20.02.2023, 06:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.04.2023, 03:17 przez Julien Fitzpatrick.)
Nie przejmował się dietą w ten sam sposób, co towarzysząca mu dziewczyna, ale tez nie miał przeciez powodu, aby to robić. Mackenzie była sportowcem, musiała dbać o ciało i zdrowie, Charles, natomiast kompletnie nieprzejęty swoja przyszłością ani co z nią zrobi. W co wolniejszy dzień wlewał w siebie przeróżne specyfiki, alkoholowe bądź inne odurzające, a potem zagryzał to kebabem czy frytkami z miejsc otwartych definitywnie zbyt późno, aby jedzenie było smaczne. Cud, że wciąż aż tak dobrze się trzymał, chociaż wiek i sporo aktywności fizycznej (czy to z udziałem innych, w czterech ścianach, czy też bez) mocno na to wpływały. Zamówił coś smażonego z dodatkiem pieczonych warzyw i zanim usiedli zapłacił barmanowi za nalane piwo, jakie wziął ze sobą do stolika.
- No ta, głównie o to się rozchodzi, chociaż skonfrontowani z tym przedstawiciele rodzin czystokrwistych uważają, że chodzi o jego kompetencje, a nie pochodzenie. Gówno prawda, banda kłamców i pozerów - nie mówił oczywiście o wszystkich, sam przecież nie był półkrwi ani mugolakiem, a nic z tego typu opiniami nie miał wspólnego, poza tym, że dzielił nazwisko z tymi, którzy je wygłaszali.
Napił się zimnego piwa, a raczej wziął dwa spore łyki przecierając czoło koszulką. Twarz miał czerwoną, Merlin jeden wie czy z powodu oparzeń słonecznych, czy duchoty.
- Aaa, było coś takiego - pokiwał głową i odginając się nonszalancko na krześle położył łokieć na jego oparciu, pozwalając aby zimna szklanka z piwem chłodziła jego dłoń - Posądzili go o mieszanie w mistrzostwach tej mugolskiej piłki, z tego co pamiętam? Nawet mnie to nie dziwi, że ktoś się o to pobił, jeżeli Mugole traktują ichni sport tak samo poważnie jak niektórzy z nas Quidditch - zaśmiał się i mrugnął do niej, chcąc tym dać znać, ze nie ma niczego złego na myśli. Sam był fanem, a i przecież grał w drużynie, wiedział jakie emocje wzbudzają tego typu konkurencje.
- Z tego co mi wiadomo, oni biegają i ... kopią piłkę, to się chyba piłka nożna nazywa. Widziałem fanów w niemagicznej części Londynu, są tak samo głośni jak Ci nasi na trybunach - skupił wzrok na trunku w szklance, który miał dość mętny, żółty kolor, podchodzący pod złoty. Wziął kolejny łyk, nie chciał aby piwo zagrzało się zbytnio od jego dłoni.
- Wiesz co, tak sobie myślę czasami jakie to jest okropne. Stosunkowo to często o tym myślę, a nie czasami. Przecież oni praktycznie niczym się od nas nie różnią, a taką nagonkę się na nich prowadzi, na Mugolaków i Mugoli, mam na myśli. Wiem logicznie, że to chodzi o zyski, dlaczego inaczej targetowaliby też rodziny półkrwi, które w ostatnich dekadach zarobiły więcej pieniędzy, ale... ale wiesz, ale żeby w aż taką nienawiść się to przeradzało? Nie mogę tego pojąć, absolutna debiliada - przeklnął pod nosem rzucając nieprzychylne spojrzenie czarodziejowi, który od dłuższego momentu patrzył w ich stronę. Zmarszczył brwi i odstawił piwo na stolik, przecierając mokrą dłoń o ramię, głównie po to, aby je też trochę schłodzić. Wyglądał jakby był gotowy wstać i zapytać nieznajomego 'masz jakiś problem?', ale ostatecznie odwrócił głowę w stronę rozmówczyni i uśmiechnął się, niby nigdy nic.
