21.09.2025, 16:49 ✶
Ostatnimi czasy rodzinne strony nie kojarzyły się Erikowi zbyt dobrze. Ilekroć zerkał na budynek Warowni nie był w stanie wyrzucić z głowy wspomnień ze Spalonej Nocy. Z triumfalnego jakby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać powrotu z Londynu. Całą noc spędzili na ratowaniu stolicy toteż chyba należała im się chwila oddechu w rodowej posiadłości? Chyba nic nie byłoby w stanie przygotować ich na tamtej widok. Żadna wizja, żaden list, żadna wiadomość wysłana przy pomocy zaklętego patronusa pośród tego całego chaosu.
A teraz? Teraz było... Minimalnie lepiej. Postępujące prace remontowe dawały nadzieje na to, że pożar nie pogrzebał ich do końca i faktycznie uda im się podnieść z przysłowiowych kolan. Bo akurat tego, że się potknęli i wylądowali na ziemi, to był pewien. Bądź co bądź, była to jedna z głównych trosk, jakie mu towarzyszyły podczas niedawnej wizyty w teatrze Selwynów. Kiedy nie wiedział, czego właściwie powinien się spodziewać po innych czarodziejach i czarownic, wysokich rodach czy nawet prasie. Każdy mógł wykorzystać tę okazję, by im jakoś dopiec.
— Dobrze, że teraz jesteśmy tylko w otoczeniu bliskich — skomentował pod nosem, zbliżając się samotnie do rozstawionego nieopodal sadu namiotu.
Skinął wszystkim głową na powitaniu, zatrzymując na dłużej spojrzenie na siostrze i matce. Mimowolnie wrócił myślami do wiosennego balu, który zdecydowanie był jednym z największych przedsięwzięć Longbottomów. Może ta kolacja nie miała tego samego celu co bar charytatywny, ale też na swój sposób pokazywał jedność i chęć rodziny do wdrożenia w życia nowych planów względem ich najbliższej przyszłości. Erik chrząknął cicho, poprawiając poły pomarańczowej kurtki, którą zarzucił sobie wcześniej na ramiona.
— Widzę, że pogoda nam dzisiaj wyjątkowo dopisuje — zwrócił uwagę, wycofując się na moment spod namiotu, co by spojrzeć w niebo.
!Strach przed imieniem
A teraz? Teraz było... Minimalnie lepiej. Postępujące prace remontowe dawały nadzieje na to, że pożar nie pogrzebał ich do końca i faktycznie uda im się podnieść z przysłowiowych kolan. Bo akurat tego, że się potknęli i wylądowali na ziemi, to był pewien. Bądź co bądź, była to jedna z głównych trosk, jakie mu towarzyszyły podczas niedawnej wizyty w teatrze Selwynów. Kiedy nie wiedział, czego właściwie powinien się spodziewać po innych czarodziejach i czarownic, wysokich rodach czy nawet prasie. Każdy mógł wykorzystać tę okazję, by im jakoś dopiec.
— Dobrze, że teraz jesteśmy tylko w otoczeniu bliskich — skomentował pod nosem, zbliżając się samotnie do rozstawionego nieopodal sadu namiotu.
Skinął wszystkim głową na powitaniu, zatrzymując na dłużej spojrzenie na siostrze i matce. Mimowolnie wrócił myślami do wiosennego balu, który zdecydowanie był jednym z największych przedsięwzięć Longbottomów. Może ta kolacja nie miała tego samego celu co bar charytatywny, ale też na swój sposób pokazywał jedność i chęć rodziny do wdrożenia w życia nowych planów względem ich najbliższej przyszłości. Erik chrząknął cicho, poprawiając poły pomarańczowej kurtki, którą zarzucił sobie wcześniej na ramiona.
— Widzę, że pogoda nam dzisiaj wyjątkowo dopisuje — zwrócił uwagę, wycofując się na moment spod namiotu, co by spojrzeć w niebo.
!Strach przed imieniem
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