21.09.2025, 10:07 ✶
No i proszę, miodowa domina Mona obłaskawiona. Poskromienie złośnicy. Jakich cudów potrafi dokonać odrobina uległości.
Hannibal z zainteresowaniem śledził przemiany zachodzące w jego kuzynce (może mimo wszystko odziedziczyła w genach trochę selwynowego talentu scenicznego?), nie powiedział jednak niczego głośno. Kto wie, jakie jeszcze ludowe metody miała w zanadrzu.
Ostatnim gestem różdżki oczyścił wnętrze swojego kufra i posłał do niego ubrania, złożone w miarę starannie. Pora była się ewakuować. Gdzie? Nie wiedział, ale Icarus zdecydowanie wyglądał, jakby pragnął, żeby ta wizyta już się zakończyła.
Może prześpi się w The Globe. Miał tam przecież szezlong i koc.
Dopił swoją herbatę i zamknął wieko skrzyni.
- Czas na mnie - powiedział wstając - Mona, dziękuję za miód. Już czuję się lepiej.
Icarusie - zwrócił się do Prewetta z ledwie dostrzegalnym uśmiechem, gdy kobieta wyszła do kuchni - Nie broń się przed nią, nie warto. Znam ją od dziecka, jak się na coś uprze, to lepiej się jej poddać po dobroci!
A niewykluczone, że właśnie uparła się na ciebie, stary. Powodzenia.
Zaklęciem pomniejszył kufer do rozmiarów plecaka. Uścisnął rękę Prewetta, patrząc mu prosto w oczy, jakby ten przed chwilą nie był świadkiem… tego, czego był świadkiem. W drzwiach, w ciemnym przedpokoju, gdzie trudniej było podsłuchać, co mówił, przygarnął Monę do siebie i, ściskając ją na pożegnanie, mruknął jej do ucha:
- Wygląda na w porządku gościa, ale gdybyś potrzebowała jakiejkolwiek pomocy, nie wahaj się.
Niewypowiedziane “Należysz do nas. Martwię się o ciebie” działało w obie strony.
Hannibal uśmiechnął się do niej po raz ostatni, życzył im obojgu miłego wieczoru i wyszedł.
Hannibal z zainteresowaniem śledził przemiany zachodzące w jego kuzynce (może mimo wszystko odziedziczyła w genach trochę selwynowego talentu scenicznego?), nie powiedział jednak niczego głośno. Kto wie, jakie jeszcze ludowe metody miała w zanadrzu.
Ostatnim gestem różdżki oczyścił wnętrze swojego kufra i posłał do niego ubrania, złożone w miarę starannie. Pora była się ewakuować. Gdzie? Nie wiedział, ale Icarus zdecydowanie wyglądał, jakby pragnął, żeby ta wizyta już się zakończyła.
Może prześpi się w The Globe. Miał tam przecież szezlong i koc.
Dopił swoją herbatę i zamknął wieko skrzyni.
- Czas na mnie - powiedział wstając - Mona, dziękuję za miód. Już czuję się lepiej.
Icarusie - zwrócił się do Prewetta z ledwie dostrzegalnym uśmiechem, gdy kobieta wyszła do kuchni - Nie broń się przed nią, nie warto. Znam ją od dziecka, jak się na coś uprze, to lepiej się jej poddać po dobroci!
A niewykluczone, że właśnie uparła się na ciebie, stary. Powodzenia.
Zaklęciem pomniejszył kufer do rozmiarów plecaka. Uścisnął rękę Prewetta, patrząc mu prosto w oczy, jakby ten przed chwilą nie był świadkiem… tego, czego był świadkiem. W drzwiach, w ciemnym przedpokoju, gdzie trudniej było podsłuchać, co mówił, przygarnął Monę do siebie i, ściskając ją na pożegnanie, mruknął jej do ucha:
- Wygląda na w porządku gościa, ale gdybyś potrzebowała jakiejkolwiek pomocy, nie wahaj się.
Niewypowiedziane “Należysz do nas. Martwię się o ciebie” działało w obie strony.
Hannibal uśmiechnął się do niej po raz ostatni, życzył im obojgu miłego wieczoru i wyszedł.
Koniec sesji