20.09.2025, 13:05 ✶
Ten moment musiał przyjść a i tak Anthony zdziwił się, kiedy nadszedł.
Jonathan dźwignął się z łóżka, obdarzając go spojrzeniem ciepłych brązowych oczu, które potrafiło roztapiać najtwardsze serca, z pewnością zaś roztapiało jego serce. Zaraz… czy nie tak mu powiedział Jonathan ubiegłego wieczoru? Co właściwie się działo?
Nagle świat zatopiony w bursztynie teraźniejszości skruszył się i uwolnił gorącą ciekłą magmę myśli, które paliły go od środka. Podobnie granice, które zawsze między nimi były, które Anthony tak pieczołowicie stawiał i pilnował w imię dobrostanu przyjaźni wartej więcej niż ulotny romans na służbowym wyjeździe…
Czy jednak to właśnie wchodziło w grę? Czy może inna oferta została położona na stole? Przyjaciół, z pewnym profitem, z przyjemnością ucieczki od zewnętrznego świata w bezpiecznym środowisku kogoś na wskroś zaufanego i oddanego.
Nie.
Jonathan mówił o czymś innym. Mówił o uczuciach, co trwożyło krukońskie serce. Uczucia były niepewne, zbyt łatwo przejmujące kontrolę w tym ostatnim bezsennym okresie. Uczucia były chaotyczne. Uczucia zbyt łatwo pojawiały się i przemijały, zbyt szybkie, migotliwe by można było je nazwać właściwie i z pełnią powagi w tak ważkich sprawach.
Sytuacji z określeniem tego co się właściwie czuło nie poprawiało też absolutnie ich obecne ułożenie.
Bo Jonathan złapał go za twarz! Oczywiście jak zawsze zrobił to w chwili kiedy potrzebował żeby cała uwaga Anthony'ego była skupiona na nim! Zupełnie jakby wcześniej tak nie było! Zwykle jednak przyjaciel skupiał się na kontakcie wzrokowym, teraz ześlizgiwał się po jego rysach w całej okazałości Selwynowej bezczelności, a leżący, pochwycony w szerokie dłonie mężczyzna rzeczywiście nie mógł myśleć o niczym innym, jak o swoim rozmówcy.
A myśl ta pochłaniała go w sposób zupełny i absolutny.
I już rozchylił wargi, już złapał go za silne przedramiona i wespnął się cal czy dwa ku barkom by przybliżyć do siebie tego droczącego się z nim gryfońskiego idiotę. Chciał już tylko żeby w końcu Jonathan przestał mówić, z wielka nadzieją, że gdy ich usta w końcu się złączą to on sam w końcu przestanie myśleć a rozwiązania i nazwy dla ich sytuacji pojawią się później, pojawią z czasem. Już się do niego podciągał uwiedziony momentem chwili, zachwytem, ciekawością kolejnego zapomnianego marzenia, które tak nieoczekiwanie miało się stać jawą.
Już… tak blisko…
– Allo?! Śpią jeszcze panowie? Śniadanie czeka, kawa stygnie, wydaję jedzenie tylko do jedenastej! Wszystko dobrze panowie anglicy? – Gwałtowne pukanie do drzwi w połączeniu z na pół rozbawionym na pół zaniepokojonym głosem gospodyni drastycznie przerwało tę idyllę. Reakcja Anthony'ego dodała swoje do tego bukietu dźwięków, gdy instynktownie przerażony metaforycznym złapaniem na gorącym uczynku w zachowaniu tak nieakceptowalnym, odsunął się od Jonathana i wraz ze znaczącym chrupnieciem sprężyn dodał głuche uderzenie o podłogę, gdy na nią zleciał nienawykły do tak małych łóżek.
– Idę… idę do łazienki, powiedz jej, że zaraz będziemy – szepnął, a jego zaciśnięty strachem głos jasno wskazywał na to czemu sam nie odkrzyknął kobiecie. Zaraz potem w pośpiechu wycofał się do łazienki, by pierwsze pięć minut spędzić na jej podłodze z plecami opartymi o zamknięte drzwi i piekącą twarzą ukrytą w dłoniach.
Jakby znów miał 15 lat, a przecież poza wadliwym świstoklikiem nie spotkali żadnego złośliwego poltergeista!
Jonathan dźwignął się z łóżka, obdarzając go spojrzeniem ciepłych brązowych oczu, które potrafiło roztapiać najtwardsze serca, z pewnością zaś roztapiało jego serce. Zaraz… czy nie tak mu powiedział Jonathan ubiegłego wieczoru? Co właściwie się działo?
Nagle świat zatopiony w bursztynie teraźniejszości skruszył się i uwolnił gorącą ciekłą magmę myśli, które paliły go od środka. Podobnie granice, które zawsze między nimi były, które Anthony tak pieczołowicie stawiał i pilnował w imię dobrostanu przyjaźni wartej więcej niż ulotny romans na służbowym wyjeździe…
Czy jednak to właśnie wchodziło w grę? Czy może inna oferta została położona na stole? Przyjaciół, z pewnym profitem, z przyjemnością ucieczki od zewnętrznego świata w bezpiecznym środowisku kogoś na wskroś zaufanego i oddanego.
Nie.
Jonathan mówił o czymś innym. Mówił o uczuciach, co trwożyło krukońskie serce. Uczucia były niepewne, zbyt łatwo przejmujące kontrolę w tym ostatnim bezsennym okresie. Uczucia były chaotyczne. Uczucia zbyt łatwo pojawiały się i przemijały, zbyt szybkie, migotliwe by można było je nazwać właściwie i z pełnią powagi w tak ważkich sprawach.
Sytuacji z określeniem tego co się właściwie czuło nie poprawiało też absolutnie ich obecne ułożenie.
Bo Jonathan złapał go za twarz! Oczywiście jak zawsze zrobił to w chwili kiedy potrzebował żeby cała uwaga Anthony'ego była skupiona na nim! Zupełnie jakby wcześniej tak nie było! Zwykle jednak przyjaciel skupiał się na kontakcie wzrokowym, teraz ześlizgiwał się po jego rysach w całej okazałości Selwynowej bezczelności, a leżący, pochwycony w szerokie dłonie mężczyzna rzeczywiście nie mógł myśleć o niczym innym, jak o swoim rozmówcy.
A myśl ta pochłaniała go w sposób zupełny i absolutny.
I już rozchylił wargi, już złapał go za silne przedramiona i wespnął się cal czy dwa ku barkom by przybliżyć do siebie tego droczącego się z nim gryfońskiego idiotę. Chciał już tylko żeby w końcu Jonathan przestał mówić, z wielka nadzieją, że gdy ich usta w końcu się złączą to on sam w końcu przestanie myśleć a rozwiązania i nazwy dla ich sytuacji pojawią się później, pojawią z czasem. Już się do niego podciągał uwiedziony momentem chwili, zachwytem, ciekawością kolejnego zapomnianego marzenia, które tak nieoczekiwanie miało się stać jawą.
Już… tak blisko…
– Allo?! Śpią jeszcze panowie? Śniadanie czeka, kawa stygnie, wydaję jedzenie tylko do jedenastej! Wszystko dobrze panowie anglicy? – Gwałtowne pukanie do drzwi w połączeniu z na pół rozbawionym na pół zaniepokojonym głosem gospodyni drastycznie przerwało tę idyllę. Reakcja Anthony'ego dodała swoje do tego bukietu dźwięków, gdy instynktownie przerażony metaforycznym złapaniem na gorącym uczynku w zachowaniu tak nieakceptowalnym, odsunął się od Jonathana i wraz ze znaczącym chrupnieciem sprężyn dodał głuche uderzenie o podłogę, gdy na nią zleciał nienawykły do tak małych łóżek.
– Idę… idę do łazienki, powiedz jej, że zaraz będziemy – szepnął, a jego zaciśnięty strachem głos jasno wskazywał na to czemu sam nie odkrzyknął kobiecie. Zaraz potem w pośpiechu wycofał się do łazienki, by pierwsze pięć minut spędzić na jej podłodze z plecami opartymi o zamknięte drzwi i piekącą twarzą ukrytą w dłoniach.
Jakby znów miał 15 lat, a przecież poza wadliwym świstoklikiem nie spotkali żadnego złośliwego poltergeista!
Brudny sekret II