19.09.2025, 21:49 ✶
Basilius przestał się dobrze bawić (nie że konsultacje prawne w sprawie spadku po ojcu w ogóle były zabawne) gdzieś tak pomiędzy tym jak pan Crouch rzucił uwagę o Icarusie, a potem skomplementował jego matkę, a tym jak jego matka na to wszystko odpowiedziała.
I to nie tak, że zabraniał matce jakiejkolwiek radości po śmierci ojca po prostu... Wolałby, aby ta radość nie zaczynała kiełkować w jego obecności. Zwłaszcza, że chociaż sędzia niewątpliwie był kompetentny (i przystojny) to jednak w głowie Basila wciąż obijały się echem te słowa dotyczące jego brata.
Rzeczywiście to nietypowe, żeby uwzględniać bękarta na równi z własnymi dziećmi, choć zdarza się i tak.
Bękarta na równi z własnymi dziećmi.
Nie powiedział nic od razu. Poczekał aż matka podpisze wszystkie dokumenty.
Nic nie mów. Nie warto. Nie warto.
A jednak kusiło coraz bardziej. Z każdym spojrzeniem się dwójki czarodziejów. Z każdym obracaniem w głowie słów o Icarusie.
Nie warto... Nie warto... Daj matce tę chwilę. Zasłyżyła. Nie drażnij sędziego Wizengamotu. Twoja rodzina zdecydowanie powinna być dla nich przychylna.
– Przepraszam, ale mam jedno pytanie panie Crouch – wypalił nagle, gdy mężczyzna już zbierał się do wyjścia. – Czy raczej prośbę o doprecyzowanie. Nie do końca rozumiem czemu rozróżnia pan dzieci spoza małżeństwa i dzieci urodzone w małżeństwie na te własne i... Nie własne? Proszę mi wybaczyć moją ignorancję, nie znam się szczególnie na literze prawa, może w jego świetle jest inaczej, ale z punktu widzenia nauk przyrodniczych, w których się jednak trochę specjalizuję, jeśli mężczyzna ma dziecko z inną kobietą niż żona, to wedle wszelkich praw natury i logiki, to również jego własne dziecko, bo magibiologia nieszczególnie patrzy na certyfikaty małżeńskie.
No i nie siedział cicho.
Matka go zabije. Chyba będzie musiał upozorować szybkie wezwanie do pracy.
I to nie tak, że zabraniał matce jakiejkolwiek radości po śmierci ojca po prostu... Wolałby, aby ta radość nie zaczynała kiełkować w jego obecności. Zwłaszcza, że chociaż sędzia niewątpliwie był kompetentny (i przystojny) to jednak w głowie Basila wciąż obijały się echem te słowa dotyczące jego brata.
Rzeczywiście to nietypowe, żeby uwzględniać bękarta na równi z własnymi dziećmi, choć zdarza się i tak.
Bękarta na równi z własnymi dziećmi.
Nie powiedział nic od razu. Poczekał aż matka podpisze wszystkie dokumenty.
Nic nie mów. Nie warto. Nie warto.
A jednak kusiło coraz bardziej. Z każdym spojrzeniem się dwójki czarodziejów. Z każdym obracaniem w głowie słów o Icarusie.
Nie warto... Nie warto... Daj matce tę chwilę. Zasłyżyła. Nie drażnij sędziego Wizengamotu. Twoja rodzina zdecydowanie powinna być dla nich przychylna.
– Przepraszam, ale mam jedno pytanie panie Crouch – wypalił nagle, gdy mężczyzna już zbierał się do wyjścia. – Czy raczej prośbę o doprecyzowanie. Nie do końca rozumiem czemu rozróżnia pan dzieci spoza małżeństwa i dzieci urodzone w małżeństwie na te własne i... Nie własne? Proszę mi wybaczyć moją ignorancję, nie znam się szczególnie na literze prawa, może w jego świetle jest inaczej, ale z punktu widzenia nauk przyrodniczych, w których się jednak trochę specjalizuję, jeśli mężczyzna ma dziecko z inną kobietą niż żona, to wedle wszelkich praw natury i logiki, to również jego własne dziecko, bo magibiologia nieszczególnie patrzy na certyfikaty małżeńskie.
No i nie siedział cicho.
Matka go zabije. Chyba będzie musiał upozorować szybkie wezwanie do pracy.