22.09.2025, 09:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.09.2025, 09:53 przez Keyleth Nico Yako.)
Adrenalina szumiała jej w uszach, no nie mogła po prostu nie mogła ani go stracić, ani tego miejsca pełnego świecących rzeczy i srebrzystych tafli. Przecież pomagała! Przecież się starała! Przecież była miła!
Jego strach się jej udzielił, tak współczulnie neuronami, które nakazują dwóm kurczakom leżeć plackiem i udawać trupa, nawet jeśli nie ma zagrożenia. Ale jeśli choćby jeden się nie podniesie, drugi jak kłoda (mała żółta kłódka) leży i ani myśli się podnieść. Trochę sytuacja bez wyjścia.
Więc jego strach udzielił się i jej, mógł zobaczyć to w jej oczach, że jeśli ktokolwiek tą osobę uznałby za zastraszającą... no dobrze, mocno przekraczała sferę osobistą, nie była tym kim powinna być i mówiła coś bardzo szybko i nieskładnie, ale...
A potem Eliasowi urosły włosy i Key w niemym zachwycie zapomniała jak się oddycha. Obserwowała tę przemianę łapczywie, z niedowierzaniem i rosnącą ekscytacją (albo po prostu wzięła strach który już w niej był i przebrała go z sukienki "o bogowie i duchy pustyni co teraz?!" w "o bogowie i duchy pustyni co teraz!!"). Zaciśnięte pięści rozluźniły się do dłoni swobodnie położonych na barkach, a potrzeba rotacji, potrzeba zmiany, potrzeba rozmowy inaczej niż słowami (które bardzo ją zawodziły) wypełniała ją po czubek głowy.
Niesforne kędziory skróciły się, wzrost za bardzo nie zmienił, choć jej budowa i owszem.
Panie Elias Bletchley kiedy się pan ostatnio przeglądał w lustrze
Nie była to jednak do końca ta sama zmęczona, wymizerniała spaloną nocą twarz, blada i przepracowana. Oczy tego Eliasa lśniły czystą, niepohamowaną fascynacją.
– Jesteś taka sama jak ja...! – wyszeptał nie odsuwając się ani o jotę, nie przejmując się bynajmniej tym, że ktokolwiek z pracowników mógłby tu wejść i nakryć ich w bardzo... dwuznacznej sytuacji. Nie to, że Keyleth by się nie przejmowała, w końcu nie chciała by jej nowy przyjaciel, tak wyjątkowy przyjaciel miał jakiekolwiek problemy. Po prostu nie była zbyt dobra w myślenie. Zwłaszcza o rzeczach, które były do myślenia najbardziej hehe palące. – Co za precyzja... zauważyłaś nawet pieprzyk który mam koło ucha, jak uroczo – ześlizgiwał się wzrokiem po własnej twarzy, przygryzając dolną wargę, by och nie mówić przypadkiem za głośno. Stracił już zupełnie zainteresowanie szkłem. Teraz co innego pobudzało mu wyobraźnię.
Jego strach się jej udzielił, tak współczulnie neuronami, które nakazują dwóm kurczakom leżeć plackiem i udawać trupa, nawet jeśli nie ma zagrożenia. Ale jeśli choćby jeden się nie podniesie, drugi jak kłoda (mała żółta kłódka) leży i ani myśli się podnieść. Trochę sytuacja bez wyjścia.
Więc jego strach udzielił się i jej, mógł zobaczyć to w jej oczach, że jeśli ktokolwiek tą osobę uznałby za zastraszającą... no dobrze, mocno przekraczała sferę osobistą, nie była tym kim powinna być i mówiła coś bardzo szybko i nieskładnie, ale...
A potem Eliasowi urosły włosy i Key w niemym zachwycie zapomniała jak się oddycha. Obserwowała tę przemianę łapczywie, z niedowierzaniem i rosnącą ekscytacją (albo po prostu wzięła strach który już w niej był i przebrała go z sukienki "o bogowie i duchy pustyni co teraz?!" w "o bogowie i duchy pustyni co teraz!!"). Zaciśnięte pięści rozluźniły się do dłoni swobodnie położonych na barkach, a potrzeba rotacji, potrzeba zmiany, potrzeba rozmowy inaczej niż słowami (które bardzo ją zawodziły) wypełniała ją po czubek głowy.
Transmutacja ◉◉◉○○, Metamorfomagia na przemianę w takiego jednego typa
Rzut Z 1d100 - 90
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 38
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Niesforne kędziory skróciły się, wzrost za bardzo nie zmienił, choć jej budowa i owszem.
Panie Elias Bletchley kiedy się pan ostatnio przeglądał w lustrze
Nie była to jednak do końca ta sama zmęczona, wymizerniała spaloną nocą twarz, blada i przepracowana. Oczy tego Eliasa lśniły czystą, niepohamowaną fascynacją.
– Jesteś taka sama jak ja...! – wyszeptał nie odsuwając się ani o jotę, nie przejmując się bynajmniej tym, że ktokolwiek z pracowników mógłby tu wejść i nakryć ich w bardzo... dwuznacznej sytuacji. Nie to, że Keyleth by się nie przejmowała, w końcu nie chciała by jej nowy przyjaciel, tak wyjątkowy przyjaciel miał jakiekolwiek problemy. Po prostu nie była zbyt dobra w myślenie. Zwłaszcza o rzeczach, które były do myślenia najbardziej hehe palące. – Co za precyzja... zauważyłaś nawet pieprzyk który mam koło ucha, jak uroczo – ześlizgiwał się wzrokiem po własnej twarzy, przygryzając dolną wargę, by och nie mówić przypadkiem za głośno. Stracił już zupełnie zainteresowanie szkłem. Teraz co innego pobudzało mu wyobraźnię.