• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu Podziemne Ścieżki v
1 2 Dalej »
[31 VIII 1972, Głębina] Coś się kończy, coś zaczyna... | Stanley & Richard

[31 VIII 1972, Głębina] Coś się kończy, coś zaczyna... | Stanley & Richard
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#8
23.09.2025, 01:24  ✶  

"Tendencje, do podejmowania ryzyka…" Słysząc te słowa, Richard aż widział w tym także siebie. Również podejmował ryzyko. Zbyt wiele ich miał w swoim życiu, którym także ryzykował. Sprawa ze skrzatem była widocznie testem dla ich obojga, przed którym postawił ich Robert. Być może też chciał ich czegoś nauczyć, uświadomić? Albo mieli dostrzec coś innego.

Słysząc w głosie zdziwienie bratanka na informacje odnoście sytuacji Sophie, spojrzał na niego bez żadnego zaskoczenia, że może czegoś nie wiedzieć.

- Wysłałem do niej naszą skrzatkę, aby jej towarzyszyła i pomagała. Scarlett obiecała ją odwiedzać. Więc nie jest tak dosłownie sama. Mógłbym to robić osobiście… Ale sam wiesz…
Odpowiedział na pytania, przy ostatnim, mając to porozumiewawcze spojrzenie, wierząc, że Stanley ten problem zrozumie. Bycie bliźniakiem, miało swoje ogromne zalety, ale za życia. Po śmierci jednego, nie jest łatwo pokazywać się tym, którzy mieli drugiego za rodzica. I prawda. Sophie, widząc Richarda, może widzieć w nim także swojego ojca. Zdecydowanie potrzebuje ona czas, aby się z tym oswoić. Richard, w takiej sytuacji nie zamierzał jej zostawić, ale na razie musi liczyć na swoje dzieci, że jej w tym pomogą. Relacje na szczęście to kuzynostwo miało ze sobą bardzo dobre.
- Zgodnie z tradycją rodzinną mojej matki, posiadłość w Szkocji dziedziczą kobiety. U nas miały do tego prawo moje siostry, ewentualnie nasze żony. Jako że moje siostry wyjechały, ja z Robertem zostaliśmy wdowcami, więc spadkobierczynią została Sophie. W Testamencie Robert potwierdził, że Sophie dostaje tę posiadłość. Kamienica w Londynie ma zostać jej przepisana dopiero, jak wyjdzie za mąż. Do tego czasu, ja sprawuję nad tym pieczę.
Wyjaśnił Stanleyowi drugą część zasad w ich rodzinie, najprościej jak potrafił. Ogólnikowo, nie wdając się w zbędne szczegóły. Uznał, że i te informacje Borgin powinien znać, jako członek rodziny.
- Jeżeli chcesz, mogę Ci zostawić adres.
Dodał po chwili rozważenia, czy to dobry pomysł, aby to "rodzeństwo" mogło się znów spotykać. W końcu Robert chciał, aby Sophie poznała swojego brata. To właśnie też, było jego ostatnią wolą.

Sophie i Charles mieli podobny do siebie charakter. Oboje próbowali na różne sposoby pokazać swoim ojcom, jak bardzo chcą być dostrzegani. Zauważeni. Nawet kosztem reputacji. Nie zważając na to, co powiedzą inni. Jakby sami testowali ich cierpliwość, nie patrząc na konsekwencje swoich czynów. I tutaj, Richard jedynie pokiwał głową, że wie, że jakby rozumie. Nie mówiąc słów. Kończąc palenie papierosa, którego zgasił w popielniczce.

- Będę z nimi rozmawiać. Nie ukrywam, że wolałbym ich zabrać ze sobą. Do niczego ich jednak nie zmuszę.
Jeżeli zdecydują się zostać w Londynie, ich decyzja. Uszanuje to. Niby mógł wierzyć, że nie jest sam, to jednak to odczuwał, mieszkając w tej kamienicy ze skrzatami. Próbował zrozumieć, jak czuł się jego brat, sam w tym miejscu. Ta cisza, była koszmarna w porównaniu do hałasu, jaki miewał często u siebie w domu z gromadką dzieci.

W końcu Richard przeszedł do tematu Harper, który był również ważny, do zadecydowania o tym, co zrobić dalej. W takiej sytuacji, Richard nie miał siły nad tym myśleć i działać. Kiedy jego pragnieniem było pozbycie się osoby, która zniszczyła życie jego brata. Może nawet i dwóch osób.

