15.09.2025, 14:48 ✶
Poprawka. Zdecydowanie powinien wyjść z założenia, że mu się spieszy i podążyć przodem, nie czekając aż kobieta pierwsza przejdzie przez drzwi. Choć czy to tak naprawdę zmieniłoby cokolwiek w jego sytuacji? Nie sądził, nawet jeśli nieznaczny uśmieszek zdecydowanie rozmył się z kącików jego ust, gdy Ambroise dotarł do właściwej półki. Już z daleka widział, co się kroi.
Wystarczyło jedno spojrzenie, które całkiem dogodnie uniosło się nad niezbyt wysokim regałem, aby następnie opaść na kucającego mężczyznę. Tego, który właśnie załadował na oko szóste, może siódme opakowanie do metalowego koszyka, całkowicie opróżniając sklepowe zapasy. W praktycznie jakimkolwiek innym momencie, praktycznie jakiegokolwiek innego tygodnia, praktycznie w jakichkolwiek odrębnych okolicznościach nie byłoby żadnego problemu. Zaopatrzeniowiec niechybnie udałby się na zaplecze, biorąc stamtąd zbiorczy karton i uzupełniając braki.
Tyle tylko, że niedawne pożary sprawiły, że Greengrass był irytująco świadomy pustych
stanów magazynowych, które w pierwszej kolejności doprowadziły właśnie do tego, że na półce znalazła się tak niewielka liczba paczek towaru. Był również praktycznie pewien, że na pytanie, kiedy sytuacja wróci do normy, właściciel bądź kasjer miał odpowiedzieć nie wiem.
Ambroise nie musiał być jasnowidzem, żeby przewidzieć podobne słowa. No cóż. Gdyby nim był, być może udałoby mu się szybciej dotrzeć do sklepu. Nie zwykł jednak podchodzić do ludzi, oczekując, że ci podzielą się z nim czymś tylko dlatego, że ich o to poprosi. A już tym bardziej nie zamierzał wywoływać awantury z powodu zagarniania dla siebie całości towarów, jak to zrobiliby co poniektórzy.
Zresztą...
...wystarczyło zaledwie jedno spojrzenie na jegomościa, aby Roise rozpoznał w nim człowieka, z którym zdecydowanie nie chciał mieć do czynienia. Ani teraz, ani w przeszłości, ani kiedykolwiek. Pozostało mu zazgrzytać zębami i skupić się na zebraniu pozostałych zakupów z listy, co zrobił praktycznie w moment. Nie miał czasu rozglądać się za czymś, po co nie przyszedł. W tym momencie odpalił u siebie tryb zadaniowy, zaledwie chwilę później dołączając do wyjątkowo długiej kolejki.
Jak na tę godzinę, porę i okoliczności, sklep bez wątpienia postanowiło nawiedzić całkiem sporo osób. Zadziwiające, bo z zewnątrz zupełnie na to nie wyglądało. Cóż miał jednak zrobić? W istocie pozostało mu wyłącznie stanie się częścią kolejki i spokojne oczekiwanie na jego kolej. Ustawił się zatem za sporo niższą kobietą.
Dopiero wtedy mając okazję dokładniej przyjrzeć się jej wyglądowi. Oczywiście, bez bycia natrętnym i wpatrywania się w nią jak w wyjątkowo interesujący obrazek. Spoglądał na nią raczej kątem oka, przelotnie zawieszając wzrok na jej twarzy. Tylko po to, żeby wreszcie połączyć ze sobą dwie kropki, dochodząc do tego, kogo tak właściwie przepuścił w drzwiach.
Trudno byłoby powiedzieć, że dobrze znali się nawzajem, jednak bez wątpienia kojarzył z widzenia Bellatrix Black. Ta zaś najwyraźniej miała bardzo dobry dzień, trzymając w ręku loteryjny kupon, najpewniej zamierzając odebrać wygraną. Nie skomentował tego jednak, nie zwykł zagadywać na wpół obcych ludzi o ich prywatne sprawy. Zauważył jedynie fakt, stopniowo przesuwając się za kobietą w kolejce aż wreszcie stanęli przy kasie.
- Co podać, kochaneczko? - Padło kolejny raz w przeciągu kilku ostatnich minut, oczywiście, dopasowane do tego, do kogo obecnie zwracała się podstarzała sprzedawczyni.
Zdecydowanie doświadczona życiem kobieta z siwym koczkiem i grubymi okularami nie od razu uniosła wzrok na twarz panny Black. W innym wypadku raczej nie zwróciłaby się do niej żadną wersją kochanej, co stało się dosyć dostrzegalne w momencie, w którym przeniosła spojrzenie z ubrań dziewczyny na jej oczy. Momentalnie mimowolnie zacisnęła wargi, jednak nie poprawiła wypowiedzi na bardziej oficjalną. Wręcz przeciwnie, po mikroekspresji, jaka przez ułamek sekundy pojawiła się w kącikach jej ust, sprzedawczyni wbiła pytające spojrzenie w klientkę.
