• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[17.09.1972] I came, I saw, I left | Ambroise & Benjy

[17.09.1972] I came, I saw, I left | Ambroise & Benjy
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
15.09.2025, 21:05  ✶  
Wciągnąłem głęboko powietrze i pozwoliłem, by małomiasteczkowa cisza wypełniła moje uszy, to był dopiero początek dnia, a ja już wiedziałem, że będzie długi. Poranek miał w sobie coś nienaturalnie sztucznego - niby rześkiego, ale aż za bardzo, jakby powietrze zostało przefiltrowane do granic możliwości, co zapewne było efektem ubocznym wszystkich rzucanych zaklęć mających pozbyć się efektów spalonej nocy - było ostre, wilgotne od rosy, ale przesycone jeszcze dymnym wspomnieniem pożarów, które kilka dni wcześniej trawiły tę okolicę. W takich dniach zawsze czułem na plecach niewidzialny ciężar - nie własny, ale narzucony przez ludzi i miejsca, które wciąż wołały o interwencję. Klątwy miały to do siebie, że trzymały się domostw i rodzin dłużej, niż ludzie mieli cierpliwość je znosić, a ja, zamiast spać, przewracałem się z boku na bok, aż w końcu uznałem, że nie ma sensu zwlekać. To był dzień, w którym miałem „spotkać” Ambroise’a i przyjrzeć się temu, co wgryzło się w jego rodowe mury.
Do Doliny Godryka dotarłem wcześnie, o wiele wcześniej, niż było trzeba. Już, kiedy przekroczyłem mostek prowadzący na wiejską drogę prowadzącą w stronę posiadłości, czułem się tak, jakbym wchodził w obszar, gdzie powietrze stawało się gęstsze, przez coś, czego nie było widać. Moje kroki od razu stały się cięższe, ale to mógł być równie dobrze efekt mojej wyobraźni - tej samej, która przez lata pracy nauczyła się zawsze spodziewać najgorszego, doświadczenie podpowiadało mi, że to zwykle nie same budynki budzą największy lęk, ale to, co czaiło się w ich cieniu.
Frontowa część fasady posiadłości nie ucierpiał, tak jak mówił Roise. Kamienie wyglądały niemal na nienaruszone niczym innym, niż zębem czasu, szyby połyskiwały w porannym słońcu, a dach błyszczał jak po deszczu, ale w tej idealności było coś fałszywego. Czułem, że wystarczy spojrzeć pod odpowiednim kątem, by dostrzec pęknięcie w fasadzie - szramę, której nie sposób było dotknąć fizyczną dłonią, to były właśnie ślady - już nie ognia, ale mrocznej magii, która lubiła wgryzać się pod postacią klątw rzucanych po wygaszeniu pożarów.
Kiedy wchodziłem po stopniach schodów, drzwi otworzyły się, jak gdyby same z siebie - nie z trzaskiem, a z łagodnym szelestem, jakby czekały, aż je przekroczę - było to mylne wrażenie, bo zaraz w progu pojawiła się Flora - mała, pochylona skrzatka w czystym fartuchu, z dużymi uszami lekko drżącymi przy każdym oddechu. Nie musiała mówić, bym wiedział, że dobrze zdawała sobie sprawę z tego, kto tu przychodził i w jakim celu, jednak zaraz odezwała się piskliwym głosikiem, witając mnie w progach domu Greengrassów, a następnie zapraszając do środka. Skinąłem jej głową, odwzajemniając powitanie i przekroczyłem próg. Wnętrze pachniało ziołami - świeżymi, żywymi, jakby ktoś przed chwilą roztłukł je w moździerzu - aromat mięty, rozmarynu i czegoś ostrzejszego unosił się w powietrzu, mieszając z zapachem kurzu i pyłu, który już na pierwszy rzut oka pokrywał wszystko taką samą warstwą, jak u Nory Figg i w kilku innych miejscach, jakie miałem okazję badać, jak do tej pory.
Flora zaprowadziła mnie korytarzem w stronę pomieszczenia, w którym miałem dołączyć do mojego dzisiejszego zleceniodawcy - oficjalnie, jak to uzgodniliśmy. Nasze kroki odbijały się echem od drewnianej podłogi, zaskakująco donośnym w tak dużym budynku. W przejściach panował półmrok, wypełniony blaskiem pojedynczych lamp olejnych. Ściany zdobiły magiczne obrazy, w których postacie zdawały się spać, przykryte jeszcze większą ilością pyłu - nie odwracały głów, jak to bywało, gdy ktoś obcy przechodził korytarzem, ale trwały w nieruchomej ciszy. To była kolejna oznaka - czarne piętno lubiło spowalniać, przytłumiać, co żywe i co powinno się ruszać.
W końcu weszliśmy do biblioteki, a Flora zatrzymała się w drzwiach i skłoniła lekko. Pomieszczenie wyglądało tak, jak pamiętałem z podobnych rezydencji - wysokie regały sięgające sufitu, drabiny przesuwne na szynach, stół zastawiony donicami i fiolkami, które aż za dobrze pasowały do reszty wystroju. Dawno mnie tu nie było, ale to był aż zbyt znajomy widok. Zmienił się jedynie wygląd osoby, którą napotkały moje oczy - i chociaż widzieliśmy się nie dalej, niż rankiem, gdy na chwilę wstałem do kuchni, było coś osobliwego w tej zmianie - w scenerii, jaką znałem z młodości, a jednak była zupełnie inna. Nie byłem w rezydencji Greengrassów od wielu lat, jeszcze byliśmy wtedy dzieciakami, ten widok w pełni uświadomił mi upływ czasu.

!Strach przed imieniem


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (2021), Benjy Fenwick (2124), Pan Losu (29)




Wiadomości w tym wątku
[17.09.1972] I came, I saw, I left | Ambroise & Benjy - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.09.2025, 20:26
RE: [17.09.1972] I came, I saw, I left | Ambroise & Benjy - przez Benjy Fenwick - 15.09.2025, 21:05
RE: [17.09.1972] I came, I saw, I left | Ambroise & Benjy - przez Pan Losu - 15.09.2025, 21:05
RE: [17.09.1972] I came, I saw, I left | Ambroise & Benjy - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.09.2025, 21:19
RE: [17.09.1972] I came, I saw, I left | Ambroise & Benjy - przez Benjy Fenwick - 16.09.2025, 09:23
RE: [17.09.1972] I came, I saw, I left | Ambroise & Benjy - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 16.09.2025, 09:57
RE: [17.09.1972] I came, I saw, I left | Ambroise & Benjy - przez Benjy Fenwick - 16.09.2025, 11:17
RE: [17.09.1972] I came, I saw, I left | Ambroise & Benjy - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 16.09.2025, 12:27
RE: [17.09.1972] I came, I saw, I left | Ambroise & Benjy - przez Benjy Fenwick - 16.09.2025, 12:53

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa