierdzą, że zdjęli całą klątwę. Może zmieńmy temat? Jak tam Cymbał?