Ciekawe. To było ciekawe.
Wystarczyło jedno spojrzenie, które całkiem dogodnie uniosło się nad niezbyt wysokim regałem, aby następnie opaść na kucającego mężczyznę. Tego, który właśnie załadował na oko szóste, może siódme opakowanie do metalowego koszyka, całkowicie opróżniając sklepowe zapasy. W praktycznie jakimkolwiek innym momencie, praktycznie jakiegokolwiek innego tygodnia, praktycznie w jakichkolwiek odrębnych okolicznościach nie byłoby żadnego problemu. Zaopatrzeniowiec niechybnie udałby się na zaplecze, biorąc stamtąd zbiorczy karton i uzupełniając braki.
Tyle tylko, że niedawne pożary sprawiły, że Greengrass był irytująco świadomy pustych
stanów magazynowych, które w pierwszej kolejności doprowadziły właśnie do tego, że na półce znalazła się tak niewielka liczba paczek towaru. Był również praktycznie pewien, że na pytanie, kiedy sytuacja wróci do normy, właściciel bądź kasjer miał odpowiedzieć nie wiem.
Ambroise nie musiał być jasnowidzem, żeby przewidzieć podobne słowa. No cóż. Gdyby nim był, być może udałoby mu się szybciej dotrzeć do sklepu. Nie zwykł jednak podchodzić do ludzi, oczekując, że ci podzielą się z nim czymś tylko dlatego, że ich o to poprosi. A już tym bardziej nie zamierzał wywoływać awantury z powodu zagarniania dla siebie całości towarów, jak to zrobiliby co poniektórzy.
Zresztą...
...wystarczyło zaledwie jedno spojrzenie na jegomościa, aby Roise rozpoznał w nim człowieka, z którym zdecydowanie nie chciał mieć do czynienia. Ani teraz, ani w przeszłości, ani kiedykolwiek. Pozostało mu zazgrzytać zębami i skupić się na zebraniu pozostałych zakupów z listy, co zrobił praktycznie w moment. Nie miał czasu rozglądać się za czymś, po co nie przyszedł. W tym momencie odpalił u siebie tryb zadaniowy, zaledwie chwilę później dołączając do wyjątkowo długiej kolejki.
Jak na tę godzinę, porę i okoliczności, sklep bez wątpienia postanowiło nawiedzić całkiem sporo osób. Zadziwiające, bo z zewnątrz zupełnie na to nie wyglądało. Cóż miał jednak zrobić? W istocie pozostało mu wyłącznie stanie się częścią kolejki i spokojne oczekiwanie na jego kolej. Ustawił się zatem za sporo niższą kobietą.
Dopiero wtedy mając okazję dokładniej przyjrzeć się jej wyglądowi. Oczywiście, bez bycia natrętnym i wpatrywania się w nią jak w wyjątkowo interesujący obrazek. Spoglądał na nią raczej kątem oka, przelotnie zawieszając wzrok na jej twarzy. Tylko po to, żeby wreszcie połączyć ze sobą dwie kropki, dochodząc do tego, kogo tak właściwie przepuścił w drzwiach.
Trudno byłoby powiedzieć, że dobrze znali się nawzajem, jednak bez wątpienia kojarzył z widzenia Bellatrix Black. Ta zaś najwyraźniej miała bardzo dobry dzień, trzymając w ręku loteryjny kupon, najpewniej zamierzając odebrać wygraną. Nie skomentował tego jednak, nie zwykł zagadywać na wpół obcych ludzi o ich prywatne sprawy. Zauważył jedynie fakt, stopniowo przesuwając się za kobietą w kolejce aż wreszcie stanęli przy kasie.
- Co podać, kochaneczko? - Padło kolejny raz w przeciągu kilku ostatnich minut, oczywiście, dopasowane do tego, do kogo obecnie zwracała się podstarzała sprzedawczyni.
Zdecydowanie doświadczona życiem kobieta z siwym koczkiem i grubymi okularami nie od razu uniosła wzrok na twarz panny Black. W innym wypadku raczej nie zwróciłaby się do niej żadną wersją kochanej, co stało się dosyć dostrzegalne w momencie, w którym przeniosła spojrzenie z ubrań dziewczyny na jej oczy. Momentalnie mimowolnie zacisnęła wargi, jednak nie poprawiła wypowiedzi na bardziej oficjalną. Wręcz przeciwnie, po mikroekspresji, jaka przez ułamek sekundy pojawiła się w kącikach jej ust, sprzedawczyni wbiła pytające spojrzenie w klientkę.
Ciekawe. To było ciekawe.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down