• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
9 września 1972, deratyzacja

9 września 1972, deratyzacja
adwokat diabła
They will eat from the ground
beneath my throne
wiek
93
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
publicyska, prawniczka
Szczupła kobieta w podeszłym wieku, która swój wysoki wzrost (177 cm) podkreśla chętnie obcasami, nie pozwalając byle komu patrzeć na siebie z góry. Całą swoją prezencją zwraca uwagę: upinaną w wymyślne kształty fryzurą z siwych włosów, eleganckim i drogim strojem, ciężką biżuterią.

Philomena Mulciber
#3
21.09.2025, 16:43  ✶  
Alexander dozwalał, aby los układał mu karty. Ba, pożądał tego. Philomena wolała układać je sama i nie tyczy się to wyłącznie jej światowej klasy umiejętności gry w brydża. Gdyby Alexander przedstawił jej swój rozkład, zapytałaby, czy to rozkład wygrany, bo czy były jakieś sensy poza sukcesem i porażką? Subtelności energii i ukryte podteksty — zbędne zawracanie głowy. Wyniki, proszę przedłożyć wyniki. Preferowalnie w formie zwięzłego raportu.
Powiedz zatem, Alexandrze, czy te karty ci wystarczą, aby odeprzeć Śmierć?
Philomena wyjęłaby Śmierć z jego talii i kazała mu liczyć. Przemawiały do niej twarde cyfry i te układy liter, które można było odszukać w słowniku, nie kolorowe zagadkowe ryciny. A oto czwórka ojcowskiego Cesarza, tę czwórkę odziedziczył po jej synu. Ósemka Denarów? Spojrzałaby na tego zapracowanego chłopca z karty surowym okiem — ósemki widać Alexander dorobił się sam. Zatem cztery części od ojca, osiem części własnych — dwanaście. Śmierć galopująca na siwym koniku przez ród Mulciber niosła trzynaście.
Trzecia karta — mały wstrętny kuglarz z jedynką — tak go wystroiła jego przeklęta matka z fetyszem śmierci. Trzynaście-trzynaście. Remis z Kostuchą o tę jedną część, drobny ułamek. Tak Selina nauczyła go okpiwać wszystkich włącznie z losem.
Mulciberowie przegrywali jeden po drugim, aż ostał się przy stole tylko ten cygański chytrus, który wciąż kantował Śmierć. Nie było wątpliwości, że to romską wiedźmę należało obwinić za wpojenie mu diabelskiego wachlarza sztuczek. Oto arkana jej schedy, dziedzictwo matki — oszustwo, krętactwo, birbanctwo, różnorakie wybiegi trzeciego oka. Teraz Philomena musiała przed samą sobą przełknąć dumę i przyznać, że nie było to wyłącznie źródło rozpasania i zepsucia, skoro ten raz zdało się na coś. Gdy po Spalonej Nocy trafił bowiem na jej biurko list od Alexandra, poczuła — obok złości za jego lekkomyślne decyzje — ulgę.
Alexander wciąż utrzymywał się na powierzchni, pogrywał sobie z losem, pogrywał ze Śmiercią.
Nie będzie jednakże pogrywał z nią.
Starucha odchrząknęła, aby oczyścić niemal nieużywane tego dnia gardło, co niemalże się jej nie zdarzało.
— Radzę zachować uwagi w tym tonie na stosowniejsze okliczości, Alexandrze. Nie jestem twoją koleżanką. — Mimo stopniowo ustępującej chrypki, słowa od samego początku były ostre. Mulciberowa chwyciła odzywkę o perfumach, zgniotła ją bezlitośnie i nie próbowała nawet podejmować podsuniętej jej gry w subtelności zaowalowanych przytyków.
Philomena była mistrzynią tych kąśliwych dwuznaczności poprzebieranych w niewinne uwagi. Posługiwała się jadem owiniętym w kurtuazję z płynnością godną języka ojczystego. To była zabawka, salonowe gierki, którym oddawać się można było na zewnątrz przy publice — jej własny dom nie był jednak teatrem. Nie było wielu osób, przed którymi w pełni porzucała występowanie, niemal zawsze była w jakimś stopniu pozą i figurą. Po Donaldzie Alexander odziedziczył wraz z sygnetem jej zupełną szczerość. Niezależnie od tego, ile wyrazów niezadowolenia musiał przyjąć i jak surowe było oko taksujące go od stóp do głów zza cienkich szkieł babcinych okularów — Philomena nie siliła się przy nim na wystawianie fałszów. Była bezpośrednia i prawdziwa. Nie znaczyło to jednakże, że nie zamierzała go manipulować. Oszczędzała mu po prawdzie propagandowej paszy do wykarmienia pospólstwa, lecz tylko dlatego, że przeznaczyła mu dalece bardziej wyrafinowane danie. Zamierzała utuczyć go z własnego talerza tą samą trucizną, którą uzasadniała własne ruchy i decyzje. dzieliła się z nim w pełni swoim delulu, jak mógłby powiedzieć wieszcz XXI wieku
