21.09.2025, 21:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.02.2026, 19:37 przez Alexander Mulciber.)
Na jasnowidzenie (percepcja), czy objawiono mu agendę Philomeny.
Rzut PO 1d100 - 14
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Philomena widziała, jak czujne, przenikliwe oczy wnuka przesuwają się po jej twarzy, jak lustrują wnętrze jej gabinetu. Wiedział, że jego ściany były wyciszone. Wszystkie okna były zamknięte, do drzwi nikt nie odważyłby się zapukać... Alexander trwał w podobnym bezruchu, tylko jego oczy wciąż patrzyły, chociaż nie mogły dojrzeć tego, na czym najbardziej zależało jasnowidzowi. "Po cóż, powiedz mi, Alexandrze, mamy marnować czas nas obojga, skoro ty we własnym zakresie tak doskonale wywiedziałeś się, co mam ci do przekazania?" Westchnął ciężko, odbijając się od osłony, jaką roztoczyła wokół swego umysłu Philomena.
Niechże więc będzie po jej myśli. Widać ukorzyć się należało przed absolutem władzy Cesarza, który wypadł z jego talii jako pierwszy.
"Gdzie był w ostatnich godzinach Alexander Mulciber?"
– Myślałem nad tym – odpowiedział cicho. – Próbowałem dobierać słowa, choć nigdy nie byłem w tym dobry. Wolę półprawdy od kłamstw, bo przynajmniej gładko spływają z języka... "Alexander Mulciber całą noc spędził u boku żony". Żony, która wie, że mężowi należy być posłuszną. Wie, że należałoby więc potwierdzić jego wersję wydarzeń. – Wszystko to wypowiedział wypranym z emocji tonem, w którym brakowało choćby sugestii bliskości w stosunku do Loretty. Nie wątpił, że babkę doszły już plotki o jego ożenku, dotąd jednak nie dbał o to, żeby je potwierdzić. – Zwłaszcza, że sama jest Śmierciożerczynią, podobnie jak jej brat bliźniak. Gdyby ktoś zakwestionował jej zeznania, zakwestionowałby honor Loretty, a kto walczył o jej honor, jeżeli nie Louvain? Może jeszcze wciągnąłby w to Rodolphusa, którzy też jest Śmierciożercą. Lestrange dbają o swoich. Nie pozwoliliby się pogrążyć... Nie, gdy wiem o nich tak dużo. A przydałoby się, żeby ktoś z nazwiskiem innym niż Mulciber potwierdził moje alibi, czyż nie? – Kalkulacja Alexandra była absolutnie beznamiętną, gdy rozważał na głos za i przeciw. Analizował w swoje położenie w sposób niemal kliniczny, wyliczając imiona i nazwiska precyzyjnie, jak gdyby nie chciał, żeby jakiekolwiek umknęło uwadze Philomeny. – Ale znów, żeby pokładać ufność w tej kobiecie... Trzeba byłoby być chyba niespełnym rozumu. Zwłaszcza, że nie mamy żadnego legalnie wiążącego aktu legitymizującego to małżeństwo. Przyjemność z pogrążenia z sobą jej rodziny jest więc kuszącą, ale nie na tyle, żeby niepotrzebnie ryzykować. Nie rozważam więc tej odpowiedzi na poważnie, chociaż może być wartą odnotowania. Zatem może... "Alexander Mulciber spędził noc w swoim gabinecie w Mulciber Manor". Brzmi realistycznie, biorąc pod uwagę, że rzeczywiście spędziłem tam większą część dnia po zejściu z nocnego dyżuru. A jednak takie zeznanie może prowokować niewygodne pytania. Mogłem się przecież stamtąd teleportować. – Alexander wzruszył lekko ramionami. – Poza moją matką nikt nie ma tam wstępu, nawet służba. Nie lubię, kiedy mi się przeszkadza w pracy. Nie mam więc żadnego świadka. Chyba że... – Oczy skupione miał teraz na twarzy Philomeny, ażeby móc uważnie obserwować jej reakcję. – Chyba że powiedziałbym, że do gabinetu zajrzał ktoś, kto również spędził noc w posiadłości. Ktoś, z kim można porozmawiać, chociaż nie zna się na wróżbach, tylko na prawie. A że pochylałem się akurat nad reportami sprzedaży z ostatniego spotkania zarządu, pomyślałem... – Alexander urwał nagle, odcinając babkę od strumienia swych myśli. Nie dokończył zdania, ale odsłonił karty.
