15.09.2025, 14:40 ✶
Długi, jasny warkocz miarowo kołysał się na jej plecach, gdy Ceolsige lawirowała między nielicznymi kupującymi na jarmarku. Jej czarny, wełniany płaszcz, przy każdym ruchu odsłaniający habrowe podszycie, chronił przed jesiennym chłodem. Spod niego widać było ciemnozieloną koszulę z wysokim kołnierzem oraz burgundową apaszkę, spiętą na szyi prostą, kremową broszką. W dłoni dzierżyła zieloną, lnianą torbę, w której pobrzękiwały już pierwsze zakupy.
Do woni korzennych przypraw i wilgotnego bruku dołączała subtelna, nadal wyczuwalna woń spalenizny, która wciąż trzymała się materiału jej ubrań oraz niej samej. Mimo wszystko napotykającym jej twarz spojrzeniom nadal potrafiła poslać uprzejmy usmiech i skinięcie głową.
Przystanęła przy stoisku z odzieżą, przesuwając wzrokiem po grubych, praktycznych okryciach gdy tuż obok rozległ się niski, męski głos.
Odwróciła się z uprzejmym uśmiechem, który był nieodłącznym elementem jej publicznego wizerunku. Duskretnym, szybkim spojżeniem omiotła mężczyzne wzrokiem zawieszajac na sekundkę spojżenie na insygniach oficjalnej szaty jaką na sobie nosił. – Powiedziałabym, że to raczej kolor popiołu z różanego drzewa – odparła spokojnym, melodyjnym głosem, dając sobie wiecej przestrzeni na rozpoznanie rozmówcy. Uniosła wzrok na jego twarz. Znała te rysy. Anthony Shafiq we własnej osobie. Jej szeroka wiedza o świecie i ludziach, którzy w nim mieszkają, rzadko ją zawodziła. Zanim jednak zdążyła ubrać tę myśl w słowa, zmarszcozne oczy mężczyzny uprzedziły jej reakcję.
Jego słowa sprawiły, że jej uśmiech odruchowo, stał się nieco cieplejszy, bardziej osobisty, choć błękitne oczy pozostały czujne.
– Zgadza się. Ceolsige Burke – przedstawiła się, lekko skłaniając głowę. – Pan Shafiq, jeśli pamięć mnie nie myli?Ojciec od kilku lat cieszy się zasłużoną emeryturą i spokojem z dala od zgiełku miasta. – Jej ton był idealnie wyważony; uprzejmy, ale i pewny siebie. Chwilowo zaskoczenie jego słowami schowała nawet przed sobą. Spojrzała wymownie na insygnia na jego szacie, a potem prosto w jego oczy. – Rzadko widuje się osoby z pana pozycją na tego typu jarmarkach, zwłaszcza w dusznej atmosferze jaka cechuje ostatnie dni. Szuka pan czegoś konkretnego czy tylko ucieka przed biurokracją Ministerstwa? – zapytała z nutą lekkiej, niewinnej przekory w głosie. W pamięci starała się odnaleść odpowiednie notatki lub uwagi ojca an temat tej znajomości ale chyba zapomniał o tym wspomnieć.
Do woni korzennych przypraw i wilgotnego bruku dołączała subtelna, nadal wyczuwalna woń spalenizny, która wciąż trzymała się materiału jej ubrań oraz niej samej. Mimo wszystko napotykającym jej twarz spojrzeniom nadal potrafiła poslać uprzejmy usmiech i skinięcie głową.
Przystanęła przy stoisku z odzieżą, przesuwając wzrokiem po grubych, praktycznych okryciach gdy tuż obok rozległ się niski, męski głos.
Odwróciła się z uprzejmym uśmiechem, który był nieodłącznym elementem jej publicznego wizerunku. Duskretnym, szybkim spojżeniem omiotła mężczyzne wzrokiem zawieszajac na sekundkę spojżenie na insygniach oficjalnej szaty jaką na sobie nosił. – Powiedziałabym, że to raczej kolor popiołu z różanego drzewa – odparła spokojnym, melodyjnym głosem, dając sobie wiecej przestrzeni na rozpoznanie rozmówcy. Uniosła wzrok na jego twarz. Znała te rysy. Anthony Shafiq we własnej osobie. Jej szeroka wiedza o świecie i ludziach, którzy w nim mieszkają, rzadko ją zawodziła. Zanim jednak zdążyła ubrać tę myśl w słowa, zmarszcozne oczy mężczyzny uprzedziły jej reakcję.
Jego słowa sprawiły, że jej uśmiech odruchowo, stał się nieco cieplejszy, bardziej osobisty, choć błękitne oczy pozostały czujne.
– Zgadza się. Ceolsige Burke – przedstawiła się, lekko skłaniając głowę. – Pan Shafiq, jeśli pamięć mnie nie myli?Ojciec od kilku lat cieszy się zasłużoną emeryturą i spokojem z dala od zgiełku miasta. – Jej ton był idealnie wyważony; uprzejmy, ale i pewny siebie. Chwilowo zaskoczenie jego słowami schowała nawet przed sobą. Spojrzała wymownie na insygnia na jego szacie, a potem prosto w jego oczy. – Rzadko widuje się osoby z pana pozycją na tego typu jarmarkach, zwłaszcza w dusznej atmosferze jaka cechuje ostatnie dni. Szuka pan czegoś konkretnego czy tylko ucieka przed biurokracją Ministerstwa? – zapytała z nutą lekkiej, niewinnej przekory w głosie. W pamięci starała się odnaleść odpowiednie notatki lub uwagi ojca an temat tej znajomości ale chyba zapomniał o tym wspomnieć.