16.09.2025, 09:55 ✶
Nie dało się ukryć, że interakcja, jaka rozgrywała się przed oczami Ambroisa zdecydowanie przyciągnęła jego uwagę. Co prawda, na ogół miał zupełnie gdzieś to, jakie relacje łączyły ludzi, z którymi on sam nie miewał ani najpewniej nie miał mieć do czynienia. Był dobrym obserwatorem, ale nie poświęcał zbędnego czasu na coś, czego nie uważał za przydatne, więc w setkach innych okoliczności zdecydowanie nie zainteresowałby go ten przelotny grymas na twarzy sprzedawczyni ani jej nagłe wyprostowanie uprzednio rozluźnionych ramion. A jednak skoro nie miał nic innego do roboty...
...może nie uniósł brwi, nie gapiąc się z zaciekawieniem na całą scenę, lecz bez wątpienia przestał także rozglądać się za czymś ciekawszym. Po pożarach, jakie zostały zesłane na Wielką Brytanię, nastroje zarówno wobec mugolaków i mugoli, jak i czarodziejów czystej krwi malowały się w jeszcze bardziej intensywnych barwach. Roise miał nieprzyjemność doświadczyć ich pokłosia na własnej skórze, zwłaszcza pamiętnej nocy w Stolicy. Zdawał sobie także sprawę z tego, że niektóre rody były darzone znacznie głębszą antypatią od jego rodziny.
Nie musiał zastanawiać się zbyt głęboko, by wiedzieć, że Blackowie bez wątpienia należeli właśnie do tej grupy. Byli wyjątkowo konserwatywni, otwarcie trzymali się odwiecznych zasad i reguł społecznych. Nie dla wszystkich stanowiło to niewątpliwą zaletą i powód do wyrażania aprobaty. Oczywiście, mogło także chodzić o jakieś prywatne niesnaski, o których nie wiedział i raczej nie chciał wiedzieć (cudze sprawy nie interesowały go aż do tego stopnia), ale nie dało się nie dostrzec, że cokolwiek kierowało starszą kobietą, nie była to sympatia.
Już nie. Kochaneczka przestała mieć odniesienie praktycznie w tej samej chwili, w której czarownica po drugiej stronie lady zorientowała się, na kogo tak właściwie patrzy. A sposób, w jaki młodsza dziewczyna wypuściła z palców kupon loteryjny? Raczej także nie wzbudził w sprzedawczyni zbyt wiele przyjacielskich uczuć, nawet jeśli kobieta nie zmieniła nadzwyczaj chłodno-neutralnego wyrazu twarzy. Ewidentnie nie zamierzała komentować tego, że Black nie podała jej papieru do ręki.
Zamiast tego ujęła luźno leżący długopis w dłoń, górnym końcem przesuwając kupon ku sobie. Dopiero wtedy mocniej nasunęła okulary na nos, odchrząkując sama do siebie, po czym wbijając wzrok w kawałek papieru. Nie trzeba było czekać zbyt długo, aby kąciki jej warg wygięły się w nieco nazbyt usatysfakcjonowanym wyrazie, który zaraz zmazała z twarzy, gdy zabrała los, przepuszczając go przez bardzo staro wyglądającą maszynkę pełną bliżej niezidentyfikowanych guziczków.
Nic się nie stało. Kupon wypadł dołem, a kasjerka odsunęła go od siebie w kierunku Bellatrix tym samym długopisem, którego użyła wcześniej. Tym razem jednak na sam koniec stuknęła nim w rząd cyferek układających się w datę.
- Widzi? - Spytała chłodno, nie oczekując na odpowiedź, tylko kontynuując. - Przeterminowany. Nie zrobię wypłaty. Może iść gdzieś indziej - sposób, w jaki kobieta zwracała się do klientki był tak ostentacyjnie bezosobowy, że w innym kontekście mógłby być nawet całkiem zabawny, zwłaszcza w zestawieniu z niedawną kochaneczką, a jednak wiało chłodem.
...może nie uniósł brwi, nie gapiąc się z zaciekawieniem na całą scenę, lecz bez wątpienia przestał także rozglądać się za czymś ciekawszym. Po pożarach, jakie zostały zesłane na Wielką Brytanię, nastroje zarówno wobec mugolaków i mugoli, jak i czarodziejów czystej krwi malowały się w jeszcze bardziej intensywnych barwach. Roise miał nieprzyjemność doświadczyć ich pokłosia na własnej skórze, zwłaszcza pamiętnej nocy w Stolicy. Zdawał sobie także sprawę z tego, że niektóre rody były darzone znacznie głębszą antypatią od jego rodziny.
Nie musiał zastanawiać się zbyt głęboko, by wiedzieć, że Blackowie bez wątpienia należeli właśnie do tej grupy. Byli wyjątkowo konserwatywni, otwarcie trzymali się odwiecznych zasad i reguł społecznych. Nie dla wszystkich stanowiło to niewątpliwą zaletą i powód do wyrażania aprobaty. Oczywiście, mogło także chodzić o jakieś prywatne niesnaski, o których nie wiedział i raczej nie chciał wiedzieć (cudze sprawy nie interesowały go aż do tego stopnia), ale nie dało się nie dostrzec, że cokolwiek kierowało starszą kobietą, nie była to sympatia.
Już nie. Kochaneczka przestała mieć odniesienie praktycznie w tej samej chwili, w której czarownica po drugiej stronie lady zorientowała się, na kogo tak właściwie patrzy. A sposób, w jaki młodsza dziewczyna wypuściła z palców kupon loteryjny? Raczej także nie wzbudził w sprzedawczyni zbyt wiele przyjacielskich uczuć, nawet jeśli kobieta nie zmieniła nadzwyczaj chłodno-neutralnego wyrazu twarzy. Ewidentnie nie zamierzała komentować tego, że Black nie podała jej papieru do ręki.
Zamiast tego ujęła luźno leżący długopis w dłoń, górnym końcem przesuwając kupon ku sobie. Dopiero wtedy mocniej nasunęła okulary na nos, odchrząkując sama do siebie, po czym wbijając wzrok w kawałek papieru. Nie trzeba było czekać zbyt długo, aby kąciki jej warg wygięły się w nieco nazbyt usatysfakcjonowanym wyrazie, który zaraz zmazała z twarzy, gdy zabrała los, przepuszczając go przez bardzo staro wyglądającą maszynkę pełną bliżej niezidentyfikowanych guziczków.
Nic się nie stało. Kupon wypadł dołem, a kasjerka odsunęła go od siebie w kierunku Bellatrix tym samym długopisem, którego użyła wcześniej. Tym razem jednak na sam koniec stuknęła nim w rząd cyferek układających się w datę.
- Widzi? - Spytała chłodno, nie oczekując na odpowiedź, tylko kontynuując. - Przeterminowany. Nie zrobię wypłaty. Może iść gdzieś indziej - sposób, w jaki kobieta zwracała się do klientki był tak ostentacyjnie bezosobowy, że w innym kontekście mógłby być nawet całkiem zabawny, zwłaszcza w zestawieniu z niedawną kochaneczką, a jednak wiało chłodem.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down