18.09.2025, 04:23 ✶
Lyssa była zła, ale w ten specyficzny sposób, kiedy jeszcze nie miała całkowicie klapek na oczach. Czuła się urażona, ale nie dlatego że za plecami stały jej pieniądze ojca, albo rozpieszczona natura dziewczyny, która mogłaby mieć w życiu wszystko gdyby tylko poprosiła. Była zła, bo marnowano jej czas. I nawet nie na Quirrel, bo ta zamknięta w swoim własnym świecie, wyraźnie nie była świadoma tego, co działo się dookoła niej w czasie rzeczywistym. Była wadliwa - dokładnie tak samo jak ona sama, a przez to otrzymywała pewną taryfę ulgową.
- Lauretta - poprawiła Mathildę machinalnie, wyłapując nieścisłości. - Każdy artysta jest taki sam i świeci odbitym blaskiem. Bez światła, które rzuca na niego widownia i odbiorca, równie dobrze mógłby nie istnieć - odpowiedziała z pewnym znużeniem. Dogryzała w tym momencie tak samo jej, jak i sobie, ale było to dla niej filozoficzna rozprawka tej samej wartości co odpowiedź pytanie; czy jeśli samotne drzewo upadnie w lesie, to czy tak naprawdę wydało dźwięk? Koszmar. Ale artyści byli dla widowni tylko kimś, kto generował produkt. Mogli to robić ładnie, urzekająco i olśniewająco, ale kiedy nikt na nich nie patrzył to tak jakby w ogóle nie istnieli. Oczywiście, o ile posiadali jakąś ambicję i chcieli się dzielić swoimi emocjami. - A ci bogaci tatusiowie, pompują swoje pieniądze w deski teatru i światła reflektorów - zauważyła pusto. Dla niej Quirrel równie dobrze mogłaby tańczyć na ulicy i ba, może wtedy miałaby dla Lyssy nieco większą wartość niż teraz, jako nieznajoma pusząca się w The Globe.
Dolohov też, niestety, znała pewne swoje ograniczenia. Emocje były silne i jej się wciąż, o zgrozo, śpieszyło. Tym razem jednak pretensjonalnie spojrzeć na dyrektora, gdyby ten faktycznie się postanowił spóźnić. Dlatego cofnęła się o krok, tym samym sygnalizując, że nie miała na to wszystko czasu. Zdążyła już zobaczyć Ambicję; jak ładnie się obraca i udaje, że wcale nie utożsamia samej siebie. Zdążyła zauważyć, że zgryza ją zawiść, bo nikt obojętny nie stwierdziłby, że jego potencjalna sceniczna rywalka jest tylko nadpsutym lusterkiem, a nie pięknym obrazkiem.
- Cóż, przekonamy się - odparła wreszcie na jej ostatnie słowa, cofając się do drzwi i naciskając klamkę.
- Lauretta - poprawiła Mathildę machinalnie, wyłapując nieścisłości. - Każdy artysta jest taki sam i świeci odbitym blaskiem. Bez światła, które rzuca na niego widownia i odbiorca, równie dobrze mógłby nie istnieć - odpowiedziała z pewnym znużeniem. Dogryzała w tym momencie tak samo jej, jak i sobie, ale było to dla niej filozoficzna rozprawka tej samej wartości co odpowiedź pytanie; czy jeśli samotne drzewo upadnie w lesie, to czy tak naprawdę wydało dźwięk? Koszmar. Ale artyści byli dla widowni tylko kimś, kto generował produkt. Mogli to robić ładnie, urzekająco i olśniewająco, ale kiedy nikt na nich nie patrzył to tak jakby w ogóle nie istnieli. Oczywiście, o ile posiadali jakąś ambicję i chcieli się dzielić swoimi emocjami. - A ci bogaci tatusiowie, pompują swoje pieniądze w deski teatru i światła reflektorów - zauważyła pusto. Dla niej Quirrel równie dobrze mogłaby tańczyć na ulicy i ba, może wtedy miałaby dla Lyssy nieco większą wartość niż teraz, jako nieznajoma pusząca się w The Globe.
Dolohov też, niestety, znała pewne swoje ograniczenia. Emocje były silne i jej się wciąż, o zgrozo, śpieszyło. Tym razem jednak pretensjonalnie spojrzeć na dyrektora, gdyby ten faktycznie się postanowił spóźnić. Dlatego cofnęła się o krok, tym samym sygnalizując, że nie miała na to wszystko czasu. Zdążyła już zobaczyć Ambicję; jak ładnie się obraca i udaje, że wcale nie utożsamia samej siebie. Zdążyła zauważyć, że zgryza ją zawiść, bo nikt obojętny nie stwierdziłby, że jego potencjalna sceniczna rywalka jest tylko nadpsutym lusterkiem, a nie pięknym obrazkiem.
- Cóż, przekonamy się - odparła wreszcie na jej ostatnie słowa, cofając się do drzwi i naciskając klamkę.
Koniec sesji
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.