20.02.2023, 03:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.02.2023, 07:20 przez Elliott Malfoy.)
Niebieskie oczy Elliotta pociemniały.
Przez twarz blondyna przeszedł cień różnych emocji, nad jakimi w tym stanie nie mógł w pełni zapanować - od niezrozumienia przez konsternację po zazdrość. Ta ostatnia odbiła się w spojrzeniu migotliwymi ognikami, które równie dobrze mogły byc też światłem padającym akurat z żyrandolu podwieszonego w sali balowej. Nie zmienia to faktu, że jasne brwi poszły do góry, a uśmiech na chwilę zrzedł, aby pojawić się w swojej bledszej postaci.
Na Merlina, czy nawet teraz muszę cierpieć katusze z powodu samego wspomnienia imienia 'Eden'? Czy to się kiedyś skończy?
Jego podduszone ilością bąbelków myśli zaczęły wysnuwać naprawdę przeróżne scenariusze, zanim Malfoy zdołał je ukrócić i wrócić do logiczniejszych wniosków, chociaż na dnie umysłu pozostała podejrzliwość, podszyta latami nieprzyjemności i zawodów.
- Onieśmielenia? - wypalił w końcu. Jeżeli dałoby się te słowa do czegoś porównać, to przypominały parę wychodzącą z czajnika, gdy woda w jego wnętrzu zwiastowała przyszłe zalewanie herbaty lub kawy wrzątkiem. Niepewność Erika wcale w niczym nie pomagała, wręcz przeciwnie, zdawała się upewniać Kanclerza w przekonaniu, że darzy jego bliźniaczkę przyjemniejszymi uczuciami. Być może było to mylne założenie, być może podyktowane alkoholowym upojeniem i negatywnymi emocjami do siostry, jakich w pełni nigdy się nie wyzbył. A przecież to byłby chyba gwóźdź do elliottowej trumny, jeżeli okazało by się, że obiekt jego aktualnych westchnień darzy jakimikolwiek uczuciami Eden.
Rumieniec na twarzy Longbottoma spowodował, że Malfoy zamrugał w szczerym skonfundowaniu i pozwolił wcześniej uniesionym brwiom się zmarszczyć.
- Erik, podoba ci się moja siostra? - wydawało się, że wyrzucenie z siebie tych słów było dla Elliotta trudniejsze niż byłoby wypicie najtańszego, najpaskudniejszego wina z najobskurniejszego sklepu monopolowego w całej Wielkiej Brytanii. Bezpośredniość włożona w to pytanie również nie była do niego podobna, wręcz niespodziewana, ale podpity Malfoy uznał, że zaspokojenie ciekawości w tej kwestii jest sprawą najwyższej wagi. Ostatnie, czego chciał to spędzić tę noc w niepewności, zirytowaniu i myśleniu o Eden, na Merlina.
Sam zaczął temat bliźniaczki, więc musiał doprowadzić go do końca przełykając konsekwencję swojego własnego paplania. Zazwyczaj wybierał tematy skrupulatnie i ostrożnie, acz ilość wypitego alkoholu przesłoniła mu możliwość dostrzeżenia konsekwencji wypowiadanych zdań. Cóż, gorzej już być, chyba nie mogło, więc po prostu pociągnął kolejny łyk pozwalając lekko rozgazowanemu trunkowi podrażnić podniebienie.
Kolejne wypowiedzi Longbottoma jedynie zamieszały logikę z emocjami, które przelewały się, próbując znaleźć harmonię bądź ujście z wnętrza Elliotta.
- Błagam cię nie wyłapuj naszych zachowań - parsknął pod nosem, chyba chcąc się zaśmiać, ale wyszło, jak wyszło, zabrzmiał trochę jakby się dławił, więc odchrząknął - Nie jest to potrzebne, naprawdę. Jesteś idealny taki, jaki jesteś - spiął mięśnie przepony, aby nie zachłysnąć się własnym oddechem. Chyba naprawdę przesadził z ilością alkoholu, bo własne słowa zabrzmiały mu obco. Zestresowało go to do tego stopnia, że poczuł nieprzyjemne ciepło gromadzące się w żołądku i rozchodzące po całym ciele. Poprawił kołnierz koszuli.
Odstawił pusty kieliszek na najbliższą przestrzeń płaską i zajął się papierosem, przerwa definitywnie dobrze mu zrobi.
