19.09.2025, 15:07 ✶
...bo on nie chce się już ze mną bawić...
Zasmarkany nos, obraz nędzy i rozpaczy. Tu jednak był bezpieczny. Tu żaden z fotografów nie przydybałby go w takiej rozsypce z powodu nieporozumienia.
Owe nieporozumienie piekło żywym ogniem, nie mógł zapomnieć tych słów, rozdrapywał je cały czas, ale Tessa dała mu tylko i aż przestrzeń aby mógł to robić bez lęku, że zostanie wyśmiany. Unikatowa sytuacja.
...bo on już mnie nie lubi...
Psychoanalitycy z pewnością nadaliby łatkę temu zdarzeniu. Regresja w służbie ego. Przy kimś, kto owej "regresji" nie miał prawa mieć nawet gdy wiek pozwalał na takie przejawy emocji, momenty przyzwolenia sobie na tego typu czucie głębokie było mocno rezonującym i dotykającym wielu innych, aniżeli nieporozumienie z przyjacielem spraw.
Proces. Trwał w nim po uszy, odkąd Morpheus powiedział mu słów kilka, na temat swojej działalności poza Ministerstwem. Trwał w nim jeszcze głębiej, po drugiej rozmowie. I było w tym kotle wszystko i bardzo i teraz na świeżo - nie można było nic zaradzić. Tylko czuć.
Gorycz.
Brandy.
Suchość.
Woda.
Gulasz.
Ciężar.
Zmęczenie.
Mówiła, że ma się nie obwiniać, ale nie było to proste. Ba! było to wręcz niemożliwe. Mówiła, że nie mógł wiedzieć, ale obstawał uparcie przy swoim. Mówiła, że wszystko się ułoży...
...bo mnie się nie da lubić...
Kulił się na kanapie, zaciskając dłonie na miękkim kocu, pozwalając temu wszystkiemu płynąć, na co absolutnie nie pozwalał sobie we Francji. Nie wolno było okazywać słabości. Przywiązanie tylko szkodziło interesom. To było narzędzie, które się zepsuło, więc trzeba je wymienić na nowe. Głosy nakazujące mu pozbierać się do kupy były coraz bardziej autoagresywne i zajadłe. Miał kilka godzin, żeby się zregenerować, wytrzeźwieć i skonfrontować z Ministrą. Miał kilka godzin, żeby być wsparciem dla drogiej Lorien, o której życie trząsł się w ostatnich dniach po awarii świstoklika, musiał być w formie na wspólnym obiedzie, który tak niefortunnie z powodu wyjazdu do Egiptu ominął jej urodziny. Miał kilka godzin a potem...
...będzie musiał przyjąć do wiadomości, że jego świat spopielił się i nic już nie będzie takie jak dawniej.
I chociaż teraz zamykał swoje oba oczy ze zmęczenia fizycznego i psychicznego, a trzeciego oka nie posiadał, zaskakujące jak w myślach o popiele był bliski temu, co się wydarzyło w boleśnie niemetaforycznym ujęciu postępujących po sobie zdarzeń.
Zasmarkany nos, obraz nędzy i rozpaczy. Tu jednak był bezpieczny. Tu żaden z fotografów nie przydybałby go w takiej rozsypce z powodu nieporozumienia.
Owe nieporozumienie piekło żywym ogniem, nie mógł zapomnieć tych słów, rozdrapywał je cały czas, ale Tessa dała mu tylko i aż przestrzeń aby mógł to robić bez lęku, że zostanie wyśmiany. Unikatowa sytuacja.
...bo on już mnie nie lubi...
Psychoanalitycy z pewnością nadaliby łatkę temu zdarzeniu. Regresja w służbie ego. Przy kimś, kto owej "regresji" nie miał prawa mieć nawet gdy wiek pozwalał na takie przejawy emocji, momenty przyzwolenia sobie na tego typu czucie głębokie było mocno rezonującym i dotykającym wielu innych, aniżeli nieporozumienie z przyjacielem spraw.
Proces. Trwał w nim po uszy, odkąd Morpheus powiedział mu słów kilka, na temat swojej działalności poza Ministerstwem. Trwał w nim jeszcze głębiej, po drugiej rozmowie. I było w tym kotle wszystko i bardzo i teraz na świeżo - nie można było nic zaradzić. Tylko czuć.
Gorycz.
Brandy.
Suchość.
Woda.
Gulasz.
Ciężar.
Zmęczenie.
Mówiła, że ma się nie obwiniać, ale nie było to proste. Ba! było to wręcz niemożliwe. Mówiła, że nie mógł wiedzieć, ale obstawał uparcie przy swoim. Mówiła, że wszystko się ułoży...
...bo mnie się nie da lubić...
Kulił się na kanapie, zaciskając dłonie na miękkim kocu, pozwalając temu wszystkiemu płynąć, na co absolutnie nie pozwalał sobie we Francji. Nie wolno było okazywać słabości. Przywiązanie tylko szkodziło interesom. To było narzędzie, które się zepsuło, więc trzeba je wymienić na nowe. Głosy nakazujące mu pozbierać się do kupy były coraz bardziej autoagresywne i zajadłe. Miał kilka godzin, żeby się zregenerować, wytrzeźwieć i skonfrontować z Ministrą. Miał kilka godzin, żeby być wsparciem dla drogiej Lorien, o której życie trząsł się w ostatnich dniach po awarii świstoklika, musiał być w formie na wspólnym obiedzie, który tak niefortunnie z powodu wyjazdu do Egiptu ominął jej urodziny. Miał kilka godzin a potem...
...będzie musiał przyjąć do wiadomości, że jego świat spopielił się i nic już nie będzie takie jak dawniej.
I chociaż teraz zamykał swoje oba oczy ze zmęczenia fizycznego i psychicznego, a trzeciego oka nie posiadał, zaskakujące jak w myślach o popiele był bliski temu, co się wydarzyło w boleśnie niemetaforycznym ujęciu postępujących po sobie zdarzeń.
Koniec sesji