15.09.2025, 18:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.09.2025, 20:35 przez Hannibal Selwyn.)
Zależy, jakie to gryzienie…
Hannibal poprawił się na podłodze. Coś mocno ten temat chodził Jonathanowi dzisiaj po głowie.
Jemu samemu też, ale to było co innego. I, oczywiscie, wina tych dwóch… Jonathana, z jego podejrzanymi aluzjami i Anthony’ego, który mówił do niego po francusku i był tak bezczelnie podobny…
Podejrzanymi aluzjami? A może…
- Gryzienie i gryzienie… Jonathan, czy to jakiś nieuświadomiony zębowy kink? Albo może… wampirzy? - na chwilę, choć z pewnym trudem, skupił wzrok na najstarszym Selwynie imprezy, powstrzymując śmiech.
Potem zwrócił się do grożącego mu palcem Roberta:
- A szkoda. Wierz mi, czasami warto dać się sprowadzić do parteru! - zachichotał, strasznie rozbawiony zarówno Groźnym Panem Sędzią, jak i własnymi żarcikami.
Robert wdał się w Filozoficzną Dyskusję z Jonathanem, albo może sam ze sobą - Hannibal nie był w stanie tego śledzić, częściowo z powodu whisky, a częściowo - przedramienia przesuwającego się dość niespodziewanie po jego włosach i ramieniu w dół.
- Baldwin… gra świetnego Hamleta…- zaczął, ale zamarł, przypatrując się rzeczonemu przedramieniu (zakończonemu pustą szklanką) na swojej klatce piersiowej. Podniósł wzdłuż niego wzrok na Anthony’ego. Przełknął ślinę.
Z czarnymi oczami okrągłymi jak dwa talerzyki i doprowadzoną do perfekcji mieszaniną fascynacji i niewinności na twarzy, usłużnie napełnił podstawione mu naczynie. W butelce pozostało niepokojąco mało trunku.
Kiedy padło pytanie o wilkołacze uszy (czyżby Shafiq właśnie całkiem nieskrępowanie podzielił się ze wszystkimi swoim fetyszem?), odwrócił się w jego stronę już całkiem otwarcie.
- Hmmm… - zaczął na wydechu, z lekkim zaskoczeniem, ale zaraz na jego usta wypłynął znaczący uśmiech - To jest bardzo ciekawe pytanie - dokończył, nie zważając na łomot, z jakim Jonathan najwyraźniej coś zdemolował, wstając. A potem dodał, bo był pijany i wybranie chaosu wydawało się świetnym pomysłem - Wilkołacze kły też byś chciał? Czy ty w przeciwieństwie do Jonathana nie jesteś miłośnikiem gryzienia?
Wyszczerzył zęby w uśmiechu prezentującym jego własne, co prawda białe i równe, ale póki co całkiem ludzkie kły.
Zdemolowane coś okazało się dzbankiem pełnym gorącej herbaty, co dotarło do otulonego oparami whisky mózgu Hannibala z opóźnieniem. Chciał się poderwać, więc wsparł się nieskoordynowanie jedną ręką o podłogę, a drugą o Anthony'ego, ale jakoś tak… przeciąg chyba był, czy coś i Selwyn klapnął z powrotem na podłogę. Z jedną, zapomniana dłonią wciąż spoczywającą na Shafiqu, spojrzał na kuzynów z wyrzutem.
Serio, Jonathan?! Akurat, kiedy zrobiło się interesująco?