Nie przeprosił, ale podporządkował się babce, pokazując, w jaki sposób gra. W jaki sposób myśli. A może raczej... W jaki sposób podporządkowuje myśleniu wszystko to, co mogłoby zostać nazwane uczuciem. Choć żeby dojść do tego ostatniego wniosku, Alexander musiałby pozwolić sobie na dokładniejszą introspekcję. A to zdecydowanie nie leżało w zakresie jego możliwości. Na pewno nie zdobyłby się na to teraz, gdy był tak zmęczony, że nie był nawet w stanie przeniknąć intencji babki. Philomena była wytrawnym graczem. O potencjalnym alibi Alexander mówił więc w kategoriach hipotez, a nie jak o gotowych wersjach wydarzeń. Mówił o nich tak, jak o prawdopodobieństwie rozdań w pokerze, gdy należało starannie rozważyć strategię, bo nie dostało się zbyt silnej ręki. Nie chciał przekonywać babki do jednej narracji, lecz zademonstrować, że ma ich do dyspozycji cały wachlarz. Odsłonił karty. A jednak nawet w takiej chwili śmiał być aroganckim, choć trudno powiedzieć, na ile świadomie. Czy naprawdę myślał, że z kasynem dało się wygrać?
Cóż, najpierw musiałby grać przeciwko babce, a nigdy nie było to jego celem. Nie dostała od niego improwizacji, ani nerwowego tłumaczenia się, nie dostała blefów ani wybiegów, chociaż frustrowało go, tak szalenie frustrowało go, że nie jest w stanie przeniknąć jej intencji. Być może przed tym właśnie próbował przestrzec go Mag. W swym odwróconym aspekcie obnażał bowiem niepewność Alexandra. Obnażał jego wieczny strach, że nie jest twórcą, lecz manipulatorem. Bo przecież odwrócony Mag nie stwarzał, lecz przestawiał jedynie stworzone już elementy, tak, żeby pasowały do jego narracji. Philomena dostała więc od Alexandra tak prawdę, jak i jego narrację prawdy. Starannie przeprowadzony proces rozumowania, który ujawniał nie tylko jego intelektualną dyscyplinę, ale też głęboko zakorzeniony lęk przed chaosem. Chaosem uczuć, nieprzewidywalnością ludzi oraz kapryśnością magii... Jak gdyby sam Alexander nie bywał tego chaosu inkarnacją. Znów zapadła między nimi cisza. Gdy wreszcie przemówił, jego gardło było zaciśnięte.
– Po prostu nie chcę, żeby przesłuchiwali mamę, jeżeli to wszystko się posypie.
