20.09.2025, 01:42 ✶
Nie spała długo. Zaznała ledwie dwóch czy trzech godzin półprzytomnego czuwania, gdy leżała rozciągnięta bezwładnie na deskach podłogi w chacie. Była w Kowenie jeszcze przed czasem nabożeństwa, aby stosownie się do niego przygotować. Padła na kolana, chciała oczyścić się i dzięki temu właściwie przeżyć dzień świąteczny. W świątyni stopniowo zbierali się ludzie, ale Helloise nie zwracała uwagi na to, co działo się wśród wiernych. Nadto była pochłonięta litanią dzięczynno-błagalną, którą w zaciszu własnej głowy recytowała do Matki. Modliła się we wszystkich tych intencjach, których nie objęła jej ofiara złożona poprzedniej nocy.
Dziękowała za cudowne ocalenie swojej szklarni. Widzisz, Matko, że to, co tworzę, jest dobre.
Modliła się za nawrócenie bezbożnych mężczyzn, Alexandra Mulcibera i Williama Lestrange’a.
Modliła się za siły dla wszystkich przyjaciół przyrody, fauny i flory, którzy każdego dnia dokładali starań, aby Ziemia nie zapdła się pod inwazją człowieka: była to modlitwa za Samuela McGonagalla, Greengrassów, ród Rowle.
Modliła się za zagładę technologii mugolskiej, tych bluźnierczych narzędzi, którymi próbowali naśladować naturalną potęgę magii, co było obrazą dla projektu Bogini. A także o wypędzenie mugoli z Doliny.
Modliła się za Zimnego Śmierciożercę, aby Matka wedle swojej mądrości zwróciła mu spokój — scaliła jego jaźń na ziemi bądź zabrała go z tego świata.
Modliła się za cudowne nawrócenie Voldemorta i jego duchową odnowę, aby odnalazł godną drogę, zrozumiał wartość życia współistniejącego obok śmierci, którą to jako jedyną niósł na sztandarze. Błagała, aby uświadomił sobie grzechy uczynione Kniei i odpokutował za nie, a w przyszłości staranniej dobierał środki do osiągnięcia celu.
Modliła się za otwarcie oczu brata, Lazarusa, który — choć rozumiał zasadę Natury — wciąż niestety kłaniał się zasadom ludzi.
Wznosiła dzięki za ocalenie podczas Spalonej Nocy Leviathana Rowle służącego w Czarnej Armii. Matko, nie sięgnęły go płomienie ani bat Ministerstwa, więc to, co czynił, musiało ci się podobać. Modliła się więc za pomyślność dla niego i ochronę od krzywdy w przyszłości. Matko, przebacz mu, jeśli zrobił tamtej nocy coś niezgodnego z Wolą Boską, intencje miał bowiem piękne i czyste.
Modliła się za wszystkich członków Kromlechu nazwanych i nienazwanych z Voldemortem na czele, o opiekę nad nimi w chwili zagrożenia i aby odnaleźli równowagę, wyszli z ciemności, realizowali swoją misję wyregulowania hierarchii gatunków godnie i w poszanowaniu praw Natury, bez zaburzania rytmu jej funkcjonowania.
Przede wszystkim najgoręcej modliła się za Knieję. Starożytne źródło i ostoję. Racz ją Matko wyzwolić spod nocy Widm i odnowić najpiękniejsze swoje sanktuarium na brytyjskiej ziemi. Zwróć je tym, którzy od wieków opierali się na nim i pokornie błagają.
I modliłaby się tak zapamiętale dalej i dalej — zamierzała przecież wspomnieć jeszcze przed Jej Majestatem konieczność zesłania pomoru goblinów — gdyby nie nastał koniec nabożeństwa.
Gdy do jej nóg przylgnęła mała istotka — Frida — Helloise patrzyła na nią chwilę roztargniona, niczym wyrwana z transu — bo czyż nie religijnym transem było dostąpienie świątecznej komunii z Boginią? Kobieta rozchmurzyła się szybko i przytuliła mocno dziewczynkę do pachnącej ziołami spódnicy.
— Dzień dobry, maleństwo. — Przykucnęła przy niej, aby mieć ghoulkę na wysokości oczu. — Jaki ty masz piękny kapelusz. — Stuknęła palcem w ostry czubek tiary.
Sama wiedźma kapeluszy nie nosiła, ale w jej włosach wiło się kilka zielonych pędów i kępa zbrązowiałych dębowych liści. Jeszcze nim Hela schyliła się pod ławkę po dar, włożyła rękę do głębokiej kieszeni patchworkowej, brązowej spódnicy i wydobyła stamtąd wyrzeźbioną w drewnie wiewióreczkę trzymającą w obu łapkach żołędzia.