- Noc brzmi przyjemniej, pełniej - przyznał, chyba chcąc odwrócić uwagę od wcześniejszego zbytniego uzewnętrznienia o tym jak postrzega rozmówcę. Komplement mógł być szybki, mało poetycki, ale fakt, że wypowiedział go tak bezpośrednio wprawiało w dyskomfort. Czuł, że stracił nad sobą kontrolę, wydawało mu się z początku, że tego właśnie chciał, ale fale gorąca szybko przypomniały o stresie jaki wiąże się ze stąpaniem po tak niepewnym gruncie.
Kompletnie ignorował butelkę szampana opierającą się o udo, więc gdy Erik sięgnął tam ręką podążył za jego dłonią schylając głowę, a potem śledząc trunek dopóty ten nie został odstawiony. Oh, no tak, przecież by się wylało, pomyślał i wrócił spojrzeniem do twarzy rozmówcy, coby nie rozkojarzyć się zbytnio i nie poddawać kolejnym meandrom swojego umysłu.
- Być może cię to zaskoczy, ale w tej sytuacji akurat tak - temat dziennikarzy przyjął z widoczną ulgą, wciąż pozwalając rozmówcy dostrzegać o wiele więcej zmian i emocji na swojej twarzy - Zawsze będą mieć swoje wersje, ty wypowiadając się dodajesz im tylko prawdziwości lub możliwości do spekulacji. Brak zaangażowania w takich kwestiach często jest o wiele lepszy. Niepodparte niczym plotki o wiele szybciej się rozmywają, na pewno też nie trafiają na okładki, co najwyżej do danych rubryk w Czarownicy czy innym pismaku - zaciągnął się papierosem, pozwalając nikotynie opanować rozchybotane emocje.
Na wzmiankę o 'honorze balu' uśmiechnął się szczerze, co dodało jego zazwyczaj chłodnej lub spowitej w zadumie czy oceniającym wyrazie twarzy ciepła.
- Oficjalny komunikat to może wydać Ministerstwo, Brygada Uderzeniowa czy ktokolwiek taki, ty jesteś po prostu człowiekiem, który zaprosił ludzi na bal. Pozwól im snuć scenariusze i tak będą to robić, nie pokazuj, że się przejmujesz. Dziennikarze żerują na emocjach i sensacji, po prostu im jej nie dawaj. Wiem, że to może brzmieć dość ironicznie w kontekście kobiety przemienionej w bobra, ale ty jako osoba wysoce rozpoznawalna, wypowiadając się o tym, zapewniasz im jeszcze więcej rozgłosu, zapewne i pieniędzy w sakiewkach - spojrzał tęsknie na kieliszek, ale powstrzymał się przed kolejną dolewką trunku. Policzki wciąż miał czerwone od jego ilości, która krążyła w krwioobiegu.
Wcześniejsze emocje, choć nie znalazły ujścia, tak uspokoiły się bez dącej w nie wichury. Pierwsze przebiśniegi rozczulenia przebiły się przez chłód jasnego spojrzenia, gdy przyglądał się dziecięcemu zdziwieniu i żywej gestykulacji rozmówcy. Musiał przyznać, ze coś w szczerości takich emocji absolutnie go poruszało, roztapiało schowane za murami z lodu serce, tak samo jak kiedyś w wypadku Perseusa i jego charakterystycznego poczucia humoru czy porywczości, tak samo teraz w towarzystwie Erika.
Gdyby ojciec trenował Cię do tego od ponad dwudziestu lat, też byś takie posiadał, pomyślał, ale nie dał po sobie poznać, że coś takiego przeszło mu przez głowę. Nie chciał krytykować umiejętności Longbottoma, a jedynie dać mu radę. Nie potrzebował też upewnienia, że jego własne zdolności są dobre - zdawał sobie z tego sprawę, acz komplement w takiej formie był zawsze mile widziany, więc skinął głową, dziękując losowi, że nie został zasypany lawiną pozytywnych słów na swój temat. Nie, że tego absolutnie nie lubił, z jednej strony zasilało to jego ego, a z drugiej absolutnie onieśmielało, a w stanie upojenia alkoholowego wolał nie testować swoich reakcji na tego typu rzeczy.
- Czy mam to rozumieć jako 'przy tobie nie muszę udawać aż tak jak przy innych'? - zapytał, tym razem nie wyginając się, a przesuwajac w stronę stolika i sięgając dłonią po popielniczkę - Bo jeżeli tak, to wzajemnie. - zgasił papierosa.
