14.09.2025, 20:53 ✶
– Wiesz, często takie spotkanie wyglądają strasznie, ale jeśli nie ma na razie żadnych objawów to powinno być w porządku – powiedział nawet nie kłamiąc znowu jakoś bardzo, bo skoro Thomas nie zachowywał się dziwnie, to chyba powinno być dobrze. No chyba, że oberwał klątwą przynoszącą mu pecha i stąd te oczy. Hm… Tak. Zdecydowanie się temu przyjrzy.
– Nie pierdole a ty się naucz przyjmować komplementy – powiedział ponownie, tym razem już bardziej zdecydowanym tonem głosu, bo przecież Millie zasługiwała na komplementy na tak wielu różnych płaszczyznach, że nie mogła ich nie przyjmować. Bo naprawdę lubił w niej wiele rzeczy. A wszystkie te jej aspekty które w niej lubił były tylko jeszcze mocniejsze, gdy zestawiało się je z tym co ostatnio przeszła w życiu. Bo jasne, problemy Prewetta z jego własnym ciałem były zupełnie inne, ale Basilius zakładał, że gdyby to on musiał przeleżeć tyle czasu w szpitalu co ona, zapewne straciłby dobry humor na najbliższy rok, a Millie… Millie w tym wszystkim dalej była sobą. Kimś z kim uwielbiał spędzać czas przy kawie i czerstwych bułkach, przesiadując w lokalu u Bucky'ego nie ważne, że zapewne gdzieś w okolicy na pewno była lepsza kawiarnia, bo przecież to było ich miejsce. Kimś kto potrafił zaskoczyć go jak chociażby dzisiaj tym malowidłem na suficie i uświadomić mu tym samym jak bardzo lubił podziwiać tworzone przez nią dzieła. Kimś kto jako jedyny potrafił opowiedzieć najdurniejszy żart na świecie i rozbawić go nim. A jeszcze zawsze wtedy oczy Miles błyszczały jej w ten wyjątkowy sposób, a uśmiech dekorował twarz na którą tak lubił patrzeć bo…
Kurwa mać.
Kurwa, kurwa, kurwa.
Nagle wiele rzeczy stało się bardzo jasne.
Podobała mu się Millie.
Jego przyjaciółka.
Nie, nie, nie.
To znaczy nie o nie, jak może podobać mi się Millie, a raczej o nie, podoba mi się ktoś na kim za bardzo mi zależy aby po prostu mi się podobał.
Czemu jego głowa mu to robiła? Czemu mieszała w jego jedynej przyjaźni, dla której mógł jeść czerstwe wypieki?
– Co? – wymamrotał nieco oszołomiony własnym odkryciem, nie mając pojęcia że właśnie tym samym zaspokoił ciekawość Moody. – A, seks koni, zaraz co? Nie, one… Nie. Są dość cywilizowane. Przynajmniej Silvan. Tahira pewnie chętnie by… Nie ważne. Umiesz w ogóle jeździć konno?
Konie. Będzie mówił o koniach. Skupi się na koniach.
Nagle głowa rozbolała go jeszcze mocniej.
– Nie pierdole a ty się naucz przyjmować komplementy – powiedział ponownie, tym razem już bardziej zdecydowanym tonem głosu, bo przecież Millie zasługiwała na komplementy na tak wielu różnych płaszczyznach, że nie mogła ich nie przyjmować. Bo naprawdę lubił w niej wiele rzeczy. A wszystkie te jej aspekty które w niej lubił były tylko jeszcze mocniejsze, gdy zestawiało się je z tym co ostatnio przeszła w życiu. Bo jasne, problemy Prewetta z jego własnym ciałem były zupełnie inne, ale Basilius zakładał, że gdyby to on musiał przeleżeć tyle czasu w szpitalu co ona, zapewne straciłby dobry humor na najbliższy rok, a Millie… Millie w tym wszystkim dalej była sobą. Kimś z kim uwielbiał spędzać czas przy kawie i czerstwych bułkach, przesiadując w lokalu u Bucky'ego nie ważne, że zapewne gdzieś w okolicy na pewno była lepsza kawiarnia, bo przecież to było ich miejsce. Kimś kto potrafił zaskoczyć go jak chociażby dzisiaj tym malowidłem na suficie i uświadomić mu tym samym jak bardzo lubił podziwiać tworzone przez nią dzieła. Kimś kto jako jedyny potrafił opowiedzieć najdurniejszy żart na świecie i rozbawić go nim. A jeszcze zawsze wtedy oczy Miles błyszczały jej w ten wyjątkowy sposób, a uśmiech dekorował twarz na którą tak lubił patrzeć bo…
Kurwa mać.
Kurwa, kurwa, kurwa.
Nagle wiele rzeczy stało się bardzo jasne.
Podobała mu się Millie.
Jego przyjaciółka.
Nie, nie, nie.
To znaczy nie o nie, jak może podobać mi się Millie, a raczej o nie, podoba mi się ktoś na kim za bardzo mi zależy aby po prostu mi się podobał.
Czemu jego głowa mu to robiła? Czemu mieszała w jego jedynej przyjaźni, dla której mógł jeść czerstwe wypieki?
– Co? – wymamrotał nieco oszołomiony własnym odkryciem, nie mając pojęcia że właśnie tym samym zaspokoił ciekawość Moody. – A, seks koni, zaraz co? Nie, one… Nie. Są dość cywilizowane. Przynajmniej Silvan. Tahira pewnie chętnie by… Nie ważne. Umiesz w ogóle jeździć konno?
Konie. Będzie mówił o koniach. Skupi się na koniach.
Nagle głowa rozbolała go jeszcze mocniej.