19.02.2023, 23:26 ✶
Również nie drążył tematu Insygniów. Fascynowały go, jak wszystkie artefakty, ale były dla niego tylko jednymi z wielu. I w tym akurat przypadku ani przez moment nie sądził, że faktycznie ma do czynienia choćby z próbą wykonania kopii.
- W Uagadou powszechnie uczy się magii bezróżdkowej – przyznał Cathal. Była to jedna z rzeczy, do której musiał przywyknąć w Egipcie. Otaczali go magowie, którzy nie potrzebowali różdżek oraz na każdym kroku mogłeś wpaść na animaga. Co gorsza niektórzy zamieniali się w gepardy czy słonie. Z drugiej strony Cathalowi wydawali się znacznie mniej wprawieni w pojedynkach czy zaklęciach użytkowych. – Zwykle tamtejsi czarodzieje rzucają zaklęcia za pomocą gestów. To wygodne, choć mniej precyzyjne rozwiązanie.
Shafiq był specjalistą od historii, ale na pewno nie od historii różdżek. Wiedział mniej więcej, skąd pochodzą, znał jakieś podstawy, wiedza Fergusa na ten temat była jednak wyraźnie szersza. I dobrze, bo mniej więcej z takiego powodu przyszedł do Ollivanderów.
- Ale różdżki mogły trafić do Egiptu choćby za czasów dominacji Greckiej. Tam stykały się obie kultury. Mam wrażenie, że w dużej mierze mierze obecny brak różdżek to specyfika tego, że mają tam jedną szkołę magii, która przyjęła taką politykę… i pewnie ma to sporo wspólnego z tym, że większość uczniów w Afryce w przeszłości nie mogła sobie pozwolić na różdżki, a przez słabą kontrolę odgórną nad czarodziejami brak różdżek ułatwiał ukrywanie.
Były to rzecz jasna spekulacje, przynajmniej po części. Niemniej sama historia tej konkretnej różdżki zdaniem Cathala mogła sięgać bardzo różnych czasów i miejsc. I irytowało go, że nie potrafił rozwiązać jej tajemnicy. Nawet jeśli – niestety, bo chyba jednak liczył na więcej – okazywało się, że przedmiot prawdopodobnie faktycznie należał do kogoś, kto starał się okraść podziemia, i niekoniecznie miał jakąkolwiek wartość oprócz historycznej.
Tyle że dla Shafiqa wartość historyczna to było już całkiem sporo. A od Ollivandera dowiedział się całkiem sporo, choćby że z jakichś powodów człowiek, który wszedł do grobowca, sam wyrył na nim Oko.
- Obawiam się, że rodzaje drewna nie są mi zbyt bliskie. Właściwie to potrafię rozpoznać dąb, brzozę i wierzbę. I tylko wtedy, kiedy rosną na nich liście – stwierdził. Może trochę wyolbrzymiał, ale akurat wiedzy przyrodniczej dość uparcie unikał, a nauczycielka zielarstwa w Hogwarcie załamywała nad nim ręce. – Jeżeli potrzebujecie więcej czasu lub konsultacji, mogę ją tu zostawić za pokwitowaniem – stwierdził. Niechętnie rozstawał się z takimi przedmiotami, ale o ile na Nokturnie nigdy by ich nie zostawił, o tyle wątpił, by Ollivanderowie chcieli narażać swoją reputację. W dodatku nazwisko Shafiq miało swoje znaczenie, przynajmniej w Anglii, ostatecznie był więc skłonny zaryzykować, by rozwiązać zagadkę. – Ile będzie kosztować taka konsultacja? – spytał. Jak na czystokrwistego nie był może bogaczem, ale głównie z jednego powodu. Swoje wpływy wydawał na ogół na bieżąco, na przygotowania do wypraw albo właśnie tego typu konsultacje, nie było więc dla niego problemem wyłożenie kilkunastu galeonów.
- W Uagadou powszechnie uczy się magii bezróżdkowej – przyznał Cathal. Była to jedna z rzeczy, do której musiał przywyknąć w Egipcie. Otaczali go magowie, którzy nie potrzebowali różdżek oraz na każdym kroku mogłeś wpaść na animaga. Co gorsza niektórzy zamieniali się w gepardy czy słonie. Z drugiej strony Cathalowi wydawali się znacznie mniej wprawieni w pojedynkach czy zaklęciach użytkowych. – Zwykle tamtejsi czarodzieje rzucają zaklęcia za pomocą gestów. To wygodne, choć mniej precyzyjne rozwiązanie.
Shafiq był specjalistą od historii, ale na pewno nie od historii różdżek. Wiedział mniej więcej, skąd pochodzą, znał jakieś podstawy, wiedza Fergusa na ten temat była jednak wyraźnie szersza. I dobrze, bo mniej więcej z takiego powodu przyszedł do Ollivanderów.
- Ale różdżki mogły trafić do Egiptu choćby za czasów dominacji Greckiej. Tam stykały się obie kultury. Mam wrażenie, że w dużej mierze mierze obecny brak różdżek to specyfika tego, że mają tam jedną szkołę magii, która przyjęła taką politykę… i pewnie ma to sporo wspólnego z tym, że większość uczniów w Afryce w przeszłości nie mogła sobie pozwolić na różdżki, a przez słabą kontrolę odgórną nad czarodziejami brak różdżek ułatwiał ukrywanie.
Były to rzecz jasna spekulacje, przynajmniej po części. Niemniej sama historia tej konkretnej różdżki zdaniem Cathala mogła sięgać bardzo różnych czasów i miejsc. I irytowało go, że nie potrafił rozwiązać jej tajemnicy. Nawet jeśli – niestety, bo chyba jednak liczył na więcej – okazywało się, że przedmiot prawdopodobnie faktycznie należał do kogoś, kto starał się okraść podziemia, i niekoniecznie miał jakąkolwiek wartość oprócz historycznej.
Tyle że dla Shafiqa wartość historyczna to było już całkiem sporo. A od Ollivandera dowiedział się całkiem sporo, choćby że z jakichś powodów człowiek, który wszedł do grobowca, sam wyrył na nim Oko.
- Obawiam się, że rodzaje drewna nie są mi zbyt bliskie. Właściwie to potrafię rozpoznać dąb, brzozę i wierzbę. I tylko wtedy, kiedy rosną na nich liście – stwierdził. Może trochę wyolbrzymiał, ale akurat wiedzy przyrodniczej dość uparcie unikał, a nauczycielka zielarstwa w Hogwarcie załamywała nad nim ręce. – Jeżeli potrzebujecie więcej czasu lub konsultacji, mogę ją tu zostawić za pokwitowaniem – stwierdził. Niechętnie rozstawał się z takimi przedmiotami, ale o ile na Nokturnie nigdy by ich nie zostawił, o tyle wątpił, by Ollivanderowie chcieli narażać swoją reputację. W dodatku nazwisko Shafiq miało swoje znaczenie, przynajmniej w Anglii, ostatecznie był więc skłonny zaryzykować, by rozwiązać zagadkę. – Ile będzie kosztować taka konsultacja? – spytał. Jak na czystokrwistego nie był może bogaczem, ale głównie z jednego powodu. Swoje wpływy wydawał na ogół na bieżąco, na przygotowania do wypraw albo właśnie tego typu konsultacje, nie było więc dla niego problemem wyłożenie kilkunastu galeonów.