Przez twarz blondyna przeszedł cień różnych emocji, nad jakimi w tym stanie nie mógł w pełni zapanować - od niezrozumienia przez konsternację po zazdrość. Ta ostatnia odbiła się w spojrzeniu migotliwymi ognikami, które równie dobrze mogły byc też światłem padającym akurat z żyrandolu podwieszonego w sali balowej. Nie zmienia to faktu, że jasne brwi poszły do góry, a uśmiech na chwilę zrzedł, aby pojawić się w swojej bledszej postaci.
Na Merlina, czy nawet teraz muszę cierpieć katusze z powodu samego wspomnienia imienia 'Eden'? Czy to się kiedyś skończy?
Jego podduszone ilością bąbelków myśli zaczęły wysnuwać naprawdę przeróżne scenariusze, zanim Malfoy zdołał je ukrócić i wrócić do logiczniejszych wniosków, chociaż na dnie umysłu pozostała podejrzliwość, podszyta latami nieprzyjemności i zawodów.
- Onieśmielenia? - wypalił w końcu. Jeżeli dałoby się te słowa do czegoś porównać, to przypominały parę wychodzącą z czajnika, gdy woda w jego wnętrzu zwiastowała przyszłe zalewanie herbaty lub kawy wrzątkiem. Niepewność Erika wcale w niczym nie pomagała, wręcz przeciwnie, zdawała się upewniać Kanclerza w przekonaniu, że darzy jego bliźniaczkę przyjemniejszymi uczuciami. Być może było to mylne założenie, być może podyktowane alkoholowym upojeniem i negatywnymi emocjami do siostry, jakich w pełni nigdy się nie wyzbył. A przecież to byłby chyba gwóźdź do elliottowej trumny, jeżeli okazało by się, że obiekt jego aktualnych westchnień darzy jakimikolwiek uczuciami Eden.
Rumieniec na twarzy Longbottoma spowodował, że Malfoy zamrugał w szczerym skonfundowaniu i pozwolił wcześniej uniesionym brwiom się zmarszczyć.
- Erik, podoba ci się moja siostra? - wydawało się, że wyrzucenie z siebie tych słów było dla Elliotta trudniejsze niż byłoby wypicie najtańszego, najpaskudniejszego wina z najobskurniejszego sklepu monopolowego w całej Wielkiej Brytanii. Bezpośredniość włożona w to pytanie również nie była do niego podobna, wręcz niespodziewana, ale podpity Malfoy uznał, że zaspokojenie ciekawości w tej kwestii jest sprawą najwyższej wagi. Ostatnie, czego chciał to spędzić tę noc w niepewności, zirytowaniu i myśleniu o Eden, na Merlina.
Sam zaczął temat bliźniaczki, więc musiał doprowadzić go do końca przełykając konsekwencję swojego własnego paplania. Zazwyczaj wybierał tematy skrupulatnie i ostrożnie, acz ilość wypitego alkoholu przesłoniła mu możliwość dostrzeżenia konsekwencji wypowiadanych zdań. Cóż, gorzej już być, chyba nie mogło, więc po prostu pociągnął kolejny łyk pozwalając lekko rozgazowanemu trunkowi podrażnić podniebienie.
Kolejne wypowiedzi Longbottoma jedynie zamieszały logikę z emocjami, które przelewały się, próbując znaleźć harmonię bądź ujście z wnętrza Elliotta.
- Błagam cię nie wyłapuj naszych zachowań - parsknął pod nosem, chyba chcąc się zaśmiać, ale wyszło, jak wyszło, zabrzmiał trochę jakby się dławił, więc odchrząknął - Nie jest to potrzebne, naprawdę. Jesteś idealny taki, jaki jesteś - spiął mięśnie przepony, aby nie zachłysnąć się własnym oddechem. Chyba naprawdę przesadził z ilością alkoholu, bo własne słowa zabrzmiały mu obco. Zestresowało go to do tego stopnia, że poczuł nieprzyjemne ciepło gromadzące się w żołądku i rozchodzące po całym ciele. Poprawił kołnierz koszuli.
Odstawił pusty kieliszek na najbliższą przestrzeń płaską i zajął się papierosem, przerwa definitywnie dobrze mu zrobi.
- Noc brzmi przyjemniej, pełniej - przyznał, chyba chcąc odwrócić uwagę od wcześniejszego zbytniego uzewnętrznienia o tym jak postrzega rozmówcę. Komplement mógł być szybki, mało poetycki, ale fakt, że wypowiedział go tak bezpośrednio wprawiało w dyskomfort. Czuł, że stracił nad sobą kontrolę, wydawało mu się z początku, że tego właśnie chciał, ale fale gorąca szybko przypomniały o stresie jaki wiąże się ze stąpaniem po tak niepewnym gruncie.
Kompletnie ignorował butelkę szampana opierającą się o udo, więc gdy Erik sięgnął tam ręką podążył za jego dłonią schylając głowę, a potem śledząc trunek dopóty ten nie został odstawiony. Oh, no tak, przecież by się wylało, pomyślał i wrócił spojrzeniem do twarzy rozmówcy, coby nie rozkojarzyć się zbytnio i nie poddawać kolejnym meandrom swojego umysłu.
- Być może cię to zaskoczy, ale w tej sytuacji akurat tak - temat dziennikarzy przyjął z widoczną ulgą, wciąż pozwalając rozmówcy dostrzegać o wiele więcej zmian i emocji na swojej twarzy - Zawsze będą mieć swoje wersje, ty wypowiadając się dodajesz im tylko prawdziwości lub możliwości do spekulacji. Brak zaangażowania w takich kwestiach często jest o wiele lepszy. Niepodparte niczym plotki o wiele szybciej się rozmywają, na pewno też nie trafiają na okładki, co najwyżej do danych rubryk w Czarownicy czy innym pismaku - zaciągnął się papierosem, pozwalając nikotynie opanować rozchybotane emocje.
Na wzmiankę o 'honorze balu' uśmiechnął się szczerze, co dodało jego zazwyczaj chłodnej lub spowitej w zadumie czy oceniającym wyrazie twarzy ciepła.
- Oficjalny komunikat to może wydać Ministerstwo, Brygada Uderzeniowa czy ktokolwiek taki, ty jesteś po prostu człowiekiem, który zaprosił ludzi na bal. Pozwól im snuć scenariusze i tak będą to robić, nie pokazuj, że się przejmujesz. Dziennikarze żerują na emocjach i sensacji, po prostu im jej nie dawaj. Wiem, że to może brzmieć dość ironicznie w kontekście kobiety przemienionej w bobra, ale ty jako osoba wysoce rozpoznawalna, wypowiadając się o tym, zapewniasz im jeszcze więcej rozgłosu, zapewne i pieniędzy w sakiewkach - spojrzał tęsknie na kieliszek, ale powstrzymał się przed kolejną dolewką trunku. Policzki wciąż miał czerwone od jego ilości, która krążyła w krwioobiegu.
Wcześniejsze emocje, choć nie znalazły ujścia, tak uspokoiły się bez dącej w nie wichury. Pierwsze przebiśniegi rozczulenia przebiły się przez chłód jasnego spojrzenia, gdy przyglądał się dziecięcemu zdziwieniu i żywej gestykulacji rozmówcy. Musiał przyznać, ze coś w szczerości takich emocji absolutnie go poruszało, roztapiało schowane za murami z lodu serce, tak samo jak kiedyś w wypadku Perseusa i jego charakterystycznego poczucia humoru czy porywczości, tak samo teraz w towarzystwie Erika.
Gdyby ojciec trenował Cię do tego od ponad dwudziestu lat, też byś takie posiadał, pomyślał, ale nie dał po sobie poznać, że coś takiego przeszło mu przez głowę. Nie chciał krytykować umiejętności Longbottoma, a jedynie dać mu radę. Nie potrzebował też upewnienia, że jego własne zdolności są dobre - zdawał sobie z tego sprawę, acz komplement w takiej formie był zawsze mile widziany, więc skinął głową, dziękując losowi, że nie został zasypany lawiną pozytywnych słów na swój temat. Nie, że tego absolutnie nie lubił, z jednej strony zasilało to jego ego, a z drugiej absolutnie onieśmielało, a w stanie upojenia alkoholowego wolał nie testować swoich reakcji na tego typu rzeczy.
- Czy mam to rozumieć jako 'przy tobie nie muszę udawać aż tak jak przy innych'? - zapytał, tym razem nie wyginając się, a przesuwajac w stronę stolika i sięgając dłonią po popielniczkę - Bo jeżeli tak, to wzajemnie. - zgasił papierosa.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