Bellatrix wyprostowała się niczym struna, jakby miało to zmienić cokolwiek. Wzrostem na pewno nie była w stanie wzbudzić szacunku, czy strachu, jednak gdyby ktoś tylko wiedział ile zła kryło się pod tą całkiem uroczą fasadą... Tyle, że niestety w tym miejscu nie mogła tego demonstrować, jeszcze nie teraz. Nadejdzie moment, w którym się ujawnią, kiedy wszyscy będą wiedzieć, kto wspierał Czarnego Pana od samego początku, kto pomagał mu zmenić świat, wtedy będzie dumnie unosić głowę, śmiać się im w twarz, bo ona od samego początku wierzyła w jego sukces. Taki dzień na pewno nadejdzie, nie miała ku temu najmniejszych wątpliwości, ba zdaniem Trixie zbliżał się wielkimi krokami.
Póki co jednak musiała hamować swoje zamiary, co strasznie ją irytowało, to nie było wcale takie proste z jej porywczym charakterem, ale miała zbyt wiele do stracenia, mogła jeszcze pomagać Voldemortowi jako zwyczajny pracownik ministerstwa, amnezjator, dzięki swojej profesji bowiem znajdowała się dość szybko w miejscach, w których coś się działo. Nie mogła tego zaprzestać, jeszcze nie, to nie był ten moment. Nie zmieniało to jednak faktu, że jako czystokrwista bardzo dobrze znała swoją wartość, wiedziała, że jest lepsza od tych wszystkich, którzy nie zasługiwali na to, by znajdować się w ich świecie, tych, których krew była brudna.
Dostrzegła reakcję kobiety, jej oczy przyciemniały, widać było, że zaczyna się złościć, chociaż świadczyło o tym tylko i wyłącznie spojrzenie, nic więcej. Nie przejmowała się tym, że ktoś mógł widzieć to, w jaki sposób rzuciła kupon na ladę, ludzie powinni mieć świadomość tego, że pochodzenie z elity łączy się ze swoimi prawami, czyż nie? Nie zamierzała przypadkiem dotknąć tej ekspedientki, nie miała pojęcia, gdzie wcześniej wkładała swoje łapy, kogo dotykała.
- Ja zadecyduję o tym, co mogę. - Nie znosiła, kiedy ktoś wydawał jej polecenia, szczególnie gorszego sortu, kiedy będzie miała chęć, to stąd odejdzie, póki co jednak nie miała zamiaru tego robić. Może była młoda, nie przywykła jednak do tego, że ktoś nią pomiatał, w końcu była Blackówną.
- Sprawdź to jeszcze raz, bo na pewno się pomyliłaś, wszyscy jesteście nieudolni. - Nie omieszkała dodać niezbyt przyjemnego komentarza, oparła się o ladę, co miało sugerować, że nie ruszy się dopóki tamta nie zrobi tego drugi raz. Wydawała się być bardzo zdeterminowana, żeby tak się stało. W dupie miała ten kupon, tą wygraną, chodziło o coś zupełnie innego.