Stella była zagubiona. Widać było, że sama nie do końca wie, co o tym wszystkim myśleć, a przed siostrą jakoś tak nie bała się mówić na głos tego, co myślała. Różne poglądy przyszło jej słyszeć na ten temat, próbowała sama odnaleźć się w tym wszystkim.
- Zajmują nasze miejsca w hierarchii. - Wydawało jej się to dość oczywiste. - Niedługo w ogóle przejmą wszystko, my zostaniemy zepchnięci na boczny tor, nie bez powodu został stworzony skorowidz. My jesteśmy w tym świecie od lat, dlaczego ktoś nowy miałby zacząć nami rządzić? - Wydawało jej się, że to im się to wszystko należy, skoro od pokoleń siedzą w tym świecie. - Przecież nie atakują czystokrwistych bez powodu, jaki mieliby powód, aby mnie zaatakować siostro? - Stella nie należała do osób, które się szlajały tam, gdzie nie powinny. Przeciwnie - dużą wagę przywiązywała do tego, gdzie się pokazywała. Bywała głównie na salonach, które urozmaicała swoją obecnością.
- Znasz mnie przecież. Wiesz, że nie zadaję się z byle kim. Nie musisz się bać o to, że zostanę celem ataku. Trzymam się głównie z tymi, którzy mają czystą krew i nie jest to spowodowane nawet radykalnymi poglądami. Od dziecka nasi rodzice dbali o to, żebyśmy obracały się w odpowiednim towarzystwie, także ja nie zamierzam tego zmieniać. - Panna Avery zawsze czuła się trochę lepsza od całej reszty, urodziła się w odpowiedniej rodzinie, dbała o to, aby pokazywać się w miejscach odpowiednich oraz z osobami, które były w jej mniemaniu coś warte. Uważała, że siostra niepotrzebnie panikuje, nie czuła, że mogłaby jej się stać krzywda. - Jestem artystką, nie mieszam się w żaden konflikt i nie zamierzam tego zmieniać, a to, że w głównej mierze przebywam głównie z czystokriwstymi nie ma żadnego znaczenia. Nic mi się nie stanie, lepiej się martw innymi. - Nie czuła, żeby to właśnie o nią siostra musiała się w tej sytuacji specjalnie troszczyć. Stella nie wychodziła przed szereg, nie była jedną z osób, która mogłaby walczyć, zresztą nie chciałaby tego. Zamierzała żyć jak do tej pory, brylować na salonach, nic więcej nie oczekiwała od życia.