Często w najpiękniejszym papierku można było znaleźć najbardziej gównianą czekoladę. W przypadku Trixie jej aparycja zupełnie nie niosła za sobą tego, co siedziało w jej głowie. Z pozoru grzeczna, ułożona dziewczyna, pełna gracji, pod tą powłoką kryła się jednak bardzo chłodna morderczyni, wystarczyło, aby ktoś odrobinę ją zdenerwował, był niewłaściwego pochodzenia, a była skłonna zakończyć jego żywot. Była zła do szpiku kości, jednak sama twierdziła, iż to tylko wierność odpowiednim ideałom, czy jednak naprawdę to było to? Sprawiało jej przyjemność spoglądanie w oczy swoich ofiar, obserwowanie ich ostatnich oddechów, ich jęki i krzyki, prośby o darowanie życia. Nie ruszało jej to jednak wcale, przyjemność czerpała z odbierania życia, kiedy to się stało? Pewnie sama nie miała pojęcia, jakiś czas temu jednak zaczęła zmieniać się w bestię, gotową zaatakować każdego.
- Być może niedługo się to zmieni. - Rzuciła jeszcze mimochodem posyłając mężczyźnie uśmiech. Zgodził się z nią, oczywiście, że nie była jedyną osobą, która zauważyła nieodpowiednie traktowanie, bardzo dobrze, niech tamta wie, że nie zamierzają tego akceptować. Skończyły się czasy dobroci dla zwierząt, to było już za nimi. Społeczeństwo miało jeszcze bardziej się podzielić, wspaniale, dzięki temu Czarny Pan szybciej przejmie władzę, łatwiej będzie mu znaleźć kolejnych sojuszników.
- Tak, noc była przecież bardzo pracowita. - W końcu wszyscy musieli jakoś sobie radzić z pożarami, ratować swój dobytek, czyż nie, no ewentualnie jak ona doprowadzać do chaosu, ale o jej roli w tym przedstawieniu nie wiedział prawie nikt i tak miało pozostać, przynajmniej jak na razie.
- Życzę powodzenia, na pewno się Panu przyda. - Skinęła nawet całkiem uroczo głową, po czym ruszyłą w stronę drzwi, miała zamiar urządzić sobie spacer, aby nacieszyć wzrok zniszczeniami, które między innymi i ona spowodowała.