— Spójrz tylko, jaka jest dumna ze swojego orzeszka. — Zaprezentowała małej figurkę. — Napracowała się, żeby go zdobyć, ale — posmutniała — to za mało zapasów na przetrwanie zimy.
Wręczyła dziewczynce wiewiórkę, dała jej chwilę na zapoznanie się z nią, a w tym czasie wygrzebała spod ławy swój stroik. Wzięła Fridę na ręce, tuląc ją do siebie, i tak ruszyły ku dziedzińcowi, wychodząc ze świątyni jako jedne z ostatnich wiernych.
— Może poprosisz tatę, żeby zabrał cię na jesienny spacer, co? Poszukacie dla niej orzeszków — zaproponowała. — Myślę, że przydałby jej się też kąt do spania. W tym roku ciężko dotrzeć do dziupli w Kniei… dlatego musimy się modlić o to, żeby Matka uratowała las. Żeby wiewiórka na wiosnę wróciła do domu.
Gdy znalazły się przy ołtarzu, odstawiła dziecko na ziemię, aby ze stosowną czcią złożyć swój dar.
Na ołtarz Kowenu Whitecroft w intencji swoich modlitw osobistych Helloise przygotowała stroik bogato ozdobiony ziołami, liśćmi i jagodami — wszystko utrzymane w jesiennych barwach. Na drewnianej podstawie wyścielonej mchem siedziały rzeźbione wiewióreczki unurzane w czerwonej farbie o charakterystycznych właściwościach zapachowych (opisanych w szczególe tutaj). Figurki otaczały wianuszkiem wysoką smukłą świecę.
Wiedziała, że spodobał się Bogini. I nie tylko Jej, bo zazdrosnym okiem spojrzało na niego kilka starych i nie tylko bab.
Nie mogłyby dewoty być Helloise bardziej obojętne, patrzyła tylko na pomnik nad ołtarzem. Po ostatniej krótkiej modlitwie wzięła ghoulkę za rękę i razem odnalazły w tłumie Malfoyów. Panienki dotarły akurat w czas, aby usłyszeć komentarz Baldwina.
— Masz rację — zgodziła się z nim Helloise w zachwycie. — Czyż Matki nie cieszy najbardziej dar spod ręki jej dziecka?
Dziękowała za cudowne ocalenie swojej szklarni. Widzisz, Matko, że to, co tworzę, jest dobre.
Modliła się za nawrócenie bezbożnych mężczyzn, Alexandra Mulcibera i Williama Lestrange’a.
Modliła się za siły dla wszystkich przyjaciół przyrody, fauny i flory, którzy każdego dnia dokładali starań, aby Ziemia nie zapdła się pod inwazją człowieka: była to modlitwa za Samuela McGonagalla, Greengrassów, ród Rowle.
Modliła się za zagładę technologii mugolskiej, tych bluźnierczych narzędzi, którymi próbowali naśladować naturalną potęgę magii, co było obrazą dla projektu Bogini. A także o wypędzenie mugoli z Doliny.
Modliła się za Zimnego Śmierciożercę, aby Matka wedle swojej mądrości zwróciła mu spokój — scaliła jego jaźń na ziemi bądź zabrała go z tego świata.
Modliła się za cudowne nawrócenie Voldemorta i jego duchową odnowę, aby odnalazł godną drogę, zrozumiał wartość życia współistniejącego obok śmierci, którą to jako jedyną niósł na sztandarze. Błagała, aby uświadomił sobie grzechy uczynione Kniei i odpokutował za nie, a w przyszłości staranniej dobierał środki do osiągnięcia celu.
Modliła się za otwarcie oczu brata, Lazarusa, który — choć rozumiał zasadę Natury — wciąż niestety kłaniał się zasadom ludzi.
Wznosiła dzięki za ocalenie podczas Spalonej Nocy Leviathana Rowle służącego w Czarnej Armii. Matko, nie sięgnęły go płomienie ani bat Ministerstwa, więc to, co czynił, musiało ci się podobać. Modliła się więc za pomyślność dla niego i ochronę od krzywdy w przyszłości. Matko, przebacz mu, jeśli zrobił tamtej nocy coś niezgodnego z Wolą Boską, intencje miał bowiem piękne i czyste.
Modliła się za wszystkich członków Kromlechu nazwanych i nienazwanych z Voldemortem na czele, o opiekę nad nimi w chwili zagrożenia i aby odnaleźli równowagę, wyszli z ciemności, realizowali swoją misję wyregulowania hierarchii gatunków godnie i w poszanowaniu praw Natury, bez zaburzania rytmu jej funkcjonowania.
