20.09.2025, 11:31 ✶
Gdy tylko Jonathan się poruszył, otaczające go ramiona zacieśniły się instynktownie, upewniając mężczyznę, że pozycja w której się znaleźli nie jest ani przypadkowa, ani też w obecnej chwili niepożądana.
Odpowiedziało mu zaś rozbawione sapnięcie.
– Nas? Chyba Ciebie, esto a pesar de tu escandaloso nivel de inglés nativo. Creo que es tu sonrisa, amigo. Siempre he envidiado tu cálida aura. – z ostatnimi słowami do uścisku dołączyły palce sunące od nasady czaszki ku górze w niespiesznym masażu zatopionym pomiędzy czarnymi, gęstymi kosmykami włosów.
Anthony przymknął powieki, chłonąc wrażenie powolnej pieszczoty, na którą wcześniej pozwalał sobie tylko w niektóre samotne wieczory, w błękitnym zamku własnej wyobraźni. Teraz jednak wszystko było - z oczywistych względów - bardziej rzeczywiste, namacalne, kompleksowe. W swojej głowie bowiem wykreowana fantazja zwykła skupiać się na jakimś pojedynczym zdarzeniu, na punkcie styku, aktywności. Teraz zaś czuło całe ciało, teraz do odczuwanego kontaktu dochodziły otaczające ich dźwięki, zapachy, wrażenie, które pozostawiło na podniebieniu wspomnienie współdzielonego oddechu w niewielkim pokoiku na poddaszu.
Udawaj, że to jest absolutnie normalne i mieszczące się w granicy, nawet jeśli tej granicy kompletnie teraz nie widzisz.
Odchrząknął, myślami skupiając się na najbliższej przyszłości co absolutnie nie przeszkadzało mu w pewnym roztargnieniu cały czas czochrać selwynową czuprynę.
– I tak jesteśmy zdani teraz na mugolskie środki transportu, a po tej śnieżycy mogą… mogą być komplikacje, czyż nie? – recytował wszystkie wymówki, które przyszły mu do głowy. – Niestety nie będę mógł Ci oddać swetra, niemniej ostatnio wprawiam się w magii kształtowania, może uda mi się coś stworzyć wygodnego dla Ciebie? – zaproponował miękko, czując że idylla rychło dobiegnie końca, gdy głód weźmie nad nim górę. – Myślisz, że to czekoladowe cudo ze wczoraj wciąż jest zjadliwe? – Tak... był po prostu głodny. Wszystko było absolutnie normalne...
Odpowiedziało mu zaś rozbawione sapnięcie.
– Nas? Chyba Ciebie, esto a pesar de tu escandaloso nivel de inglés nativo. Creo que es tu sonrisa, amigo. Siempre he envidiado tu cálida aura. – z ostatnimi słowami do uścisku dołączyły palce sunące od nasady czaszki ku górze w niespiesznym masażu zatopionym pomiędzy czarnymi, gęstymi kosmykami włosów.
Anthony przymknął powieki, chłonąc wrażenie powolnej pieszczoty, na którą wcześniej pozwalał sobie tylko w niektóre samotne wieczory, w błękitnym zamku własnej wyobraźni. Teraz jednak wszystko było - z oczywistych względów - bardziej rzeczywiste, namacalne, kompleksowe. W swojej głowie bowiem wykreowana fantazja zwykła skupiać się na jakimś pojedynczym zdarzeniu, na punkcie styku, aktywności. Teraz zaś czuło całe ciało, teraz do odczuwanego kontaktu dochodziły otaczające ich dźwięki, zapachy, wrażenie, które pozostawiło na podniebieniu wspomnienie współdzielonego oddechu w niewielkim pokoiku na poddaszu.
Udawaj, że to jest absolutnie normalne i mieszczące się w granicy, nawet jeśli tej granicy kompletnie teraz nie widzisz.
Odchrząknął, myślami skupiając się na najbliższej przyszłości co absolutnie nie przeszkadzało mu w pewnym roztargnieniu cały czas czochrać selwynową czuprynę.
– I tak jesteśmy zdani teraz na mugolskie środki transportu, a po tej śnieżycy mogą… mogą być komplikacje, czyż nie? – recytował wszystkie wymówki, które przyszły mu do głowy. – Niestety nie będę mógł Ci oddać swetra, niemniej ostatnio wprawiam się w magii kształtowania, może uda mi się coś stworzyć wygodnego dla Ciebie? – zaproponował miękko, czując że idylla rychło dobiegnie końca, gdy głód weźmie nad nim górę. – Myślisz, że to czekoladowe cudo ze wczoraj wciąż jest zjadliwe? – Tak... był po prostu głodny. Wszystko było absolutnie normalne...