16.09.2025, 12:22 ✶
Zaśmiała się więc on, siłą rzeczy, również się uśmiechnął, nawet głowa Prewetta pozostawała zagubiona gdzieś pomiędzy jego realizacją odnośnie własnych uczuć, a głupimi żartami o koniach.
A potem Millie zrobiła coś, co sprawiło, że blada twarz Basiliusa na kilka sekund zyskała nieco kolorów, kiedy pocałunek na policzku palił jego skórę, a bliskość przyjaciółki jedynie wzmagała mętlik w głowie.
– Twoje były mniej spodziewane – wymamrotał próbując skupić umysł na kolejnych rewelacjach, tym razem powstrzymując się, aby udzielić jej swoją standardową odpowiedź. – Lubię współpracować z Thomasem, ale nie rozumiem czemu mielibyśmy mieć specjalne stroje. – To znaczy był w stanie wyobrazić sobie siedzących gdzieś Miles i Thomasa wpadających na tak genialne pomysły jak nazwijmy trójkę ludzi pracujących ze sobą grupą antyklątwowa i miejmy swoje kolory, bo normalne ubrania nie wystarczą. Ale hej… Przynajmniej wiedział, że w tym całym szaleństwie dalej potrafili się dobrze bawić. Gorzej tylko, że alternatywą dla tego tematu były pewne końskie czynności, lub, co jeszcze gorsza, jego własne myśli. – Ale tak. Thomas jest dobrym klątwołamaczem. Opowiadał ci kiedyś klątwach, które spotkał podczas podróży?
Wreszcie znaleźli się pod drzwiami, a Basilius czuł się jakby zarówno po jego ciele jak i umyśle przebiegło stado dzikich koni. Nie miał jednak pojęcia, czy podróż po schodach była aż tak męcząca przez jego obecny stan fizyczny, czy może jednak ten psychiczny.
– Trochę, ale przeżyje – mruknął. – Millie poczekaj chwilę. – Z tymi słowami, niewiele myśląc, po prostu przytulił ją do siebie. – Cieszę się, że żyjesz. – I przepraszam, że mam mętlik w głowie kiedy bardzo nie powinienem. Na pewno minie mi gdy tylko się prześpię i tyle.
Bo to musiało być to. Zmęczenie sprawiało, że wszystko wydawało się bardziej w tym jego obecne przemyślenia na temat przyjaciółki. Opatrzy Thomasa, wyśpi się i to wszystko będzie jedynie głupotą, którą da się łatwo zepchnąć w głąb.
A potem Millie zrobiła coś, co sprawiło, że blada twarz Basiliusa na kilka sekund zyskała nieco kolorów, kiedy pocałunek na policzku palił jego skórę, a bliskość przyjaciółki jedynie wzmagała mętlik w głowie.
– Twoje były mniej spodziewane – wymamrotał próbując skupić umysł na kolejnych rewelacjach, tym razem powstrzymując się, aby udzielić jej swoją standardową odpowiedź. – Lubię współpracować z Thomasem, ale nie rozumiem czemu mielibyśmy mieć specjalne stroje. – To znaczy był w stanie wyobrazić sobie siedzących gdzieś Miles i Thomasa wpadających na tak genialne pomysły jak nazwijmy trójkę ludzi pracujących ze sobą grupą antyklątwowa i miejmy swoje kolory, bo normalne ubrania nie wystarczą. Ale hej… Przynajmniej wiedział, że w tym całym szaleństwie dalej potrafili się dobrze bawić. Gorzej tylko, że alternatywą dla tego tematu były pewne końskie czynności, lub, co jeszcze gorsza, jego własne myśli. – Ale tak. Thomas jest dobrym klątwołamaczem. Opowiadał ci kiedyś klątwach, które spotkał podczas podróży?
Wreszcie znaleźli się pod drzwiami, a Basilius czuł się jakby zarówno po jego ciele jak i umyśle przebiegło stado dzikich koni. Nie miał jednak pojęcia, czy podróż po schodach była aż tak męcząca przez jego obecny stan fizyczny, czy może jednak ten psychiczny.
– Trochę, ale przeżyje – mruknął. – Millie poczekaj chwilę. – Z tymi słowami, niewiele myśląc, po prostu przytulił ją do siebie. – Cieszę się, że żyjesz. – I przepraszam, że mam mętlik w głowie kiedy bardzo nie powinienem. Na pewno minie mi gdy tylko się prześpię i tyle.
Bo to musiało być to. Zmęczenie sprawiało, że wszystko wydawało się bardziej w tym jego obecne przemyślenia na temat przyjaciółki. Opatrzy Thomasa, wyśpi się i to wszystko będzie jedynie głupotą, którą da się łatwo zepchnąć w głąb.