Heath czasami, wbrew pozorom miała jakieś ludzkie odruchy. Tak się zdarzyło i dzisiaj, kiedy powstrzymała się od wbicie łokcia w żebro przyjaciela. Oczywiście powstrzymała się tylko dlatego, że zobaczyła znajomą twarz, ktoś obcy nie mógłby liczyć na jej dobre serce. Zrobiło jej się jakoś tak raźniej, kiedy go zobaczyła. Zawsze to lepiej być razem w czarnej dupie i zamieszkach niż z zupełnie obcymi ludźmi. Nie, żeby życzyła Charliemu źle - broń Merlinie, tyle, że mając go obok wiedziała, że wyjdą z tego cało, razem.
- Nie wiem, co się dzieje, chyba jedna pięta nie byłaby wystarczającym powodem... - W końcu tłum napierał coraz mocniej, ludzi zaczynali się przepychać, jeszcze moment i będą się taranować. - Musimy się stąd wydostać Charlie. - Wiedziała, że nie mogą zostać tu zbyt długo, bowiem tłum prędzej, czy później ich pochłonie.
- Czyli znaleźli się tacy, którym się to nie podoba. - Teraz wszystko zaczęło się jej wyjaśniać. Nie ma się więc co dziwić, że ludzie zaczęli panikować, kto wie, co będą chcieli zrobić uczestnicy kontrmarszu, a niby miała być to pokojowa demonstracja. Może jednak warto było raz zostać w domu, siedzieć na dupie, że też zawsze musiała się znaleźć w nieodpowiednim miejscu i czasie.
Rookwood złapał ją, kiedy coś za nimi wybuchło. Na całe szczęście nie zostali rozdzieleni, musieli się trzymać blisko siebie inaczej zostaną rozdzieleni, a tego zdecydowanie by nie chciała. Złapała się mocno przyjaciela, nie miała zamiaru pozwolić mu zostać porwanym przez tłum bez niej. Musieli wyjść stąd razem. - Nie ma co pomagać, wszyscy są tak nabuzowani, że zaraz sami zaczną deptać po sobie, musimy stąd spierdalać, żeby nas nikt nie zdeptał.- Wydaje się, że byli co do tego jednogłośni. Muszą jakoś na spokojnie oprzeć się tłumowi, wyjść z tej rzeki ludzi i zniknąć w jednej z alejek. Nie wydawało się to specjalnie skomplikowane, jednak napierający tłum mógł skutecznie utrudniać wydostanie się z niego.
- Ja pierdole, nikt na nikogo nie patrzy. - Skomentowała jeszcze moment, w którym prawie wylądowali razem na bruku. - Kilkaset metrów, nie przeszłam zbyt dużo, musimy się cofnąć, wtedy dotrzemy do sklepu, chociaż nie wiem, czy z tyłu nie jest niebezpiecznie.- W końcu stamtąd dochodziły wybuchy. Heather również wyciągnęła różdżkę - była gotowa się bronić, gdyby pojawił się na ich drodze ktoś, kto zechciałby ich skrzywdzić.