Chłodna, kliniczna niemal analiza sytuacji, jaką przeprowadził, boleśnie kontrastowała z kruchością stwierdzenia, jakie padło właśnie z jego ust. To właśnie była prawda. Prawda wyrażona w sposób absolutnie niestrategiczny, nieużyteczny... A przez to kompletnie obnażający, dokładnie tak, jak życzyła sobie Philomena. Cała ta misterna architektura alibi, nazwisk, lojalności i rodzinnych zależności, była w istocie próbą ochrony tego jednego punktu w życiu Alexandra, którego nie potrafił, ani też nie chciał poddać analizie. Selina Mulciber nie była dla niego kolejną figurą w układzie sił, lecz swoistym centrum emocjonalnej grawitacji, wokół którego orbitowały wszystkie jego decyzje. Dla innych byłaby niewiarygodnym świadkiem. Szaloną kobietą, która posługiwała się zrozumiałym wyłącznie dla niej językiem symboli i wróżb, dawno już rezygnując z przynależności do świata materialnego. Alexander nie chciał, żeby zeznawała nie dlatego, że bał się konsekwencji. Nie chciał, żeby zeznawała, ponieważ... Ponieważ była jego matką. A w tym dziwnym stanie, w jaki wpadł po wizycie w Kromlechu – w stanie między odrętwieniem a desperacją, który przypominał mu nieco świadomy sen – to właśnie matkę poszedł prosić o odpowiedzi, o których wiedział, że nigdy nie nadejdą. "Powiedziałabyś mi wcześniej, gdybyś zobaczyła coś w płomieniach?", pisał do matki Alexander, nie potrafiąc powstrzymać drżenia dłoni. "Powiedziałabyś mi, prawda, mamo? Nieważne, jak bardzo byłoby to złe?", pytał jak dziecko, chociaż jako dziecko nigdy nie poważyłby się jej o coś takiego zapytać. Jego matka wróżyła z płomieni, ale on za tym nie przepadał. Zbyt zwodniczą była ich natura, zbyt niestabilna, podobnie jak i wróżby, które można było z nich wyczytać. Włożył kiedyś dłoń w palenisko, próbując schwycić wizję, którą objawiły mu płomienie. Oparzył się. A jednak próbował dalej, nigdy nie prosząc matki o pomoc w odczytaniu wróżb. Nie prosząc nawet o maść na poparzone palce. Nie skarżąc się, jak zwykły skarżyć się dzieci. Alexander zawsze był dziwnym dzieckiem, z oczami, które widziały więcej, wiedziały więcej. Zawsze wiedział, że zostanie jasnowidzem. Bycie jasnowidzem równało się w końcu byciu synem Seliny Mulciber. Ale gdy po Spalonej Nocy, po spotkaniu ze straszliwym Mistrzem przyszedł, aby ucałować z szacunkiem jej dłonie, przez chwilę nie był jasnowidzem. Był po prostu jej synem.
"Powiedziałabyś mi wcześniej, gdybyś zobaczyła coś w płomieniach?", pytał więc, nie jako jasnowidz, strzegący praw czasu, ale jako syn, egzekwujący prawo synowskiej miłości. Kto mógł wiedzieć lepiej niż matka. Jeżeli Selina znałaby przyszłość, czy powiedziałaby mu wcześniej, jak się skończy jego życie? Czy powiedziałaby mu, aby mógł podjąć inny wybór? Czy jego wybór coś by zmienił? Czy zdołałby temu wszystkiemu zapobiec? Czy inaczej przeżyłby swoje życie?
Być może matka nie odpowiedziała mu na te pytania właśnie dlatego, że była jego matką.
Nie żywił wobec niej urazy. Przecież wiedział lepiej, że nie powinien pytać. Było już za późno, żeby cokolwiek zmienić. Włożył dłoń w płomienie, ale tym razem to nie jego sparzył ogień. To on kierował żywiołem. On palił, on wróżył... On wpuścił do swojej głowy Voldemorta. On był winien wszystkiemu, co się wydarzyło, i nie był już nawet w stanie czuć żalu, bo żal wymagałby uznania, że mógł postąpić inaczej. A jeżeli Alexander w coś wierzył, to w to, że nie mógł postąpić inaczej.
Zwrócił wzrok z powrotem na Philomenę, nie wiedząc, czego się spodziewać. Czuł się tak zmęczonym, że nie miał nawet żadnych oczekiwań wobec przebiegu tej rozmowy. Być może w ten sposób zdoła odwrócić swojego Maga... A może utwierdzi tylko w swym panowaniu Cesarza.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat