Stella potrafiła prosić o pomoc. Sama jakoś nigdy nie wychodziła z inicjatywą. Gdyby nie to, że pojawił się tu Darcy zapewne zostawiłaby dziewczynkę samą z jej problemem. Nie należała do osób, które chętnie angażowały się w sprawy, które jej nie dotyczą. Szczególnie, kiedy dochodziło do tego jakieś ryzyko. Wspinanie się po parapetach nie było czynnością, która sprawiałaby jej jakąkolwiek przyjemność, wręcz przeciwnie zapewne uszkodziłaby przy tym siebie i pewnie kota, którego to miałaby zdjąć. Na całe szczęście znalazł się ktoś, kto miał ją w tym wyręczyć.
Oczywiście nie mogło być zbyt prosto, jak zawsze nie wszystko poszło po jej myśli. Ta krwiożercza bestia - kot postanowił skoczyć jej na głowę. Zdenerwowało ją to ogromnie. W końcu mógł uszkodzić jej twarz, podrapać ją mocno - a tego zdecydowanie nie chciała. Zaczęła krzyczeć, próbowała zrzucić z siebie zwierzę. Szło jej to jednak średnio.
Zupełnie ignorowała dziewczynkę, która krzyczała, że może skrzywdzić kota, on zupełnie już się dla niej nie liczył. - - Pomóż mi, zdejmij ze mnie tą krwiożerczą bestię. - Krzyknęła do Darcy'ego. Miała nadzieję, że teraz sobie stąd nie pójdzie. Jeszcze chwila, a sama ukatrupi to stworzenie. Szamotała się próbując zdjąć z twarzy kota, szło jej to jednak średnio.
Na całe szczęście Lockhart przyszedł jej z pomocą i pozbył się tego potwora z jej twarzy. Stella poprawiła sobie włosy, które zostały poplątane przez zwierzaka. Nigdy więcej nie zbliży się do żadnego kota - tego była pewna.
- Pilnuj tego zwierzaka, nie sądzę, żeby ktokolwiek inny chciał go łapać. - Odparła do dziewczynki chłodnym tonem. Skoro miała zwierzę - powinna go pilnować i nie dopuszczać do sytuacji, w których będzie ono atakowało przechodniów.
- Dziękuję Panu, gdyby nie to bohaterskie zachowanie, to ten kocur zniszczyłby moją twarz, czy nic się Panu nie stało? - Chyba wypadało zapytać.