Oceniała go, gdy zbliżał się do biurka. Szukała śladów terroryzmu — sama nie wiedziała, czy bardziej tych świadczących o tym, że stała mu się krzywda, czy tych mogących obciążać go za krzywdy wyrządzone przez niego. Nie był nigdy tak uporządkowany i schematyczny jak Donald. Śmierciożercy mogli nosić się w pozaklinanych anonimowych kostiumach, lecz te kostiumy wciąż niosły Alexandra Mulcibera, a ów z łatwością mógł zgubić coś w marszu przez pożogę — przedmiot, słowo, wzór. Funkcjonariusze Ministerstwa nie należeli do umysłów szybujących wysoko, ale i ślepa kura trafia od czasu do czasu na ziarno.
— Gdzie był w ostatnich godzinach Alexander Mulciber? — padło oschłe, zwięzłe pytanie. Była niemal pewna, że dysponował na tyle przytomnym umysłem, aby spreparować uprzednio historyjkę, lecz nie miała doń na tyle zaufania, aby ślepo uwierzyć, że była to historyjka staranna.
Babka poprawiła okulary, nagradzając Alexandra na koniec niedyskretnej wizualnej inspekcji przyzwalającym skinieniem głową. Przy całej jego nieprzewidywalności, nie mogła zarzucić mu nigdy tego, że Alexander nie był schludny. Wprost przeciwnie: był tak schludny, że nie znając faktów, nie dojrzałaby w nim brudnej cygańskiej krwi. Potrafił być tak czysty i tak czarować uśmiechem na przystojnej twarzy Anglika odziedziczonej po Duncanie, że prawie możliwym stawało się zapomnieć o tym, że jego matkę płodziła dwójka plugawych cyganów w starym wozie nasiąkniętym smrodem zapuszczonej kobyły i duszącego kadzidła. Alexander mógł szorować skórę dłoni do krwi, lecz nosił w sobie generacyjną, nieusuwalną skazę. Philomena nie lubiła, gdy się śmiał, bo zawsze pod tym śmiechem brzęczał nieznośnie kicz pozłacanej cygańskiej biżuterii. Tylko czekała pierwszych zmarszczek na jego twarzy, w których niechybnie osiądzie nawarstwiony kurz całych wieków żmudnych tułaczek po nieprzychylnych jego plemieniu ziemiach i syf, który znosiły do cygańskich obozów żebrzące po miastach dzieci.
Donald nie śmierdział aż tak Seliną Ayres.
Gdy Alexander stroił przed babką na przemian twarze umęczonego psa i wszechwidzącego proroka o nigdy niezamykającym się oku, starucha znosiła jego chłopięce humorki z cierpliwą obojętnością. Dopóki mężczyzna nie skończył mówić.
Philomena Mulciber utworzyła wcześniej agendę tego spotkania, więc miała skonkretyzowane punkty, w jakich będą je realizować. Zaplanowała płynne przejścia między tematami uwzględniające to, jakich odpowiedzi oczekiwała po swoim krnąbrnym ladaco. Ustaliła hierarchię ważności omawianych kwestii. Alexander tymczasem przyszedł i już w pierwszych słowach wyrwał agendę z jej szponów, potrząsnął nią jak grymaśne, niecierpliwe dziecko, po czym przewrócił wszystko do góry nogami, zaczynając od tego, co ona zostawiła na koniec.
Powieka Philomeny niebezpiecznie drgnęła, a dłonie złożone do tej pory swobodnie na biurku zniknęły pod blatem.
— Jeśli wróżby są tak rozmowne, być może nie ma potrzeby, abyś rozmawiał i ze mną. Po cóż, powiedz mi, Alexandrze, mamy marnować czas nas obojga, skoro ty we własnym zakresie tak doskonale wywiedziałeś się, co mam ci do przekazania. — W ustach innej osoby być może było to wyzwanie, lecz nie w poruszających się gniewnie wargach Philomeny Mulciber. Nie było w tym nic prócz kpiny i nagany mającej przywołać go do porządku. Wracaj tam, gdzie wyznaczyłam ci miejsce, dziecko, i nie próbuj tego ponownie.


głosujcie na mnie, bo nie macie innego wyjścia
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (2516), Philomena Mulciber (1455)




Wiadomości w tym wątku
9 września 1972, deratyzacja - przez Philomena Mulciber - 23.07.2025, 21:01
RE: 9 września 1972, deratyzacja - przez Alexander Mulciber - 30.07.2025, 18:58
RE: 9 września 1972, deratyzacja - przez Philomena Mulciber - 21.09.2025, 16:43
RE: 9 września 1972, deratyzacja - przez Alexander Mulciber - 21.09.2025, 21:48

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa