18.09.2025, 03:27 ✶
- Herbaty - to już nie było pytanie. Nawet nie stwierdzenie, a bardziej jakieś silne postanowienie, że tak, ta herbata to było właśnie to, czego najbardziej teraz pod słońcem potrzebował. Niektórzy wierzyli, ze herbata to był najmagiczniejszy napój pod słońcem, który leczył duszę i ciało, szczególnie jeśliby do tego dołączyć cały historyczny rytuał. Bertie szczerze wątpił, by panna Lestrange miała mu tę herbatę faktycznie podawać na różne specyficzne sposoby, ale liczyło się tutaj przede wszystkim to, że mieli jakiś cel. Cel, który nie wiązał się z niczym ognistym.
Bott westchnął. Wziął głęboki, powolny oddech, a potem równie ślamazarnie go wypuścił, ewidentnie próbując jakoś zachęcić organizm do odrobiny rozluźnienia, bo czuł jak mięśnie mu stężały od tego całego stresu, który gotował mu się w środku. Łóżkiem może i zainteresowałby się nieco bardziej, gdyby nie prosty fakt gdzie ono się konkretnie znajdowało. Było w nim chyba jakieś utarte przekonanie, podobne z resztą wielu ludziom, że w lecznicy dusz na łóżkach to leżeli tylko szaleni. A on przecież jeszcze tę godzinę temu to czuł się bardzo normalny.
- Przepraszam - wyrzucił z siebie całkiem szczerze i wyraźnie zatroskany tym, ze mógł jej tylko dołożyć zmartwień swoim niespodziewanym stanem. - Tylko tak... nie wiem. Ten ogień... zdaję sobie z tego jak brzmię, ale... jest w nim i dymie coś... dziwnego. Jeszcze raz przepraszam - ćwiczenia, albo raczej ćwiczenie oddechowe, które sobie sprawił parę chwil temu na rozluźnienie, nie pomogło aż tak dużo, jak sobie to wyobrażał. Może się nieco bardziej wyprostował, do tego odrobinę rozluźnił, ale słowa przychodziły mu z trudem, a głos gdzieś na końcu zdań falował. - Dobrze. Dobrze, chodźmy - powtórzył jeszcze za nią, nie myśląc nawet przez chwilę, żeby wyrwać się z jej uścisku. Trochę go on uziemiał i na nim się skupiał, kiedy ruszyli w stronę Lecznicy Dusz.
Bott westchnął. Wziął głęboki, powolny oddech, a potem równie ślamazarnie go wypuścił, ewidentnie próbując jakoś zachęcić organizm do odrobiny rozluźnienia, bo czuł jak mięśnie mu stężały od tego całego stresu, który gotował mu się w środku. Łóżkiem może i zainteresowałby się nieco bardziej, gdyby nie prosty fakt gdzie ono się konkretnie znajdowało. Było w nim chyba jakieś utarte przekonanie, podobne z resztą wielu ludziom, że w lecznicy dusz na łóżkach to leżeli tylko szaleni. A on przecież jeszcze tę godzinę temu to czuł się bardzo normalny.
- Przepraszam - wyrzucił z siebie całkiem szczerze i wyraźnie zatroskany tym, ze mógł jej tylko dołożyć zmartwień swoim niespodziewanym stanem. - Tylko tak... nie wiem. Ten ogień... zdaję sobie z tego jak brzmię, ale... jest w nim i dymie coś... dziwnego. Jeszcze raz przepraszam - ćwiczenia, albo raczej ćwiczenie oddechowe, które sobie sprawił parę chwil temu na rozluźnienie, nie pomogło aż tak dużo, jak sobie to wyobrażał. Może się nieco bardziej wyprostował, do tego odrobinę rozluźnił, ale słowa przychodziły mu z trudem, a głos gdzieś na końcu zdań falował. - Dobrze. Dobrze, chodźmy - powtórzył jeszcze za nią, nie myśląc nawet przez chwilę, żeby wyrwać się z jej uścisku. Trochę go on uziemiał i na nim się skupiał, kiedy ruszyli w stronę Lecznicy Dusz.
Koniec sesji