19.09.2025, 09:38 ✶
Słodycz śliwki.
Ten zapach najprawdopodobniej już na zawsze wryje mu się w głowę, pozostawiając równie przyjemny posmak, co ciężar obecnego emocjonalnego stanu w jakim znajdował się Antohony.
Szum krwi był zbyt głośny by usłyszeć kolejne skrzypnięcie. Mężczyzna naparł bowiem na drugiego, zmuszając go niejako do zmiany pozycji, a może właśnie łagodnie kierując ku właściwemu ułożeniu. Jego ramiona ani na moment nie opuszczały Sewlynowego ciała, choć uległy niewielkiemu przemieszczeniu się, dbając o to by obaj znaleźli się pod kołdrą. Płynne przejście od półsiadu do pozycji nader poziomej nie spotkało się dalej z żadnym komentarzem, żadnym dźwiękiem, który mógłby ujść przez zaciśniętą gardziel.
Anthony bał się, ale próbował tej emocji nie oddawać steru.
Przylgnął ciasno i nieco asymetrycznie do drugiego, gwarantującego ciepło ciała, sprawiając, że małe łóżko nie było zbyt małe. Głowę ułożył nieco wyżej obojczyka, dłonie ukrył pod szeroki barkami leżącego na wznak Selwyna.
– Nie przestawaj proszę… – poprosił cicho zduszonym szeptem, jeśli tylko Jonathan przestał głaskać jego plecy. Nie byłby w stanie wymienić skuteczniejszego leku na wyciszenie skołatanych nerwowów.
A mógłby być martwy. Mógłby leżeć zamarznięty kilka metrów od schroniska. Mógłby czuć absolutne nic.
Zamiast tego, miał wrażenie, czuł absolutne wszystko. Jakby wyglądała teraz jego aura? Ile kolorów znalazłoby się w tym chaosie? Nie wiedział i nie odważył się spytać. Zamiast tego chłonął wrażenie, uwięziony słodkim, śliwkowym bezruchem teraz, gdy w końcu czas był odpowiedniejszy na to niż kiedykolwiek wcześniej.
Ten zapach najprawdopodobniej już na zawsze wryje mu się w głowę, pozostawiając równie przyjemny posmak, co ciężar obecnego emocjonalnego stanu w jakim znajdował się Antohony.
Szum krwi był zbyt głośny by usłyszeć kolejne skrzypnięcie. Mężczyzna naparł bowiem na drugiego, zmuszając go niejako do zmiany pozycji, a może właśnie łagodnie kierując ku właściwemu ułożeniu. Jego ramiona ani na moment nie opuszczały Sewlynowego ciała, choć uległy niewielkiemu przemieszczeniu się, dbając o to by obaj znaleźli się pod kołdrą. Płynne przejście od półsiadu do pozycji nader poziomej nie spotkało się dalej z żadnym komentarzem, żadnym dźwiękiem, który mógłby ujść przez zaciśniętą gardziel.
Anthony bał się, ale próbował tej emocji nie oddawać steru.
Przylgnął ciasno i nieco asymetrycznie do drugiego, gwarantującego ciepło ciała, sprawiając, że małe łóżko nie było zbyt małe. Głowę ułożył nieco wyżej obojczyka, dłonie ukrył pod szeroki barkami leżącego na wznak Selwyna.
– Nie przestawaj proszę… – poprosił cicho zduszonym szeptem, jeśli tylko Jonathan przestał głaskać jego plecy. Nie byłby w stanie wymienić skuteczniejszego leku na wyciszenie skołatanych nerwowów.
A mógłby być martwy. Mógłby leżeć zamarznięty kilka metrów od schroniska. Mógłby czuć absolutne nic.
Zamiast tego, miał wrażenie, czuł absolutne wszystko. Jakby wyglądała teraz jego aura? Ile kolorów znalazłoby się w tym chaosie? Nie wiedział i nie odważył się spytać. Zamiast tego chłonął wrażenie, uwięziony słodkim, śliwkowym bezruchem teraz, gdy w końcu czas był odpowiedniejszy na to niż kiedykolwiek wcześniej.