17.09.2025, 16:08 ✶
Nie mógł powiedzieć, że nie drgnęły mu kąciki ust, gdy usłyszał reakcję Prue. Właśnie tego się spodziewał. Wiedział, że się dogadają.
- Niedługo - odpowiedział, tym razem także nie odczuwając konieczności zbyt długo się nad tym zastanawiać.
To nie był pierwszy raz, gdy myślał o tej możliwości. Może niekoniecznie w kontekście wykorzystywania wilkołaczej posoki w celu tego, o czym czytała Prudence. Rytuały energetyczne z związane z krwią nie były mu obce, należały raczej do tych bardziej powszechnych, z pewnością było o nich całkiem sporo mniej legalnej literatury, w której bez wątpienia fanatycznie zaczytywała się Bletchleyówna. Znał ją już na tyle, żeby doskonale wiedzieć, że gdy już podłapała temat, zachowywała się jak pies gończy, który złapał trop i nie zamierzał odpuścić, dopóki nie odczuje pełnej satysfakcji.
W jego wypadku, był to po prostu kolejny raz, gdy myślał o tym wszystkim, co doprowadziło ich do tej sytuacji. Gdyby nie tamten atak wilkołaka, pewnie nie znajdowaliby się w tej chwili w tym miejscu. No, a już zdecydowanie nie razem. Raczej w dalszym ciągu byliby po prostu neutralnymi znajomymi ze szpitala, którzy od czasu do czasu mijali się w częściach wspólnych Munga i wymieniali zdanie bądź dwa.
Wydawało mu się dosyć jasne, że gdyby nie tamte chwile, nie zaangażowałby się w żaden sposób w prywatne życie koleżanki. To tamten splot wydarzeń sprawił, że byli tu, gdzie byli. Nie tylko fizycznie, lecz także mentalnie. Fragment po fragmencie, słowo po słowie, sytuacja po sytuacji. Zbieg okoliczności przyczynił się do ich współpracy.
Ale teraz nie musieli już na nim polegać, nieprawdaż? Tak właściwie, jego zdaniem nadeszła odpowiednia chwila, by powrócić do tamtych czasów, wyciągając z nich to, co było potrzebne, aby pchnąć temat dalej. Prudence od dłuższego czasu nie wyglądała już na smutną czy roztrzęsioną, wręcz przeciwnie. Widział w niej gniew, wstręt i potencjalne pragnienie przekucia własnych doświadczeń w miecz. Jeśli dobrze to rozegrają, nie obusieczny.
- Moim zdaniem, najrozsądniej będzie zrobić to kilka dni po pełni, wykorzystując sytuację - stwierdził na tyle pewnie, że nie pozostawało wątpliwości: nie pierwszy, nie drugi, nie trzeci raz myślał o tym zagadnieniu. - Za to przygotować się musimy wcześniej. Odwiedzić kilka sklepów, korzystając z sabatowego zakupowego zamieszania i tak dalej - brzmiało to rozsądnie, nieprawdaż?
Oczywiście, że tak było. Inaczej by tego nie mówił.
- Niedługo - odpowiedział, tym razem także nie odczuwając konieczności zbyt długo się nad tym zastanawiać.
To nie był pierwszy raz, gdy myślał o tej możliwości. Może niekoniecznie w kontekście wykorzystywania wilkołaczej posoki w celu tego, o czym czytała Prudence. Rytuały energetyczne z związane z krwią nie były mu obce, należały raczej do tych bardziej powszechnych, z pewnością było o nich całkiem sporo mniej legalnej literatury, w której bez wątpienia fanatycznie zaczytywała się Bletchleyówna. Znał ją już na tyle, żeby doskonale wiedzieć, że gdy już podłapała temat, zachowywała się jak pies gończy, który złapał trop i nie zamierzał odpuścić, dopóki nie odczuje pełnej satysfakcji.
W jego wypadku, był to po prostu kolejny raz, gdy myślał o tym wszystkim, co doprowadziło ich do tej sytuacji. Gdyby nie tamten atak wilkołaka, pewnie nie znajdowaliby się w tej chwili w tym miejscu. No, a już zdecydowanie nie razem. Raczej w dalszym ciągu byliby po prostu neutralnymi znajomymi ze szpitala, którzy od czasu do czasu mijali się w częściach wspólnych Munga i wymieniali zdanie bądź dwa.
Wydawało mu się dosyć jasne, że gdyby nie tamte chwile, nie zaangażowałby się w żaden sposób w prywatne życie koleżanki. To tamten splot wydarzeń sprawił, że byli tu, gdzie byli. Nie tylko fizycznie, lecz także mentalnie. Fragment po fragmencie, słowo po słowie, sytuacja po sytuacji. Zbieg okoliczności przyczynił się do ich współpracy.
Ale teraz nie musieli już na nim polegać, nieprawdaż? Tak właściwie, jego zdaniem nadeszła odpowiednia chwila, by powrócić do tamtych czasów, wyciągając z nich to, co było potrzebne, aby pchnąć temat dalej. Prudence od dłuższego czasu nie wyglądała już na smutną czy roztrzęsioną, wręcz przeciwnie. Widział w niej gniew, wstręt i potencjalne pragnienie przekucia własnych doświadczeń w miecz. Jeśli dobrze to rozegrają, nie obusieczny.
- Moim zdaniem, najrozsądniej będzie zrobić to kilka dni po pełni, wykorzystując sytuację - stwierdził na tyle pewnie, że nie pozostawało wątpliwości: nie pierwszy, nie drugi, nie trzeci raz myślał o tym zagadnieniu. - Za to przygotować się musimy wcześniej. Odwiedzić kilka sklepów, korzystając z sabatowego zakupowego zamieszania i tak dalej - brzmiało to rozsądnie, nieprawdaż?
Oczywiście, że tak było. Inaczej by tego nie mówił.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down