16.09.2025, 12:26 ✶
Gdyby tylko miał świadomość, jak okrutne i ciemne myśli kryją się pod elegancko ułożonymi włosami oraz za parą wyjątkowo dużych, wręcz sarnich oczu stojącego przed nim dziewczęcia...
...czy byłby szczególnie zdziwiony? Zszokowany albo zatrwożony? Zniesmaczony? Pełen pogardy? Wstrętu? Czegoś jeszcze innego, bardzo dalekiego od szacunku czy aprobaty?
No niekoniecznie. Nie żył na tym świecie od wczoraj. Zdawał sobie sprawę z tego, ile tak naprawdę osiągali ludzie poprzez udawanie i zakładanie różnych masek. Sam też to poniekąd robił. Był zatem jak najbardziej świadomy tego, że większość naprawdę niebezpiecznych osób wcale nie musiała sprawiać groźnego wrażenia. Było wręcz odwrotnie. Często największe żmije przybierały najprzyjemniejsze, najbardziej zachęcające barwy.
Nie, nie byłby zatem szczególnie zdziwiony. Tak właściwie, raczej miał to głęboko gdzieś. Może nie bratał się ze Śmierciożercami, nie dzielił z nimi większości naprawdę skrajnych poglądów ani nie przyklaskiwał temu, w jaki sposób postanowili dojść do władzy. W jego oczach, panowanie przy pomocy strachu nigdy nie miało być najlepszym możliwym rozwiązaniem. Ludzie, którzy trzymali się w ryzach wyłącznie z lęku i obawy przed konsekwencjami prędzej czy później mieli zbuntować się nie przeciwko władcy, lecz przeciwko oprawcy.
Idee przyświecające czystokrwistymi radykałom tak naprawdę nikomu nie sprzyjały, jednakże czy to oznaczałoby, że gdyby zdawał sobie sprawę z przynależności jego tymczasowej towarzyszki oraz jej planów wobec sprzedawczyni, momentalnie coś by zrobił? Nie.
Szczególnie na tyle, aby stać się samowolnym obrońcą godności ludzi, z którymi nie łączyły go jakiekolwiek relacje. Jeśli zaś miałby być już całkowicie szczery, poniekąd wręcz nawet podzielał zdanie panny Black odnośnie jakości obsługi oferowanej w tym konkretnym miejscu. Nie należało ono do jego ulubionych, było za to dogodnie po drodze do kolejnego sklepu i jeszcze jednego przybytku, jaki zamierzał odwiedzić podczas swojej wizyty w stolicy. I tyle. Koniec historii.
Poza tym, po wydarzeniach mających miejsce podczas Spalonej Nocy, gdyby on został potraktowany w wyjątkowo pogardliwy sposób, także zareagowałby niezbyt przyjaźnie. Nie widział żadnej nadmiernej przesady w zachowaniu Panny Black. Wręcz przeciwnie, będąc sprzedawcą i odpowiadając za renomę sklepu, należało odłożyć prywatne osądy na bok. Traktowanie klientów jak trędowatych ze względu na własne przekonania było...
...niesmaczne.
Gdyby dotyczyło to mugolaków, ktoś z pewnością podniósłby krzyk o magirasizmie, czyż nie? O klasizmie i nierówności. O konieczności bojkotu i tak dalej. Pożary Londynu obnażyły sporą część podobnej dynamiki.
Kiedy zatem jego spojrzenie napotkało oczy Bellatrix, a do jego uszu dotarły słowa dziewczyny, drgnął mu kącik ust. Być może nie odpowiedział uśmiechem, ale nie zareagował także grymasem. Nie uniósł również brwi, po prostu bardzo nieznacznie wzruszył ramionami. Od samego początku przyglądał się sytuacji, nie dało się nie przysłuchiwać rozmowie ani nie zauważyć, o co chodziło.
- Szczególnie ostatnio - stwierdził bez oporów, czym bez wątpienia zaskarbił sobie niezbyt zadowolone spojrzenie ze strony sprzedawczyni.
No cóż. Żyli, mieli się dobrze, byli szczęśliwi, nawet jeśli dla co poniektórych było to niesmaczne.
- Powinni brać to pod uwagę - , nie zamierzając ukrywać tego, że Londyn zdecydowanie odczuwał obecnie skutki niedawnych wydarzeń, morale i zachowania tąpnęły o bruk. - Dziewiąty września. Nikt raczej nie będzie myśleć o odbiorze nagrody tuż po pożarach - stwierdził, rzucając jedno spojrzenie na datę, w którą wcześniej stukała sprzedawczyni.
Tak, to był idiotyzm, zdecydowanie. Niestety, brakowało im siły sprawczej, żeby coś z tym od razu zrobić.
- Cóż poradzić - dodał jeszcze, nie uciekając ani przed wzrokiem jednej, ani drugiej kobiety.