Słuchał uważnie Stanleya, podążając wzrokiem za jego, w stronę przedramienia. Po czym znów na bratanka, słuchając go do końca. Zrozumiał, że chodzi o mroczny znak. Zmarszczył brwi przy wspomnieniu o jego chłopcach. Wiedział a nawet i widział, jak Robert się z tym zmagał. Jak oddany był Riddleyowi. Jak to się potem skończyło.

- Widziałem jak Robert to znosił. Szczególnie po ostatnim…
I tutaj, potarł swój kark, jakby wciąż czuł to dziwne uczucie ukłucia, oparzenia? Odruchowo, ale dając do zrozumienia, że chodziło mu o klątwę. Która mogła mu również odebrać brata. Wtedy swoją nienawiść mógłby przelać na Toma Riddleya.
Zrobił przy tym chwilę przerwy, przypominając sobie tym samym ich kłótnię we Francji. Obietnica, którą mu Robert złamał po powrocie do Londynu. Stawiając i jego w trudnej sytuacji.
Opuścił dłoń westchnąwszy.
- Miałem także dołączyć… Ale odmówiłem. Pomagałem inaczej.
Uniósł lekko kącik ust, przypominając sobie, ile razy go krył. Ile razy zastępował go w miejscach, w których Robert musiał być gdzie indziej. Sytuacje, w których odległość nie miała znaczenia. Spoważniał w momencie wspomnienia o wojnie i jego synach, którzy mogliby pójść w ślady jego brata.
- Przegadam z moimi chłopcami ten temat. Ale obawiam się, że jeżeli strzeli im do głowy zrobić ten krok dołączenia, mogą mi o tym nie powiedzieć od razu. Szczególnie Charles, który jest zbyt łatwowierny i za szybko ufa obcym osobom. A o jego działaniach, dowiaduję się ostatni, gdy konsekwencje wychodzą na jaw.
Tak było ze świeczkami na jarmarku, tak też było z niespodziewanym zamówieniem, jakie otrzymała Lorraine. Nie mówiąc już o wywiadzie, na jaki dał się namówić jego syn. Miał być z niego dumny, a przynosił wstyd. Nie wiedział jak inaczej rozmawiać z Charlesem, aby naprowadzić go na odpowiednią drogę.
- Gdybyś wewnątrz, usłyszał albo zobaczył któreś z moich dzieci czy Sophie, poinformuj mnie.
Wystosował prośbę, brzmiącą trochę jakby tego oczekiwał. Mogąc przez momenty brzmieć jak Robert, mówić jak on. Pewne nawyki pozostawały, gdy było się w pewnych sytuacjach własnym bratem. Nie mógł jednak pozwolić, aby jego chłopcy mieszali się w sprawy wspomnianej przez Stanleya wojny. Mogą popierać działania, ale lepiej żeby nie brali w tym udziału.


@Stanley Andrew Borgin
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Richard Mulciber (2937), Stanley Andrew Borgin (3018)




Wiadomości w tym wątku
[31 VIII 1972, Głębina] Coś się kończy, coś zaczyna... | Stanley & Richard - przez Stanley Andrew Borgin - 17.02.2025, 21:39
RE: [31 VIII 1972, Głębina] Coś się kończy, coś zaczyna... | Stanley & Richard - przez Richard Mulciber - 18.02.2025, 01:41
RE: [31 VIII 1972, Głębina] Coś się kończy, coś zaczyna... | Stanley & Richard - przez Stanley Andrew Borgin - 23.02.2025, 18:15
RE: [31 VIII 1972, Głębina] Coś się kończy, coś zaczyna... | Stanley & Richard - przez Richard Mulciber - 27.02.2025, 01:01
RE: [31 VIII 1972, Głębina] Coś się kończy, coś zaczyna... | Stanley & Richard - przez Stanley Andrew Borgin - 11.03.2025, 18:09
RE: [31 VIII 1972, Głębina] Coś się kończy, coś zaczyna... | Stanley & Richard - przez Richard Mulciber - 17.03.2025, 16:40
RE: [31 VIII 1972, Głębina] Coś się kończy, coś zaczyna... | Stanley & Richard - przez Stanley Andrew Borgin - 25.03.2025, 22:49
RE: [31 VIII 1972, Głębina] Coś się kończy, coś zaczyna... | Stanley & Richard - przez Richard Mulciber - 23.09.2025, 01:24
RE: [31 VIII 1972, Głębina] Coś się kończy, coś zaczyna... | Stanley & Richard - przez Stanley Andrew Borgin - 20.01.2026, 22:51
RE: [31 VIII 1972, Głębina] Coś się kończy, coś zaczyna... | Stanley & Richard - przez Richard Mulciber - 24.01.2026, 02:49

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa