• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena

[07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#7
20.09.2025, 12:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.09.2025, 13:00 przez Lorien Mulciber.)  
Czynisz go lepszym.
Lorien nie pytała co Philomena ma na myśli. Nie chciała wiedzieć czy kłamie. Ale Crouchowie zawsze kłamali. Kłamstwo płynęło w ich żyłach, równie czerwone co krew którą przelewali cudzymi rękoma. Wilczą krew.
Wilkom nie zakłada się obroży. Nie udomawia się ich, nie łapie za pysk, gdy zbyt mocno gryzą. Wilki, się eksterminuje, gdy stają się zagrożeniem dla człowieka. Z ich cennej sierści robi się śliczne futra, sama miała dwa takie w szafie. Prześliczne. Drogie. Kupione i zapomniane po pierwszym sezonie. Nie poświęciła jednej myśli nad tym czy zwierzę chociaż zabito przed oskórowaniem. Wilkom ucinano łby i wieszano nad kominkiem, by poklepać przerażone dziecię po ramieniu i powiedzieć “widzisz synku jakiego tata bydlaka upolował?” i rechotać. 
Ale psy? Psy były sprytniejsze. Wyewoluowały. Karnie chyliły łby, pozwoliły założyć sobie obrożę, spiłować zęby. By przeżyć. Z psów nikt nie robił czapek, ich futro było bezużyteczne. Ale nie one same. Dlatego stały się cenniejsze.

Dlatego dziś wilk z powybijanymi kłami leżał porzucony w szpitalnym łóżku, a na czele rodziny Mulciber stał kundel radośnie hasający na smyczy tak długiej, że zdawała mu się wolnością.

To czy Philomena jej wierzyła, czy też nie - nie miało najmniejszego wręcz znaczenia. Wierzyć w swoje słowa musiała Lorien, jeśli chciała funkcjonować. Jeśli chciała kiedykolwiek jeszcze spojrzeć w  pełne rozczarowania oczy Adeline Prewett.
Grzech macierzyństwa nigdy nie był tym, którego dopuściła się Lorien Mulciber.
Nikt nie żenił się z maledictusami, żeby rodziły im dzieci. Żeniono się z nimi dla pieniędzy, dla poczucia egzotyki, dla popieprzonych męskich fantazji o tym, że żona w końcu stanie się niczym innym jak zwierzątkiem domowym, które można zamknąć w klatce. Maledictusy poślubia się bo umierają młodo i nie ciążą po latach mężom spragnionym czegoś świeższego.  Ale nigdy dla ich wartości jako kobiet - kto chciał ryzykować skażenia swojej krwi czymś tak ordynarnie odzwierzęcym, prawda?
- Moją opoką jest Rodzina, Prawo i Tradycja. A przynajmniej w to zawsze wierzyłam.- Niewypowiedziany zarzut zawisł w powietrzu jak ostrze skierowane w stronę starej Mulciberowej. Od razu dało się wyczuć o kogo chodzi. Biedny głupiec, Robert. Ale nie padło jego imię, bo jak miało paść, skoro wzgardzona żona tak pieczołowicie je zapieczętowała.

Uśmiechnęła się szczerzej słysząc pytanie o ojca, odsuwając jeszcze na moment dyskusję zdawałoby się nieuniknioną. Zaśmiała się słysząc “aż nadto czasu wolnego”. Emerytura nigdy nie była dobrze przyjęta, zwłaszcza gdy przechodziło się na nią mając ile… 42 lata, żeby ustąpić miejsca swojej pierworodnej, gdy przyszedł czas zmian na najwyższych szczeblach władzy.
- Rodzice wyjechali na Sycylię do dziadka Michele’a. Ojciec zajmuje się tam prawnym aspektem jego… interesów ze Stanami Zjednoczonymi.
Rodzina. Rodzina jest najważniejsza. Powtarzała zawsze matka przeczesując ostrymi pazurami włosy młodej Lorien, drapiąc nieprzyjemnie jej skalp, czasem pozostawiając po sobie krwawe blizny. Powtarzała to tak długo, aż Lorien zrozumiała.
Rodzina jest najważniejsza. Bez względu na okrucieństwo, które musisz znosić, czy poświęcenie. Bo jeśli Rodzina cię potrzebuje - to porzucisz nawet własne dziecko i wrócisz na Sycylię pilnować interesów starych mafioza i przemytnika heroiny, którego przyszło ci nazywać teściem.
Emerytura, psia mać.

