16.09.2025, 10:46 ✶
Cała sytuacja z pewnością byłaby dla niego znacznie bardziej ciekawa i w pewnym sensie nawet całkiem zabawna, gdyby nie fakt, że praktycznie znalazł się już przy kasie, mając w głowie wizję rychłej konieczności udania się do jeszcze jednego sklepu, żeby spróbować dostać tam niezakupione tutaj towary. A więc oczywiście, oczywiście, że wobec tego musiał napotkać na coś, co zaczynało pochłaniać mu niemożliwie dużo czasu. Albo to, albo staruszka pytająca o szczegóły dotyczące każdej sztuki asortymentu, jaki oferował sklep. Z dwojga złego, chyba wolał obserwować scenę, jaką miał przed oczami.
- Ależ oczywiście - tylko w teorii były to słowa mające potwierdzić zdanie Bellatrix; być może nie brzmiały zupełnie inaczej niż poprzednie, jakie padły z ust sprzedawczyni, może jej ton głosu pozostał dokładnie taki sam, ale nie dało się nie pojąć, ile pasywnej agresji tkwiło w tej kobiecie. - Sugeruję siedzibę gazety, z pewnością będą tam pomocni - no cóż, ona taka nie była i raczej świadomie nie zamierzała tego zmieniać.
Obserwując całą sytuację zarówno z boku, jak i z wiadomych względów z góry, Ambroise miał wyjątkowo dobry widok na sposób, w jaki kasjerka kolejny raz uderzyła czubkiem długopisu w papier, tylko jakimś cudem nie robiąc w nim dziury. Uśmiechnęła się przy tym jednak, choć nawet z odległości raczej przypominało to wymuszony grymas i jednoczesne zetknięcie się z czymś, co śmierdziało, kulturalnie ponownie przesuwając kupon ku sobie. Nie pokręciła głową, nie zająknęła się, teoretycznie nie dało się jej nic zarzucić, bowiem rzeczywiście ponownie przepuściła los przez maszynę. Ponownie: nic, nic się nie stało.
Tym razem jednak nie powtórzyła wcześniejszego schematu, oj nie. Najwidoczniej wyszła z założenia, że skoro jednokrotne przepuszczenie papieru przez maszynę to było za mało, to dwukrotne tym bardziej nie usatysfakcjonuje jej kochaniutkiej klientki. Do trzech razy sztuka, nieprawdaż? Stalowoszare oczy starszej pani nie skierowały się w dół, gdy trzeci raz umieściła los w mechanizmie. Pozostały wbite w Bellatrix.
- Mamy wtorek. Dwunasty września - odezwała się jednocześnie, puszczając kupon po raz czwarty, po czym wykładając go na ladę, w dalszym ciągu z tym samym neutralnym wyrazem twarzy niosącym w sobie jednak zadziwiająco milczącej dużo prowokacji. - Podać coś jeszcze, kochaneczko? - Słowa sprzedawczyni nie miały już tego samego wydźwięku, co na początku, teraz brzmiały znacznie ciekawiej.
Niby nie skomentowała nieudolności, jaką zarzuciła jej Bellatrix Black, ale jednocześnie czy naprawdę musiała to robić? Jej zachowanie mówiło samo za siebie, czyż nie?
- Ależ oczywiście - tylko w teorii były to słowa mające potwierdzić zdanie Bellatrix; być może nie brzmiały zupełnie inaczej niż poprzednie, jakie padły z ust sprzedawczyni, może jej ton głosu pozostał dokładnie taki sam, ale nie dało się nie pojąć, ile pasywnej agresji tkwiło w tej kobiecie. - Sugeruję siedzibę gazety, z pewnością będą tam pomocni - no cóż, ona taka nie była i raczej świadomie nie zamierzała tego zmieniać.
Obserwując całą sytuację zarówno z boku, jak i z wiadomych względów z góry, Ambroise miał wyjątkowo dobry widok na sposób, w jaki kasjerka kolejny raz uderzyła czubkiem długopisu w papier, tylko jakimś cudem nie robiąc w nim dziury. Uśmiechnęła się przy tym jednak, choć nawet z odległości raczej przypominało to wymuszony grymas i jednoczesne zetknięcie się z czymś, co śmierdziało, kulturalnie ponownie przesuwając kupon ku sobie. Nie pokręciła głową, nie zająknęła się, teoretycznie nie dało się jej nic zarzucić, bowiem rzeczywiście ponownie przepuściła los przez maszynę. Ponownie: nic, nic się nie stało.
Tym razem jednak nie powtórzyła wcześniejszego schematu, oj nie. Najwidoczniej wyszła z założenia, że skoro jednokrotne przepuszczenie papieru przez maszynę to było za mało, to dwukrotne tym bardziej nie usatysfakcjonuje jej kochaniutkiej klientki. Do trzech razy sztuka, nieprawdaż? Stalowoszare oczy starszej pani nie skierowały się w dół, gdy trzeci raz umieściła los w mechanizmie. Pozostały wbite w Bellatrix.
- Mamy wtorek. Dwunasty września - odezwała się jednocześnie, puszczając kupon po raz czwarty, po czym wykładając go na ladę, w dalszym ciągu z tym samym neutralnym wyrazem twarzy niosącym w sobie jednak zadziwiająco milczącej dużo prowokacji. - Podać coś jeszcze, kochaneczko? - Słowa sprzedawczyni nie miały już tego samego wydźwięku, co na początku, teraz brzmiały znacznie ciekawiej.
Niby nie skomentowała nieudolności, jaką zarzuciła jej Bellatrix Black, ale jednocześnie czy naprawdę musiała to robić? Jej zachowanie mówiło samo za siebie, czyż nie?
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down