Przede wszystkim najgoręcej modliła się za Knieję. Starożytne źródło i ostoję. Racz ją Matko wyzwolić spod nocy Widm i odnowić najpiękniejsze swoje sanktuarium na brytyjskiej ziemi. Zwróć je tym, którzy od wieków opierali się na nim i pokornie błagają.
I modliłaby się tak zapamiętale dalej i dalej — zamierzała przecież wspomnieć jeszcze przed Jej Majestatem konieczność zesłania pomoru goblinów — gdyby nie nastał koniec nabożeństwa.
Gdy do jej nóg przylgnęła mała istotka — Frida — Helloise patrzyła na nią chwilę roztargniona, niczym wyrwana z transu — bo czyż nie religijnym transem było dostąpienie świątecznej komunii z Boginią? Kobieta rozchmurzyła się szybko i przytuliła mocno dziewczynkę do pachnącej ziołami spódnicy.
— Dzień dobry, maleństwo. — Przykucnęła przy niej, aby mieć ghoulkę na wysokości oczu. — Jaki ty masz piękny kapelusz. — Stuknęła palcem w ostry czubek tiary.
Sama wiedźma kapeluszy nie nosiła, ale w jej włosach wiło się kilka zielonych pędów i kępa zbrązowiałych dębowych liści. Jeszcze nim Hela schyliła się pod ławkę po dar, włożyła rękę do głębokiej kieszeni patchworkowej, brązowej spódnicy i wydobyła stamtąd wyrzeźbioną w drewnie wiewióreczkę trzymającą w obu łapkach żołędzia.
— Spójrz tylko, jaka jest dumna ze swojego orzeszka. — Zaprezentowała małej figurkę. — Napracowała się, żeby go zdobyć, ale — posmutniała — to za mało zapasów na przetrwanie zimy.
Wręczyła dziewczynce wiewiórkę, dała jej chwilę na zapoznanie się z nią, a w tym czasie wygrzebała spod ławy swój stroik. Wzięła Fridę na ręce, tuląc ją do siebie, i tak ruszyły ku dziedzińcowi, wychodząc ze świątyni jako jedne z ostatnich wiernych.
— Może poprosisz tatę, żeby zabrał cię na jesienny spacer, co? Poszukacie dla niej orzeszków — zaproponowała. — Myślę, że przydałby jej się też kąt do spania. W tym roku ciężko dotrzeć do dziupli w Kniei… dlatego musimy się modlić o to, żeby Matka uratowała las. Żeby wiewiórka na wiosnę wróciła do domu.
Gdy znalazły się przy ołtarzu, odstawiła dziecko na ziemię, aby ze stosowną czcią złożyć swój dar.
Na ołtarz Kowenu Whitecroft w intencji swoich modlitw osobistych Helloise przygotowała stroik bogato ozdobiony ziołami, liśćmi i jagodami — wszystko utrzymane w jesiennych barwach. Na drewnianej podstawie wyścielonej mchem siedziały rzeźbione wiewióreczki unurzane w czerwonej farbie o charakterystycznych właściwościach zapachowych (opisanych w szczególe tutaj). Figurki otaczały wianuszkiem wysoką smukłą świecę.
Przedstawiam swój rachunek:
+15 za rzemiosło ◉◉◉○○, +5 za wykonywanie zawodu wyrobniczki na JDG, +20 za eliksir nadający właściwości zapachowe i kolor, +10 za wykonanie świecy, +20 za rzeźby wiewiórek, +30 z przewagi zielarstwo (III)
Czyli w sumie 100 (certified miracle worker)
+15 za rzemiosło ◉◉◉○○, +5 za wykonywanie zawodu wyrobniczki na JDG, +20 za eliksir nadający właściwości zapachowe i kolor, +10 za wykonanie świecy, +20 za rzeźby wiewiórek, +30 z przewagi zielarstwo (III)
Czyli w sumie 100 (certified miracle worker)
Rzut 1d100+100 - 86 +100 = 186
Wiedziała, że spodobał się Bogini. I nie tylko Jej, bo zazdrosnym okiem spojrzało na niego kilka starych i nie tylko bab.
Nie mogłyby dewoty być Helloise bardziej obojętne, patrzyła tylko na pomnik nad ołtarzem. Po ostatniej krótkiej modlitwie wzięła ghoulkę za rękę i razem odnalazły w tłumie Malfoyów. Panienki dotarły akurat w czas, aby usłyszeć komentarz Baldwina.
— Masz rację — zgodziła się z nim Helloise w zachwycie. — Czyż Matki nie cieszy najbardziej dar spod ręki jej dziecka?
dotknij trawy