17.09.2025, 17:50 ✶
z Aaronem na balkonie
Szukał w jej obliczu czegoś co mówiło “tak, jest już dobrze.” I doczekał się. Kiedy zaklęcie czyszczące usunęło szminkę, skinęła minimalnie głową. Obciążający dowód zniknął tak szybko jak się pojawił. Pewnie w innym miejscu i czasie po prostu sama starłaby ślad obślinionym palcem, ale... to nie było miejsce i czas.
- Czy w takim razie nowa koszula do muduru to wciąż prezent czy jednak łapówka?- Zapytała zamiast tego.
Nie mogła się nie zgodzić, że tutejszej makiecie… Po prostu wiele brakowało. Albo ona miała zbyt wysokie wymagania. Zresztą okej, nie zdążyła się na tyle dobrze przyjrzeć, aby uczciwie osądzić braki.
- To na cele charytatywne. Nie mogę dać mniej niż Elliott Malfoy.- Wzruszyła ramionami jakby to była rzecz oczywista. Po prawdzie przywiązanie Lorien do pieniędzy było praktycznie zerowe.
Jak większości tutejszych bogaczy. Dobrze, że chociaż cel wydawał się szczytny.
Nagle jednak uśmiech kompletnie zniknął z twarzy pani Mulciber. Zmarszczyła delikatnie brwi jakby coś sobie uświadomiła. Zamrugała. Raz. Drugi. Całe to rozbawienie gdzieś uleciało.
- Jest już po dziewiątej? - Zapytała. Musiało być. To głupie przedstawienie ciągnęło się w nieskończoność, już trochę tutaj siedzieli… O nie. Jedno spojrzenie na twarz sędziny i Aaron już wiedział - Lorien właśnie uświadomiła sobie, że przegapiła odcinek tej okropnej, tureckiej szmiry, którą tak namiętnie dzień w dzień oglądała od tych… dwóch tygodni?
O nie nie. Żadnej szmiry. To była wspaniała mugolska produkcja telewizyjna (poznała tą technologię zdecydowanie zbyt późno w swoim życiu) o krwawych intrygach w XVI-wiecznym haremie, gdzie wdowa po wezyrze Muhteşem Süleyman’ie, Hürrem Hatun próbowała wykorzystać pozycję, by wspoerać nieślubnego syna, ale Safiye Sultan, matka sułtana Mehmeda III, knuła spiski z dostojnikami pałacowymi i sędzią Hüseyin’im Çelebi Üsküdarî, granym przez całkiem całkiem niezgorszego mugolskiego aktora.
“On mi się wcale nie podoba!” burknęła wczoraj, kiedy Aaron raczył rzucić przez nikogo nieproszony komentarz o panu Omarze Sharifie. “To po prostu bardzo poważny dokument historyczny. Możesz się ze mną doedukować na temat mugolskiej kultury, zamiast komentować.”
I co? I stwierdził, że nie. Bo jest zajęty. Ale usiadł obok na kanapie, przeglądając akta nowszych spraw. Aha. Udawał. Wiedziała, że udawał, bo nawet on nie poświęcał 20 minut na przeczytanie jednej kartki raportu z posiedzenia Wizengamotu. A kiedy przekręciła lekko głowę, którą trzymała na jego ramieniu, zobaczyła bardzo wyraźnie, że ogląda. Altında Aşk, Üstünde İhanet dopadła nawet Moody’ego.
Oficjalnie byli zgubieni.
Westchnęła ciężko. No i się nie dowie czy Safiye Sultan odkryje, że ten służący Mustafa Gürcü na rozkaz Hürrem zlecił jednej z jej dwórek, tej jasnowłosej Farmie wpuszczenie jadowitego skorpiona do łaźni, gdy młody Mehmed będzie zażywał kąpieli. Ale z drugiej strony podsłuchała to jedna z młodszych dam w haremie, tak szczerze zakochana w sułtanie! Och! Co za tragedia.
Zrobiła minę sugerującą, że… może mogliby sobie stąd pójść? Nikt by nie zauważył, a może zdążyłaby na końcówkę.