Tak, obsługa pozostawiała wiele do życzenia, ale chciał po prostu zrobić zakupy i wyjść z tego miejsca, zamiast wydawać się w dyskusje na temat ideologii. Niekoniecznie jednak planował szybko tu wracać.
...czy byłby szczególnie zdziwiony? Zszokowany albo zatrwożony? Zniesmaczony? Pełen pogardy? Wstrętu? Czegoś jeszcze innego, bardzo dalekiego od szacunku czy aprobaty?
No niekoniecznie. Nie żył na tym świecie od wczoraj. Zdawał sobie sprawę z tego, ile tak naprawdę osiągali ludzie poprzez udawanie i zakładanie różnych masek. Sam też to poniekąd robił. Był zatem jak najbardziej świadomy tego, że większość naprawdę niebezpiecznych osób wcale nie musiała sprawiać groźnego wrażenia. Było wręcz odwrotnie. Często największe żmije przybierały najprzyjemniejsze, najbardziej zachęcające barwy.
Nie, nie byłby zatem szczególnie zdziwiony. Tak właściwie, raczej miał to głęboko gdzieś. Może nie bratał się ze Śmierciożercami, nie dzielił z nimi większości naprawdę skrajnych poglądów ani nie przyklaskiwał temu, w jaki sposób postanowili dojść do władzy. W jego oczach, panowanie przy pomocy strachu nigdy nie miało być najlepszym możliwym rozwiązaniem. Ludzie, którzy trzymali się w ryzach wyłącznie z lęku i obawy przed konsekwencjami prędzej czy później mieli zbuntować się nie przeciwko władcy, lecz przeciwko oprawcy.
Idee przyświecające czystokrwistymi radykałom tak naprawdę nikomu nie sprzyjały, jednakże czy to oznaczałoby, że gdyby zdawał sobie sprawę z przynależności jego tymczasowej towarzyszki oraz jej planów wobec sprzedawczyni, momentalnie coś by zrobił? Nie.
Szczególnie na tyle, aby stać się samowolnym obrońcą godności ludzi, z którymi nie łączyły go jakiekolwiek relacje. Jeśli zaś miałby być już całkowicie szczery, poniekąd wręcz nawet podzielał zdanie panny Black odnośnie jakości obsługi oferowanej w tym konkretnym miejscu. Nie należało ono do jego ulubionych, było za to dogodnie po drodze do kolejnego sklepu i jeszcze jednego przybytku, jaki zamierzał odwiedzić podczas swojej wizyty w stolicy. I tyle. Koniec historii.
Poza tym, po wydarzeniach mających miejsce podczas Spalonej Nocy, gdyby on został potraktowany w wyjątkowo pogardliwy sposób, także zareagowałby niezbyt przyjaźnie. Nie widział żadnej nadmiernej przesady w zachowaniu Panny Black. Wręcz przeciwnie, będąc sprzedawcą i odpowiadając za renomę sklepu, należało odłożyć prywatne osądy na bok. Traktowanie klientów jak trędowatych ze względu na własne przekonania było...
...niesmaczne.
Gdyby dotyczyło to mugolaków, ktoś z pewnością podniósłby krzyk o magirasizmie, czyż nie? O klasizmie i nierówności. O konieczności bojkotu i tak dalej. Pożary Londynu obnażyły sporą część podobnej dynamiki.
Kiedy zatem jego spojrzenie napotkało oczy Bellatrix, a do jego uszu dotarły słowa dziewczyny, drgnął mu kącik ust. Być może nie odpowiedział uśmiechem, ale nie zareagował także grymasem. Nie uniósł również brwi, po prostu bardzo nieznacznie wzruszył ramionami. Od samego początku przyglądał się sytuacji, nie dało się nie przysłuchiwać rozmowie ani nie zauważyć, o co chodziło.
- Szczególnie ostatnio - stwierdził bez oporów, czym bez wątpienia zaskarbił sobie niezbyt zadowolone spojrzenie ze strony sprzedawczyni.
No cóż. Żyli, mieli się dobrze, byli szczęśliwi, nawet jeśli dla co poniektórych było to niesmaczne.
- Powinni brać to pod uwagę - , nie zamierzając ukrywać tego, że Londyn zdecydowanie odczuwał obecnie skutki niedawnych wydarzeń, morale i zachowania tąpnęły o bruk. - Dziewiąty września. Nikt raczej nie będzie myśleć o odbiorze nagrody tuż po pożarach - stwierdził, rzucając jedno spojrzenie na datę, w którą wcześniej stukała sprzedawczyni.
Tak, to był idiotyzm, zdecydowanie. Niestety, brakowało im siły sprawczej, żeby coś z tym od razu zrobić.
- Cóż poradzić - dodał jeszcze, nie uciekając ani przed wzrokiem jednej, ani drugiej kobiety.
Tak, obsługa pozostawiała wiele do życzenia, ale chciał po prostu zrobić zakupy i wyjść z tego miejsca, zamiast wydawać się w dyskusje na temat ideologii. Niekoniecznie jednak planował szybko tu wracać.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down