16.09.2025, 21:17 ✶
Stara książka z baśniami Fridy leżała od dwóch miesięcy na stoliku przy łóżku dziewczynki. Bo ghoulka dostała swoje łóżko. Swój koc. Swoje sukienki w spadku po Lorraine.
Zawsze w tym samym miejscu. Czytywana nieczęsto, odkąd wygrzebali na targu starości książeczki dla małych czarodziejów i czarownic. Ale historie w mugolskiej księdze były... przedziwne. O syrenie podobnej do tej z witraży w łazience dla prefektów, do której się często zakradali za dzieciaka. Nikt tego nie pilnował, a uraczona komplementami malowana panienka nigdy nie nakablowała nauczycielom. Ale książkowa syrena prosiła złą podwodną wiedźmę o nogi, by móc chodzić po lądzie. A w zamian oddawała swój głos. A na koniec? Na koniec i tak książę poślubił inną, a syrenka zamieniła się w morską pianę.
Albo o dziewczynce tak zakochanej w czerwonych trzewikach, że zapomniała jak się modlić przed obliczem mugolskiego boga i tylko tańczyła, tańczyła i tańczyła póki nie spotkała kata z siekierą, który… zatrzasnął książkę zanim Frida zdążyła zobaczyć ostatni obrazek. Ale żadna z opowieści nie wzbudzała w nim takiego wewnętrznego buntu jak ta pieprzona dziewczynka z zapałkami.
Przeczytał ją córce raz. Od początku do końca. To wystarczyło, żeby oczy dziecięcia napełniły się łzami; by wczepiła się rozpaczliwie w jego koszulę jak przerażone i zbłąkane kocie, szlochając przez kilka kolejnych godzin. Nie mogli jej uspokoić - nie pomagały żadne zabawne opowiastki, obietnice, nie pomogły pajączki w czekoladzie i lukrowane karaluszki. W końcu z ciężkim sercem otworzył skrzynię w rupieciarni. Wygrzebał z niej starą lalkę należącą do Calanthe - tą, którą na złość siostrze zaklął tak, żeby jej porcelanowa głowa odpadała raz po raz. Maria Antonina ubrana w koronkową, pastelowo różową sukienkę stała się jedynym ratunkiem na wszelkie smutki tego świata.
Tego dnia Baldwin oświadczył bardzo ostro, że nikt nie ma prawa czytać tej przeklętej opowieści nigdy więcej. Bo Frida była ich dzieckiem, a kto jak nie ojciec miał autorytarne prawo do podejmowania takich decyzji?
“Napraw ją.” Chciał powiedzieć Lorraine tamtej zimowej nocy, siedząc przy stole prosektoryjnym na roztarganym skądś stołku. Ale ghoulka nie była zepsuta. I nie była kośćmi. Była dzieckiem. A żadne dziecko nie zasługiwało na to by jego potwory zyskały ludzkie twarze. Dlatego nie myślał wtedy o tym, co kiedyś będzie trzeba zrobić.
Nie myślał o tym i teraz, trzymając w objęciach ciężar nie większy niż ten, który zapamiętał z grudniowej nocy.
Łazienka na piętrze Necronomiconu była mała, klaustrofobiczna, wciśnięta w boczną ścianę starego zakładu pogrzebowego tylko po to, by spełnić wymóg funkcjonalności jego mieszkańców. Ale była czysta. Żadnej pleśni, która królowała na Nokturnie jak cichy despota. Żeliwna wanna - doszorowana do perfekcji. Jej boki zdobiły ornamenty i chyba roślinne motywy. Dzisiaj emalia dawno już spękała, odsłoniła rdzawiący metal.
Zardzewiałe były też krany, które odkręcił, by napełnić wannę czystą wodą. Ciepłą. Zresztą wystarczyło proste zaklęcie, by z ciepłej stała się gorącą - taką jakiej ciało, mięśnie i dusza Lorraine teraz potrzebowały.
Nie pytał półwili czy chce, żeby wyszedł. Może powinien uszanować choć tak niewiele, zadbać o jej resztkę prywatności. Po co? Znał na pamięć każdy fragment jej ciała; każdą ostrą linię w miejscach, gdzie kości naciągały wręcz półprzezroczystą skórę; mógłby z zamkniętymi oczami mieszać popiel, biel i błękit pruski, by uzyskać kolor oczu; srebro na włos. Mógłby fachowym okiem stwierdzić ile cali tym razem straciła w talii. Wystarczyło, żeby zerknął.
Ale nie patrzył na czarownicę. Patrzył tylko i wyłącznie na Fridę. To jej uczył się tym razem. Przysiadł więc na chłodnych kafelkach, oparł plecami o powoli rozgrzewającą się wannę. To było przyjemne.