Problem był taki, że nie, nie mogli.
Szukał w jej obliczu czegoś co mówiło “tak, jest już dobrze.” I doczekał się. Kiedy zaklęcie czyszczące usunęło szminkę, skinęła minimalnie głową. Obciążający dowód zniknął tak szybko jak się pojawił. Pewnie w innym miejscu i czasie po prostu sama starłaby ślad obślinionym palcem, ale... to nie było miejsce i czas.
- Czy w takim razie nowa koszula do muduru to wciąż prezent czy jednak łapówka?- Zapytała zamiast tego.
Nie mogła się nie zgodzić, że tutejszej makiecie… Po prostu wiele brakowało. Albo ona miała zbyt wysokie wymagania. Zresztą okej, nie zdążyła się na tyle dobrze przyjrzeć, aby uczciwie osądzić braki.
- To na cele charytatywne. Nie mogę dać mniej niż Elliott Malfoy.- Wzruszyła ramionami jakby to była rzecz oczywista. Po prawdzie przywiązanie Lorien do pieniędzy było praktycznie zerowe.
Jak większości tutejszych bogaczy. Dobrze, że chociaż cel wydawał się szczytny.
Nagle jednak uśmiech kompletnie zniknął z twarzy pani Mulciber. Zmarszczyła delikatnie brwi jakby coś sobie uświadomiła. Zamrugała. Raz. Drugi. Całe to rozbawienie gdzieś uleciało.
- Jest już po dziewiątej? - Zapytała. Musiało być. To głupie przedstawienie ciągnęło się w nieskończoność, już trochę tutaj siedzieli… O nie. Jedno spojrzenie na twarz sędziny i Aaron już wiedział - Lorien właśnie uświadomiła sobie, że przegapiła odcinek tej okropnej, tureckiej szmiry, którą tak namiętnie dzień w dzień oglądała od tych… dwóch tygodni?
O nie nie. Żadnej szmiry. To była wspaniała mugolska produkcja telewizyjna (poznała tą technologię zdecydowanie zbyt późno w swoim życiu) o krwawych intrygach w XVI-wiecznym haremie, gdzie wdowa po wezyrze Muhteşem Süleyman’ie, Hürrem Hatun próbowała wykorzystać pozycję, by wspoerać nieślubnego syna, ale Safiye Sultan, matka sułtana Mehmeda III, knuła spiski z dostojnikami pałacowymi i sędzią Hüseyin’im Çelebi Üsküdarî, granym przez całkiem całkiem niezgorszego mugolskiego aktora.
“On mi się wcale nie podoba!” burknęła wczoraj, kiedy Aaron raczył rzucić przez nikogo nieproszony komentarz o panu Omarze Sharifie. “To po prostu bardzo poważny dokument historyczny. Możesz się ze mną doedukować na temat mugolskiej kultury, zamiast komentować.”
I co? I stwierdził, że nie. Bo jest zajęty. Ale usiadł obok na kanapie, przeglądając akta nowszych spraw. Aha. Udawał. Wiedziała, że udawał, bo nawet on nie poświęcał 20 minut na przeczytanie jednej kartki raportu z posiedzenia Wizengamotu. A kiedy przekręciła lekko głowę, którą trzymała na jego ramieniu, zobaczyła bardzo wyraźnie, że ogląda. Altında Aşk, Üstünde İhanet dopadła nawet Moody’ego.
Oficjalnie byli zgubieni.
Westchnęła ciężko. No i się nie dowie czy Safiye Sultan odkryje, że ten służący Mustafa Gürcü na rozkaz Hürrem zlecił jednej z jej dwórek, tej jasnowłosej Farmie wpuszczenie jadowitego skorpiona do łaźni, gdy młody Mehmed będzie zażywał kąpieli. Ale z drugiej strony podsłuchała to jedna z młodszych dam w haremie, tak szczerze zakochana w sułtanie! Och! Co za tragedia.
Zrobiła minę sugerującą, że… może mogliby sobie stąd pójść? Nikt by nie zauważył, a może zdążyłaby na końcówkę.
Problem był taki, że nie, nie mogli.