16.09.2025, 15:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.10.2025, 10:01 przez Anthony Shafiq.)
O tak... uciekał. Od biura, a jednocześnie od konieczności pojawienia się w rezydencji, gdzie czekało nań starsze pokolenie pełne wyrzutów i niespełnionych rodzicielskich ambicji.
Anthony nie miał możliwości ucieczki w obowiązki domowe, którymi parała się służba, ale jego wizyta na kiermaszu i - a może przede wszystkim - w kowenie, były dobrymi wymówkami na wczesne przedpołudnie. Dolina Godryka na późne popołudnie.
Idealnie się składało.
- Prosze uniżenie pozdrowić zarówno Fridericka jak i jego cudowną małżonkę. Mam nadzieję, że emeryturę spędzają poza Londynem? - delikatne wahanie w głosie wobec tej oczywistej inklinacji choć zadrapanie nie dotknęło tylko metropolii. Ceolsige nie wyglądała jednak na żałobniczkę. - Dziś intrygujący dzień... nie wiem czy ma pani w tej kwestii rozeznanie, ale część domów boryka się z nieprzyjemnymi klątwami. Zapachowymi. Nawiedzeniowymi. Poprzedni sabat w jasny sposób wskazał niektórym, że Matka ze wszechmiar próbuje wspomóc swoje dzieci. Ciekaw jestem czy z tym większą ochotą zapłoną świece i rozgorzeją modlitwy wieczorem. Część badaczy magii dywinacyjnej przewidują, że może to być skuteczne remedium na wspomniane bolączki. A pani jak sądzi? - Nie robił tego celowo, pogawędka jednak leżała w naturze rozmów, zwłaszcza w relacji, która przez wzgląd na częstotliwość kontaktów (właściwie żadną) mogłaby być nazwana pararelacją. Społeczna krotochwila. Za moment ta "komórka" którą tworzyli wespół z młodziutką sprzedawczynią rozpadnie się i przylgnie do innych składowych społeczeństwa.
Wskazanie koloru wyraźnie go rozczarowało. Długimi palcami pogładził kilka wzorów. Kasztanowy był miły, ale jesień zbytnio kojarzyła mu się z jego przyjacielem, z którym nie był obecnie w dobrej komitywie.
- Lubię przypatrywać się wzrostowi. Mamy to nieszczęście żyć w ciekawych czasach, ale daje to też możliwości obserwacji ludzkiej konsolidacji i siły tkwiącej nie w pojedynczej mrówce a całym mrowisku. To krzepiące. Zwłaszcza w taki dzień jak dziś. A pani? Poszła w ślady ojca i sama jest sobie sterem i okrętem? - uśmiechnął się, sam siebie bawiąc pytaniem związanym ściśle z etymologią imienia jego rozmówczyni. Chwilę później zorientował się jednak, że padło w jego stronę pytanie zadane przez zupełnie kogoś innego.
- Och proszę o wybaczenie, tak... chciałem zapytać o te kulki. Zdają się być tutaj w bardzo ograniczonej liczbie. Mają jakieś specjalne działanie? - wskazał na wyeksponowane łakocie, którym jednak bliżej było do medykamentu aniżeli zwykłej przekąski.
Anthony nie miał możliwości ucieczki w obowiązki domowe, którymi parała się służba, ale jego wizyta na kiermaszu i - a może przede wszystkim - w kowenie, były dobrymi wymówkami na wczesne przedpołudnie. Dolina Godryka na późne popołudnie.
Idealnie się składało.
- Prosze uniżenie pozdrowić zarówno Fridericka jak i jego cudowną małżonkę. Mam nadzieję, że emeryturę spędzają poza Londynem? - delikatne wahanie w głosie wobec tej oczywistej inklinacji choć zadrapanie nie dotknęło tylko metropolii. Ceolsige nie wyglądała jednak na żałobniczkę. - Dziś intrygujący dzień... nie wiem czy ma pani w tej kwestii rozeznanie, ale część domów boryka się z nieprzyjemnymi klątwami. Zapachowymi. Nawiedzeniowymi. Poprzedni sabat w jasny sposób wskazał niektórym, że Matka ze wszechmiar próbuje wspomóc swoje dzieci. Ciekaw jestem czy z tym większą ochotą zapłoną świece i rozgorzeją modlitwy wieczorem. Część badaczy magii dywinacyjnej przewidują, że może to być skuteczne remedium na wspomniane bolączki. A pani jak sądzi? - Nie robił tego celowo, pogawędka jednak leżała w naturze rozmów, zwłaszcza w relacji, która przez wzgląd na częstotliwość kontaktów (właściwie żadną) mogłaby być nazwana pararelacją. Społeczna krotochwila. Za moment ta "komórka" którą tworzyli wespół z młodziutką sprzedawczynią rozpadnie się i przylgnie do innych składowych społeczeństwa.
Wskazanie koloru wyraźnie go rozczarowało. Długimi palcami pogładził kilka wzorów. Kasztanowy był miły, ale jesień zbytnio kojarzyła mu się z jego przyjacielem, z którym nie był obecnie w dobrej komitywie.
- Lubię przypatrywać się wzrostowi. Mamy to nieszczęście żyć w ciekawych czasach, ale daje to też możliwości obserwacji ludzkiej konsolidacji i siły tkwiącej nie w pojedynczej mrówce a całym mrowisku. To krzepiące. Zwłaszcza w taki dzień jak dziś. A pani? Poszła w ślady ojca i sama jest sobie sterem i okrętem? - uśmiechnął się, sam siebie bawiąc pytaniem związanym ściśle z etymologią imienia jego rozmówczyni. Chwilę później zorientował się jednak, że padło w jego stronę pytanie zadane przez zupełnie kogoś innego.
- Och proszę o wybaczenie, tak... chciałem zapytać o te kulki. Zdają się być tutaj w bardzo ograniczonej liczbie. Mają jakieś specjalne działanie? - wskazał na wyeksponowane łakocie, którym jednak bliżej było do medykamentu aniżeli zwykłej przekąski.