- Wiesz, że stara wiedźma zmieniła nam scenariusz? Na tydzień przed premierą.- Zagadał, bardziej w eter niż do którejkolwiek z obecnych tu panien.
Kiedy Frida poruszyła się nerwowo, ostrożnie rozwinął kawałek pledu, którym była okryta. W zaparowanej łazience nawet rozgrzanej chorobą ghoulce musiało być gorąco. Ale gdzieś słyszał, że to pomaga w odkrztuszaniu. Więc jeśli trzeba będzie - planował z nią tu siedzieć całą noc.
- Wyczytała w jakimś wróżbiarskim pisemku o połączeniu dusz. Tym co czasem czytasz Lorr. Coś tam, że masz jedną duszę, a potem - cyk. Robią się z tego dwie dusze.- Połaskotał dziewczynkę po zaczerwienionych policzkach, przy okazji ostrożnie sprawdzając temperaturę. Słuchała. Kontaktowała. To dobrze.
- I od razu pomyślałem, nie no moja Frida to na pewno oddała pół duszyczki tacie…- Frida zmarszczyła lekko nos.- Auć. Nie tacie? Cóż za zdrada. Mamie oddała?- Znów to samo marszczenie noska.- Nie mamie? Przecież mamę kocha najmocniej na świecie!
Zaśmiał się udając szczere oburzenie, kiedy ghoulka tylko cierpiętniczo westchnęła w odpowiedzi. Nie miała nawet siły na przewracanie oczami, a co dopiero na tłumaczenie, że takie pół duszy to na pewno jest bardzo bardzo ważne i oddałaby je tylko…
- A może Marii Antoninie?
No i tutaj nastąpiła ewidentna chwila zawahania. Blond dziewczę przytuliło do siebie ulubioną lalkę odrobinę tylko mocniej niż wcześniej. Baldwin odchylił odrobinę głowę do tyłu, by móc spojrzeć na Lorraine. Uśmiechnął się słabo. Czy tak wyglądała Ofelia, gdy po raz ostatni zstąpiła do bezmiaru rzeki? Czy tak się świeciły jej jasne oczy, lepiły do skóry długie kosmyki włosów?
- Zostanę na noc Lorr, żebyś mogła się przespać.- Obiecał, zupełnie jakby nie spędził w zakładzie pogrzebowym ostatnich kilku dni. Ale powtarzana obietnica brzmiała dobrze. Brzmiała jak pewność.
A czego jak nie pewności, choćby tej najmniejszej, właśnie teraz potrzebowali.
Zawsze w tym samym miejscu. Czytywana nieczęsto, odkąd wygrzebali na targu starości książeczki dla małych czarodziejów i czarownic. Ale historie w mugolskiej księdze były... przedziwne. O syrenie podobnej do tej z witraży w łazience dla prefektów, do której się często zakradali za dzieciaka. Nikt tego nie pilnował, a uraczona komplementami malowana panienka nigdy nie nakablowała nauczycielom. Ale książkowa syrena prosiła złą podwodną wiedźmę o nogi, by móc chodzić po lądzie. A w zamian oddawała swój głos. A na koniec? Na koniec i tak książę poślubił inną, a syrenka zamieniła się w morską pianę.
Albo o dziewczynce tak zakochanej w czerwonych trzewikach, że zapomniała jak się modlić przed obliczem mugolskiego boga i tylko tańczyła, tańczyła i tańczyła póki nie spotkała kata z siekierą, który… zatrzasnął książkę zanim Frida zdążyła zobaczyć ostatni obrazek. Ale żadna z opowieści nie wzbudzała w nim takiego wewnętrznego buntu jak ta pieprzona dziewczynka z zapałkami.
Przeczytał ją córce raz. Od początku do końca. To wystarczyło, żeby oczy dziecięcia napełniły się łzami; by wczepiła się rozpaczliwie w jego koszulę jak przerażone i zbłąkane kocie, szlochając przez kilka kolejnych godzin. Nie mogli jej uspokoić - nie pomagały żadne zabawne opowiastki, obietnice, nie pomogły pajączki w czekoladzie i lukrowane karaluszki. W końcu z ciężkim sercem otworzył skrzynię w rupieciarni. Wygrzebał z niej starą lalkę należącą do Calanthe - tą, którą na złość siostrze zaklął tak, żeby jej porcelanowa głowa odpadała raz po raz. Maria Antonina ubrana w koronkową, pastelowo różową sukienkę stała się jedynym ratunkiem na wszelkie smutki tego świata.
Tego dnia Baldwin oświadczył bardzo ostro, że nikt nie ma prawa czytać tej przeklętej opowieści nigdy więcej. Bo Frida była ich dzieckiem, a kto jak nie ojciec miał autorytarne prawo do podejmowania takich decyzji?
