Trixie nie zamierzała nic dzisiaj kupować. Pojawiła się w tym miejscu tylko i wyłącznie po to, aby zrealizować ten nieszczęsny kupon, który znalazł się na jej nocnej szafce. Która z sióstr jej go zostawiła? Nie miała pojęcia, podejrzewałaby jednak Andromedę, bo Narcyza nie miała w zwyczaju myśleć o innych, widziała raczej tylko czubek własnego nosa, więc nie spodziewała się, aby miało się to zmienić. Nie było to jednak zbytnio ważne, okazało się bowiem, że kupon był wygrany i pewnie normalnie by się nie zdecydowała na to, aby go realizować, ale obudziła się w tym dziwnym nastroju, który doprowadził ją do tego, że się tutaj znalazła.
Pierwszy rzut oka na kolejkę wystarczył, aby stwierdziła, że nie był to najlepszy pomysł. Dosyć sporo osób postanowiło zrobić dzisiaj zakupy, tak właściwie pewnie wynikało to z tego, że bali się, iż może zabraknąć im potrzebnych produktów, bo nigdy nie wiadomo, kiedy śmierciożercy mogą zaatakować. Ta myśl spowodowała, że na jej twarzy pojawił się uśmiech, niech się boją, właśnie o to im przecież chodziło, nigdy nie zaznają spokoju, niech spodziewają się niespodziewanego, bo przecież dopiero pokazywali na co ich stać. Już niedługo wyczyszczą świat z plugastwa, wreszcie inni powinni zauważyć, jak wygląda sytuacja, zaczną do nich dołączać i nikt nie będzie w stanie przeciwstawić się potędze Voldemorta, zbliżały się naprawdę wspaniałe czasy, jeszcze trochę, chwila, a jej marzenia zaczną się spełniać.
Jako, że odpłynęła dość mocno w swoje marzenia, nawet nie zauważyła jak długo zajęło jej stanie w tej nieszczęsnej kolejce, wystarczy tylko myśleć pozytywnie i można się zupełnie zatracić. Z rozmyślań wyrwał ją głos, który chyba był skierowany do niej. Uniosła powoli głowę, wbiła swoje lodowate spojrzenie w kobietę, która albo jej się wydawało, albo nazwała ją kochaneczką. Mierzyła ją dłuższą chwilę wzrokiem, nie mrugała, wpatrywała się tylko bardzo intensywnie tymi swoimi wielkimi oczami. Kącik ust uniósł jej się do góry, chciała się odezwać, jednak nie mogła zareagować naturalnie, gdy obok znajdowało się tak wielu ludzi. Wybrała więc milczenie, chociaż jej spojrzenie wyrażało więcej niż słowa, które mogły opuścić jej usta.
Wyciągnęła przed siebie dłoń, którą miała zaciśniętą w pięść, wypuściła z niej na ladę ten kupon, który znalazła dzisiaj na swojej nocnej szafce. - To. - Powiedziała jedynie, nie wyrzuciła z siebie nic więcej, nie widziała sensu w niepotrzebnemu wyrzucaniu z siebie kolejnych słów, kobieta powinna zrozumieć do czego zmierzała, czyż nie? Nie było to szczególnie skomplikowane, na pewno potrafiła czytać... chociaż kto ich tam wiedział, nie spodziewała się po kimś takim zbyt wiele.