20.02.2023, 01:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.02.2023, 01:59 przez Cathal Shafiq.)
Zniknięcie przeciwnika wcale nie usatysfakcjonowała Cathala. Omal nie wydał z siebie okrzyku frustracji. Był wściekły, tak bardzo wściekły, że chciał zobaczyć, jak mężczyzna pada na ziemię sparaliżowany. Wymierzyć mu kilka kopnięć, może potraktować go cruciatusem. Wyładować jakoś ten gniew. Nie mógł jednak.
Mocno zacisnął palce na różdżce, jakby spodziewał się, że napastnik zaraz pojawi się ponownie. Albo że świat znowu zniknie, jak zdarzyło się już raz… dwa razy… a oni znowu znajdą się w innym miejscu. Z trudem powściągnął gniew, obracając się, by sprawdzić, czy Rookwood wyszedł z tego cało. Na szczęście żył: i nawet szedł w jego stronę.
Shafiq zmusił się do uśmiechu, pozbawionego prawdziwej wesołości.
- A co myślisz o Göbekli Tepe w Turcji?
*
Cathal obudził się.
Głowa go bolała. Pamiętał wszystkie trzy sny – przedziwne sny, inne od tych, jakie zwykłe go nawiedzały. Myślał o nich, leżąc w łóżku, zapatrzony na sufit. A że jego myśli czasem rozbiegały się na różne strony, to także o Göbekli Tepe w Turcji i wynikach wstępnego rekonesansu mugolskich archeologów z Ameryki oraz tego, jakie niedawno dostarczył pewien czarodziej. Jeśli nie zainteresuje go nic innego, może faktycznie to tam powinien się wkrótce wybrać.
Usiadł w końcu i przesunął dłonią po twarzy. Był jeszcze bardziej zmęczony niż zanim się położył. W przeciwieństwie do Ulyssesa wciąż nie wiedział, że sen nie był tylko snem, ale czuł się niespokojny i choć za oknem wciąż panowały ciemności, nie miał najmniejszej ochoty znowu się położyć. Zamiast tego wstał i przeszedł się po pokoju. Niewielkie, londyńskie mieszkanie, było zagracone, i niezbyt wygodne.
Może jednak powinien zatrzymać się w domu matki.
Shafiq podszedł do stolika i sięgnął po jedną z dwóch figurek, które tam leżały. Jedna z nich przedstawiała Ponuraka.
Druga Anubisa.
Nie wiedział o tym jeszcze, ale i on, i Ulysses, zobaczyli we śnie jedną z nich.
Mocno zacisnął palce na różdżce, jakby spodziewał się, że napastnik zaraz pojawi się ponownie. Albo że świat znowu zniknie, jak zdarzyło się już raz… dwa razy… a oni znowu znajdą się w innym miejscu. Z trudem powściągnął gniew, obracając się, by sprawdzić, czy Rookwood wyszedł z tego cało. Na szczęście żył: i nawet szedł w jego stronę.
Shafiq zmusił się do uśmiechu, pozbawionego prawdziwej wesołości.
- A co myślisz o Göbekli Tepe w Turcji?
*
Cathal obudził się.
Głowa go bolała. Pamiętał wszystkie trzy sny – przedziwne sny, inne od tych, jakie zwykłe go nawiedzały. Myślał o nich, leżąc w łóżku, zapatrzony na sufit. A że jego myśli czasem rozbiegały się na różne strony, to także o Göbekli Tepe w Turcji i wynikach wstępnego rekonesansu mugolskich archeologów z Ameryki oraz tego, jakie niedawno dostarczył pewien czarodziej. Jeśli nie zainteresuje go nic innego, może faktycznie to tam powinien się wkrótce wybrać.
Usiadł w końcu i przesunął dłonią po twarzy. Był jeszcze bardziej zmęczony niż zanim się położył. W przeciwieństwie do Ulyssesa wciąż nie wiedział, że sen nie był tylko snem, ale czuł się niespokojny i choć za oknem wciąż panowały ciemności, nie miał najmniejszej ochoty znowu się położyć. Zamiast tego wstał i przeszedł się po pokoju. Niewielkie, londyńskie mieszkanie, było zagracone, i niezbyt wygodne.
Może jednak powinien zatrzymać się w domu matki.
Shafiq podszedł do stolika i sięgnął po jedną z dwóch figurek, które tam leżały. Jedna z nich przedstawiała Ponuraka.
Druga Anubisa.
Nie wiedział o tym jeszcze, ale i on, i Ulysses, zobaczyli we śnie jedną z nich.
Koniec sesji