“Napraw ją.” Chciał powiedzieć Lorraine tamtej zimowej nocy, siedząc przy stole prosektoryjnym na roztarganym skądś stołku. Ale ghoulka nie była zepsuta. I nie była kośćmi. Była dzieckiem. A żadne dziecko nie zasługiwało na to by jego potwory zyskały ludzkie twarze. Dlatego nie myślał wtedy o tym, co kiedyś będzie trzeba zrobić.
Nie myślał o tym i teraz, trzymając w objęciach ciężar nie większy niż ten, który zapamiętał z grudniowej nocy.
Łazienka na piętrze Necronomiconu była mała, klaustrofobiczna, wciśnięta w boczną ścianę starego zakładu pogrzebowego tylko po to, by spełnić wymóg funkcjonalności jego mieszkańców. Ale była czysta. Żadnej pleśni, która królowała na Nokturnie jak cichy despota. Żeliwna wanna - doszorowana do perfekcji. Jej boki zdobiły ornamenty i chyba roślinne motywy. Dzisiaj emalia dawno już spękała, odsłoniła rdzawiący metal.
Zardzewiałe były też krany, które odkręcił, by napełnić wannę czystą wodą. Ciepłą. Zresztą wystarczyło proste zaklęcie, by z ciepłej stała się gorącą - taką jakiej ciało, mięśnie i dusza Lorraine teraz potrzebowały.
Nie pytał półwili czy chce, żeby wyszedł. Może powinien uszanować choć tak niewiele, zadbać o jej resztkę prywatności. Po co? Znał na pamięć każdy fragment jej ciała; każdą ostrą linię w miejscach, gdzie kości naciągały wręcz półprzezroczystą skórę; mógłby z zamkniętymi oczami mieszać popiel, biel i błękit pruski, by uzyskać kolor oczu; srebro na włos. Mógłby fachowym okiem stwierdzić ile cali tym razem straciła w talii. Wystarczyło, żeby zerknął.
Ale nie patrzył na czarownicę. Patrzył tylko i wyłącznie na Fridę. To jej uczył się tym razem. Przysiadł więc na chłodnych kafelkach, oparł plecami o powoli rozgrzewającą się wannę. To było przyjemne.
- Wiesz, że stara wiedźma zmieniła nam scenariusz? Na tydzień przed premierą.- Zagadał, bardziej w eter niż do którejkolwiek z obecnych tu panien.
Kiedy Frida poruszyła się nerwowo, ostrożnie rozwinął kawałek pledu, którym była okryta. W zaparowanej łazience nawet rozgrzanej chorobą ghoulce musiało być gorąco. Ale gdzieś słyszał, że to pomaga w odkrztuszaniu. Więc jeśli trzeba będzie - planował z nią tu siedzieć całą noc.
- Wyczytała w jakimś wróżbiarskim pisemku o połączeniu dusz. Tym co czasem czytasz Lorr. Coś tam, że masz jedną duszę, a potem - cyk. Robią się z tego dwie dusze.- Połaskotał dziewczynkę po zaczerwienionych policzkach, przy okazji ostrożnie sprawdzając temperaturę. Słuchała. Kontaktowała. To dobrze.
- I od razu pomyślałem, nie no moja Frida to na pewno oddała pół duszyczki tacie…- Frida zmarszczyła lekko nos.- Auć. Nie tacie? Cóż za zdrada. Mamie oddała?- Znów to samo marszczenie noska.- Nie mamie? Przecież mamę kocha najmocniej na świecie!
Zaśmiał się udając szczere oburzenie, kiedy ghoulka tylko cierpiętniczo westchnęła w odpowiedzi. Nie miała nawet siły na przewracanie oczami, a co dopiero na tłumaczenie, że takie pół duszy to na pewno jest bardzo bardzo ważne i oddałaby je tylko…
- A może Marii Antoninie?
No i tutaj nastąpiła ewidentna chwila zawahania. Blond dziewczę przytuliło do siebie ulubioną lalkę odrobinę tylko mocniej niż wcześniej. Baldwin odchylił odrobinę głowę do tyłu, by móc spojrzeć na Lorraine. Uśmiechnął się słabo. Czy tak wyglądała Ofelia, gdy po raz ostatni zstąpiła do bezmiaru rzeki? Czy tak się świeciły jej jasne oczy, lepiły do skóry długie kosmyki włosów?
- Zostanę na noc Lorr, żebyś mogła się przespać.- Obiecał, zupełnie jakby nie spędził w zakładzie pogrzebowym ostatnich kilku dni. Ale powtarzana obietnica brzmiała dobrze. Brzmiała jak pewność.
A czego jak nie pewności, choćby tej najmniejszej, właśnie teraz potrzebowali.