15.09.2025, 16:07 ✶
Domostwa w tej okolicy były nadszarpnięte przez płomień. Spalone poddasza i strychy, nadgryzione najwyższe piętra. Wieść gminna niosła, że byłoby o wiele gorzej, ale w porę zaingerowała grupa czarodziei, cywili, którzy nie pozostali nawet by zebrać podziękowania.
Brenna i Jonathan zasadzali już swoje sidła, gdy z kamieniczki wyszedł jeden z braci. Panna Longbottom, wprawna detektyw, rozpoznała go jeszcze z czasu przesłuchań zaraz po przerwanym Śnie Nocy Letniej, gdy obsługujące imprezę rodzeństwo chodziło już bez masek. Podobnie Jonathan dostrzegł podobieństwo do Harolda, choć młodzieniec był zdecydowanie przystojniejszy. A może mniej doświadczony przez życie. Obecnie zaś pomagał wyjść zanoszącej się kaszlem starowince. Cierpliwie, krok po kroku.
Cormac czy Cillian? Magiarchitekt czy cukiernik? Ciężko było stwierdzić, dzielił ich tylko rok, a obaj odziedziczyli urodę po ojcu.
– Och moja duszko złota, tak cieszę się, że wróciłeś pomóc starej Lete – babowinka uśmiechała się ciepło, gdy dotarli na sam dół, a potem znowu się rozkaszlała. – Pamiętaj zdobyć jagnięcinkę dla starego Billa. Biedak tak wiele przeszedł, że żadne inne miąsko nie przechodzi mu przez gardło. A ja wszystko u lekarza zapisze wszyściusieńko! – skrzeczała mu do ucha, ale bardzo głośno, najwidoczniej niedosłysząc, i nie zdając sobie sprawy z tego, że w sumie te pochwały słyszy pół ulicy. Nikt jednak się nie obracał, ludzie zbyt byli zajęci swoimi sprawami, nadgryzionymi przez ogień i strach życiami.
Chłopak uśmiechnął się usłużnie i pokiwał głową, poklepując troskliwie jej sękatą rękę.
– Jak mogłem nie wrócić? Jeszcze się nie zaaklimatyzowałem w Paryżu, ale właściciel jak usłyszał co się stało to od razu mnie puścił. Mówił, że poczeka, to na pewno tak myślał. A ja kupię jagnięcinkę. Bill będzie zadowolony nie martw się nianiu. – pocieszał ją, czekając aż kobiecina go puści i sobie pójdzie. Jego aura była przyjemnie pulsująca zaradną zielenią ale i kłębiącą się pomarańczą ekscytacją, bardzo odmienną od nastrojów otoczenia. Chłopak nie epatował tym jednak aż tak, gdy narzucał na głowę czapkę i ruszył powoli w stronę majaczącego na najbliższym rogu rzeźnika, kiedy kobiecina podreptała w przeciwnym do niego kierunku.
Brenna i Jonathan zasadzali już swoje sidła, gdy z kamieniczki wyszedł jeden z braci. Panna Longbottom, wprawna detektyw, rozpoznała go jeszcze z czasu przesłuchań zaraz po przerwanym Śnie Nocy Letniej, gdy obsługujące imprezę rodzeństwo chodziło już bez masek. Podobnie Jonathan dostrzegł podobieństwo do Harolda, choć młodzieniec był zdecydowanie przystojniejszy. A może mniej doświadczony przez życie. Obecnie zaś pomagał wyjść zanoszącej się kaszlem starowince. Cierpliwie, krok po kroku.
Cormac czy Cillian? Magiarchitekt czy cukiernik? Ciężko było stwierdzić, dzielił ich tylko rok, a obaj odziedziczyli urodę po ojcu.
– Och moja duszko złota, tak cieszę się, że wróciłeś pomóc starej Lete – babowinka uśmiechała się ciepło, gdy dotarli na sam dół, a potem znowu się rozkaszlała. – Pamiętaj zdobyć jagnięcinkę dla starego Billa. Biedak tak wiele przeszedł, że żadne inne miąsko nie przechodzi mu przez gardło. A ja wszystko u lekarza zapisze wszyściusieńko! – skrzeczała mu do ucha, ale bardzo głośno, najwidoczniej niedosłysząc, i nie zdając sobie sprawy z tego, że w sumie te pochwały słyszy pół ulicy. Nikt jednak się nie obracał, ludzie zbyt byli zajęci swoimi sprawami, nadgryzionymi przez ogień i strach życiami.
Chłopak uśmiechnął się usłużnie i pokiwał głową, poklepując troskliwie jej sękatą rękę.
– Jak mogłem nie wrócić? Jeszcze się nie zaaklimatyzowałem w Paryżu, ale właściciel jak usłyszał co się stało to od razu mnie puścił. Mówił, że poczeka, to na pewno tak myślał. A ja kupię jagnięcinkę. Bill będzie zadowolony nie martw się nianiu. – pocieszał ją, czekając aż kobiecina go puści i sobie pójdzie. Jego aura była przyjemnie pulsująca zaradną zielenią ale i kłębiącą się pomarańczą ekscytacją, bardzo odmienną od nastrojów otoczenia. Chłopak nie epatował tym jednak aż tak, gdy narzucał na głowę czapkę i ruszył powoli w stronę majaczącego na najbliższym rogu rzeźnika, kiedy kobiecina podreptała w przeciwnym do niego kierunku.