- I wywalić to mało powiedziane, cała ta nagonka jak dla mnie wygląda na to, że chcą go kompletnie zetrzeć z powierzchni ziemi - nie krępował się w wypowiadaniu swoich myśli na głos, przynajmniej dopóki nie siedział przy stole z rodzicami lub inną, bliższą rodziną, a i wtedy musiał się powstrzymywać, myśląc o starszym bracie.
- No ta, głównie o to się rozchodzi, chociaż skonfrontowani z tym przedstawiciele rodzin czystokrwistych uważają, że chodzi o jego kompetencje, a nie pochodzenie. Gówno prawda, banda kłamców i pozerów - nie mówił oczywiście o wszystkich, sam przecież nie był półkrwi ani mugolakiem, a nic z tego typu opiniami nie miał wspólnego, poza tym, że dzielił nazwisko z tymi, którzy je wygłaszali.
Napił się zimnego piwa, a raczej wziął dwa spore łyki przecierając czoło koszulką. Twarz miał czerwoną, Merlin jeden wie czy z powodu oparzeń słonecznych, czy duchoty.
- Aaa, było coś takiego - pokiwał głową i odginając się nonszalancko na krześle położył łokieć na jego oparciu, pozwalając aby zimna szklanka z piwem chłodziła jego dłoń - Posądzili go o mieszanie w mistrzostwach tej mugolskiej piłki, z tego co pamiętam? Nawet mnie to nie dziwi, że ktoś się o to pobił, jeżeli Mugole traktują ichni sport tak samo poważnie jak niektórzy z nas Quidditch - zaśmiał się i mrugnął do niej, chcąc tym dać znać, ze nie ma niczego złego na myśli. Sam był fanem, a i przecież grał w drużynie, wiedział jakie emocje wzbudzają tego typu konkurencje.
- Z tego co mi wiadomo, oni biegają i ... kopią piłkę, to się chyba piłka nożna nazywa. Widziałem fanów w niemagicznej części Londynu, są tak samo głośni jak Ci nasi na trybunach - skupił wzrok na trunku w szklance, który miał dość mętny, żółty kolor, podchodzący pod złoty. Wziął kolejny łyk, nie chciał aby piwo zagrzało się zbytnio od jego dłoni.
- Wiesz co, tak sobie myślę czasami jakie to jest okropne. Stosunkowo to często o tym myślę, a nie czasami. Przecież oni praktycznie niczym się od nas nie różnią, a taką nagonkę się na nich prowadzi, na Mugolaków i Mugoli, mam na myśli. Wiem logicznie, że to chodzi o zyski, dlaczego inaczej targetowaliby też rodziny półkrwi, które w ostatnich dekadach zarobiły więcej pieniędzy, ale... ale wiesz, ale żeby w aż taką nienawiść się to przeradzało? Nie mogę tego pojąć, absolutna debiliada - przeklnął pod nosem rzucając nieprzychylne spojrzenie czarodziejowi, który od dłuższego momentu patrzył w ich stronę. Zmarszczył brwi i odstawił piwo na stolik, przecierając mokrą dłoń o ramię, głównie po to, aby je też trochę schłodzić. Wyglądał jakby był gotowy wstać i zapytać nieznajomego 'masz jakiś problem?', ale ostatecznie odwrócił głowę w stronę rozmówczyni i uśmiechnął się, niby nigdy nic.
- I wywalić to mało powiedziane, cała ta nagonka jak dla mnie wygląda na to, że chcą go kompletnie zetrzeć z powierzchni ziemi - nie krępował się w wypowiadaniu swoich myśli na głos, przynajmniej dopóki nie siedział przy stole z rodzicami lub inną, bliższą rodziną, a i wtedy musiał się powstrzymywać, myśląc o starszym bracie.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you