16.09.2025, 09:23 ✶
Zatrzymałem się naprzeciw niego, jeszcze zanim jego dłoń w pełni wykonała gest powitania - uścisk był krótki, mocny, jakbyśmy rzeczywiście dopiero się poznawali, a nie rozmawiali poprzedniego wieczoru przy stole w jadalni ciotki, ani rano przelotnie w kuchni.
- Dzień dobly. - Powtórzyłem tonem równie neutralnym, jak jego, pozwalając sobie na krótkie spojrzenie w bok, w stronę stojącej jeszcze Flory, dopiero gdy zniknęła za drzwiami, uniosłem brew, ale nie pozwoliłem, by kącik ust nawet drgnął. Utrzymanie pozorów i ta cała maskarada wymagała dyscypliny. Nawet w Dolinie ściany miały uszy, a ja wiedziałem, że tutaj każde echo mogło odbić się szerszym echem, niż ktokolwiek by chciał. Kiedy Ambroise wskazał ręką przejście na korytarz, skłoniłem głowę lekko - jak ktoś przyjmujący rolę gościa, który wiedział, że został zaproszony w celu rozwiązania problemu.
- Moszemy. - Odparłem spokojnie, ściszając głos o pół tonu, jakbym właśnie w tamtej chwili przyjął ciężar powagi sytuacji w całości. - Jak jusz mówiliśmy, wolałbym zobaczyś to wszystko na własne oczy, zanim zaczniemy spekulowaś. Nocne objawy mają to do siebie, sze potlafią zostawiś subtelne ślady lówniesz za dnia.
Ruszyłem w kierunku, który wskazał, ale nie spieszyłem się, gra wymagała konsekwencji w postępowaniu, a ja znałem reguły tak samo dobrze jak on. Wchodząc za nim w głąb korytarza, pozwoliłem, by moje kroki niosły się ciężej, niż rzeczywiście powinny. W takich momentach teatr miał znaczenie - trzeba było wyglądać na kogoś, kto traktuje sytuację ze śmiertelną powagą, a nie jak na spotkanie z dawnym przyjacielem. Zdecydowanie mogliśmy zwracać uwagę reszty domowników, dlatego starałem się utrzymać ramiona prosto, a wyraz twarzy neutralnie i z powagą - jak ktoś, kto przybył tu służbowo, nie prywatnie.
- Losumiem, sze pozostali mieszkańcy jusz zostali poinfolmowani o mojej obecności? - Zapytałem jeszcze, na tyle oficjalnie, by brzmiało to jak rutynowa formalność, a nie jak pytanie przyjaciela. Każde słowo było częścią misternej gry. Nie mogłem pozwolić, by ktokolwiek - nawet jeszcze chwilowo nieobecny - domyślił się, że łączy nas coś więcej niż zawodowa konieczność.
- Dzień dobly. - Powtórzyłem tonem równie neutralnym, jak jego, pozwalając sobie na krótkie spojrzenie w bok, w stronę stojącej jeszcze Flory, dopiero gdy zniknęła za drzwiami, uniosłem brew, ale nie pozwoliłem, by kącik ust nawet drgnął. Utrzymanie pozorów i ta cała maskarada wymagała dyscypliny. Nawet w Dolinie ściany miały uszy, a ja wiedziałem, że tutaj każde echo mogło odbić się szerszym echem, niż ktokolwiek by chciał. Kiedy Ambroise wskazał ręką przejście na korytarz, skłoniłem głowę lekko - jak ktoś przyjmujący rolę gościa, który wiedział, że został zaproszony w celu rozwiązania problemu.
- Moszemy. - Odparłem spokojnie, ściszając głos o pół tonu, jakbym właśnie w tamtej chwili przyjął ciężar powagi sytuacji w całości. - Jak jusz mówiliśmy, wolałbym zobaczyś to wszystko na własne oczy, zanim zaczniemy spekulowaś. Nocne objawy mają to do siebie, sze potlafią zostawiś subtelne ślady lówniesz za dnia.
Ruszyłem w kierunku, który wskazał, ale nie spieszyłem się, gra wymagała konsekwencji w postępowaniu, a ja znałem reguły tak samo dobrze jak on. Wchodząc za nim w głąb korytarza, pozwoliłem, by moje kroki niosły się ciężej, niż rzeczywiście powinny. W takich momentach teatr miał znaczenie - trzeba było wyglądać na kogoś, kto traktuje sytuację ze śmiertelną powagą, a nie jak na spotkanie z dawnym przyjacielem. Zdecydowanie mogliśmy zwracać uwagę reszty domowników, dlatego starałem się utrzymać ramiona prosto, a wyraz twarzy neutralnie i z powagą - jak ktoś, kto przybył tu służbowo, nie prywatnie.
- Losumiem, sze pozostali mieszkańcy jusz zostali poinfolmowani o mojej obecności? - Zapytałem jeszcze, na tyle oficjalnie, by brzmiało to jak rutynowa formalność, a nie jak pytanie przyjaciela. Każde słowo było częścią misternej gry. Nie mogłem pozwolić, by ktokolwiek - nawet jeszcze chwilowo nieobecny - domyślił się, że łączy nas coś więcej niż zawodowa konieczność.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)