- Gdzie leży lojalność kobiet z rodu Mulciber, Philomeno? - Zapytała wreszcie, gdy nawet ją zaczęła irytować wyjąca bezimienna gwiazdka.- W ich braciach? Synach? Mężach? Mój mąż nie zasłużył na żałobę. Był miałkim mężczyzną, który wzbudzał we mnie żal. Wiesz… Widziałam go w 1963 roku, w Ministerstwie. Potulnie szedł za swoimi panami. Jak owca na rzeź. W imię czego? Idei martwej sześć lat później. Nie było lojalności wobec rodu w tym ruchu. Było tylko tchórzostwo. Małostkowość. Krótkowzroczność, odebrała im jakąkolwiek szansę na zdobycie wpływów. Myślisz, że kogokolwiek to obeszło? Tydzień później stanowiska były obsadzone na nowo, a nazwisko Mulciber budziło śmiech na korytarzach. Ucieczka obrażonych dzieci w świat chujoświeczek i kadzidełek na bezsenność.

Machnęła gwałtownie różdżką w stronę gramofonu, zatrzymując igłę. Zbyt szybko. Zbyt ostro. Igła przeryła winylową powierzchnię płyty, pozostawiając po sobie głęboką szramę, a potem pękła. Nikt już więcej nie usłyszy wkurwiającego głosiku popularnej gwiazdki popu. Odłożyła spokojnie różdżkę na kolana, kompletnie nie przejęta zniszczoną zabawką.
- Ale poślubiłam tego żałośnie słabego mężczyznę. Bo byłam wierna nazwisku, którego mi odmówiono, a które mi się należało jak psu resztki ze stołu. A teraz on nie żyje. Zostawił mnie bez domu, który podle tradycji miał być moim domem; bez opieki, bo opieką nie nazwiesz obecności jego brata - człowieka mi zwyczajnie wrogiego. Dlatego pytam cię. W kim  mam pokładać swoją lojalność teraz? W Donaldzie, który nigdy do mnie nie należał, bo woleliście go oddać dziwce z rodziny handlarzy błyskotek i książek na Nokturnie? W Alexandrze, bo był mi tyle lat bratem i jedyny miał odwagę przyjść po wzgardzoną wdowę, ale jego Panią jest Lestrangówna ? W Tobie?- Przymknęła na chwilę oczy, nie pozwalając, aby cień zawodu, cień tego okropnego, tak przecież znienawidzonego przez czarownicę politowania, wykwitł na przykrytej perfekcyjnym makijażem twarzy - jej własną maską. Prawda była przerażająca, choć chyba nie była niczym szczególnie nowym czy odkrywczym.
Lorien kochała miałkich mężczyzn, ale winą za ich słabości zawsze obarczała kobiety.
Dzieci nienawidziły złych matek. Ale jeszcze bardziej nienawidziły matek niesprawiedliwych i ślepych.
Gdzie jest twój klejnot Burke’ów, Philomeno? Zdawała się pytać, patrząc wprost na zroszoną siateczką zmarszczek twarz czarownicy; znaki starości, której nie doczeka. Gdzie twoi dziedzice? Ród równie martwy co jego matrona. Studiowała ją z taką samą ciekawością z jaką przyglądała się oskarżonym zakutym w Salach Wizengamotu; ciekawością wręcz chorobliwą, jakby Lorien próbowała zapamiętać każdy najdrobniejszy szczegół.

- Cóż więcej zyskać mogłabym, racząc się jego widokiem.
- Kontrolę.- Odpowiedziała po prostu. Ostatecznie podniosła się też z krzesła. Było niewygodne. Było niewłaściwe. To nie było jej miejsce. Dlatego przesiadła się z powrotem na łóżko, starając się zająć jak najmniej miejsca.- Przestanę go odwiedzać jeśli taka jest twoja wola Philomeno. Ale wiedz, że on nie ma już nikogo na tym świecie, a nie ma większego poniżenia dla kobiety niż dowiedzieć się o śmierci z listu wysłanego przez zakład pogrzebowy.- Ostatnie słowa wycedziła przez zaciśnięte zęby. Przełknęła z trudem ślinę, ale zachowała rezon. Wykrzywiła usta w grymasie, który chyba miał być słabym uśmiechem. Odgarnęła niesforny pukiel włosów ze zroszonego potem czoła Donalda. Ten okropny wicher, który zawsze uciekał spod zaklęć i preparatów do układania włosów.
- Opłaczesz tak samo Alexandra, gdy niewątpliwie i jego przyjdzie ci pochować?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorien Mulciber (3498), Philomena Mulciber (3634)




Wiadomości w tym wątku
[07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Lorien Mulciber - 23.03.2025, 20:47
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Philomena Mulciber - 19.04.2025, 22:42
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Lorien Mulciber - 28.04.2025, 20:33
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Philomena Mulciber - 08.06.2025, 23:37
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Lorien Mulciber - 28.06.2025, 14:51
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Philomena Mulciber - 21.07.2025, 22:52
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Lorien Mulciber - 20.09.2025, 12:58
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Philomena Mulciber - 09.02.2026, 13:56

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa