Pani Grażyna Tkaczyk nie miała łatwego życia. Teoretycznie jako magini mogła mieć w pogardzie geopolitykę mugoli, a jednak żelazna kurtyna wiele spraw utrudniała. Gdy więc w wieku dwudziestu lat postanowiła spakować się zaraz po wojnie i uciec do krainy mlekiem i miodem płynącej, nie spodziewała się, że z jednego piekła trafi do drugiego.
I tak prawie już 30 lat...
Pani Grażyna zwana dla ułatwienia Grace Tytchyck pełniła swoją służbę wiernie, ale czasami musiała przeczytać list od rodziców, żeby przynieść sobie otuchy w tej niedoli. Bycie gosposią Madame Velanair bywało trudne, bywało nieznośne, ale ostatnie tygodnie stanowiły prawdziwą próbę charakteru - jej, bynajmniej nie ociekającej bogactwem właścicielki kamienicy, której kabalistyczne klątwy leciały na prawo i lewo, przy każdej nieudanej próbie.
Ale! Była nadzieja. Poczta pantoflowa działała i bez trucheł usmażonego ptactwa, więc gdy do pani Grażynki (rozpaczliwie próbującej zapamiętać jak ma na prawdę na imię) dotarło, że w trakcie święta bogini Matka na pewno będzie nadstawiać ucha na prośby swoich wiernych, również - a może przede wszystkim! - te najprostsze, najbardziej prozaiczne, najbardziej rozpaczliwe...
- Błagam Bogini, niech przestanie śmierdzieć - To były słowa z którymi obudziła się 22.09. Może jeśli będzie powtarzać je cały czas to zaklnie rzeczywistość? Może jeśli cały czas będzie to klepać jak mantrę, to wyłamie się chociaż trochę w kolejce wszystkich innych błagań. O chleb, o dach nad głową, o spokojną śmierć dla tych, którzy niby przeżyli pożar, ale jakby głową zostali cały czas w nim... nie nie nie Bogini musi zrozumieć, że ten smród, ten parszywy odór to kwestia życia i śmierci! Pani Grażyna była pewna, że nie zniesie utyskiwań Madame ani jeden dzień dłużej.
Dlatego też wszystko za wczasu ogarnęła. Odwiedziła kiermasz zgodnie z wolą Bogini (błagam Bogini, niech przestanie śmierdzieć! a i dziękuję Ci za te dwa sykle i pół knuta za które mogę kupić połowę chleba, który nie śmierdzi popiołem), udała się też do kowenu aby złożyć swój biedny wieniec spleciony z kawałków materiału, któego madame nigdy przenigdy nie użyje, bo przecież ten zapach był absolutnie wszędzie, wżerał się w umysł tak jak w sploty tkaniny błagam Bogini, niech przestanie śmierdzieć! Przygotowała skromną kolację, która już śmierdziała, ale jej kuma Gwen zapierała się, że zgodnie z wolą Boską, o czym kapłani pomiędzy sobą szepczą, ale nikt oficjalnie tego nie powie, trzeba zjeść kolację w swoim domu, zapalić świecę i pomodlić się. Bez tego ani rusz zapach pozostanie! kolei ta paskudna Stacy z Alei 23 drwiła z niej i pyszniła się, że taki sam proceder palonej świecy na Lammas osłonił mieszkanie jej jaśniepaństwa i pani Grażyna trzęsła się ze złości, że jej jaśniepani uważała święta za absolutny zabobon i niedopuszczalne w jej domu herezje.
A przecież to był też dom pani Grażyny!
błagam Bogini, niech przestanie śmierdzieć
Brakuje słów na ziemi, aby opisać przerażenie gospodsi, gdy już wszystko niemalże było gotowe w salonie. Gotowe - dodajmy - bez pozwolenia i wyraźnej aprobaty Madame. Pani Grażyna była przekonana, że absolutnie władczyni jej życia, tyranka i wizjonerka, a jednak no przyznajmy to szczerze bardziej tyranka jej pracodawczyni nie przyjdzie dzisiaj do domu. Bywała w nim tylko by krzyczeć na fachowców, którzy nie wywiązywali się ze swoich umów i smród - błagam Cię boginii, niech przestanie śmierdzieć! - nie znikał.
- Ja... ja to wszystko mogę wytłumaczyć! - wypadła ku niej, bez bańki na głowie, ale za to w odświętnym swoim ubraniu (worku na ziemniaki z kokardką), z przerażeniem i szlaeństwem w oczach, wyciągając przed siebie ręce ku Madame, jakby w salonie conajmniej się paliło, chociaż nie zdążyła jeszcze zapalić tej przeklętej (och błogosławionej, tak błogosławionej Bogini dla Ciebie, błagam niech przestanie śmierdzieć!) świecy. Jej pucułowata twarz ułożyła się w drżącą podkówkę, strach przed gniewem Madame był wielki, ale musiała, musiała dopełnić rytuału.
- To tylko jedna świeca, nic więcej. - jęczała, zupełnie jakby najpierw trzeba było przebłagać Madame, aby móc dalej przebłagiwać Boginię, bo przecież Madame na pewno jakoś się dowiedziała, wyczytała to w jej głowie i na pewno wie cóż za świętokradcze praktyki miały dziać się w jej domu, nawet dla jej dobra. Dla dobra wszystkich zaangażowanych, niech przestanie śmierdzieć...
I tak prawie już 30 lat...
Pani Grażyna zwana dla ułatwienia Grace Tytchyck pełniła swoją służbę wiernie, ale czasami musiała przeczytać list od rodziców, żeby przynieść sobie otuchy w tej niedoli. Bycie gosposią Madame Velanair bywało trudne, bywało nieznośne, ale ostatnie tygodnie stanowiły prawdziwą próbę charakteru - jej, bynajmniej nie ociekającej bogactwem właścicielki kamienicy, której kabalistyczne klątwy leciały na prawo i lewo, przy każdej nieudanej próbie.
Ale! Była nadzieja. Poczta pantoflowa działała i bez trucheł usmażonego ptactwa, więc gdy do pani Grażynki (rozpaczliwie próbującej zapamiętać jak ma na prawdę na imię) dotarło, że w trakcie święta bogini Matka na pewno będzie nadstawiać ucha na prośby swoich wiernych, również - a może przede wszystkim! - te najprostsze, najbardziej prozaiczne, najbardziej rozpaczliwe...
- Błagam Bogini, niech przestanie śmierdzieć - To były słowa z którymi obudziła się 22.09. Może jeśli będzie powtarzać je cały czas to zaklnie rzeczywistość? Może jeśli cały czas będzie to klepać jak mantrę, to wyłamie się chociaż trochę w kolejce wszystkich innych błagań. O chleb, o dach nad głową, o spokojną śmierć dla tych, którzy niby przeżyli pożar, ale jakby głową zostali cały czas w nim... nie nie nie Bogini musi zrozumieć, że ten smród, ten parszywy odór to kwestia życia i śmierci! Pani Grażyna była pewna, że nie zniesie utyskiwań Madame ani jeden dzień dłużej.
Dlatego też wszystko za wczasu ogarnęła. Odwiedziła kiermasz zgodnie z wolą Bogini (błagam Bogini, niech przestanie śmierdzieć! a i dziękuję Ci za te dwa sykle i pół knuta za które mogę kupić połowę chleba, który nie śmierdzi popiołem), udała się też do kowenu aby złożyć swój biedny wieniec spleciony z kawałków materiału, któego madame nigdy przenigdy nie użyje, bo przecież ten zapach był absolutnie wszędzie, wżerał się w umysł tak jak w sploty tkaniny błagam Bogini, niech przestanie śmierdzieć! Przygotowała skromną kolację, która już śmierdziała, ale jej kuma Gwen zapierała się, że zgodnie z wolą Boską, o czym kapłani pomiędzy sobą szepczą, ale nikt oficjalnie tego nie powie, trzeba zjeść kolację w swoim domu, zapalić świecę i pomodlić się. Bez tego ani rusz zapach pozostanie! kolei ta paskudna Stacy z Alei 23 drwiła z niej i pyszniła się, że taki sam proceder palonej świecy na Lammas osłonił mieszkanie jej jaśniepaństwa i pani Grażyna trzęsła się ze złości, że jej jaśniepani uważała święta za absolutny zabobon i niedopuszczalne w jej domu herezje.
A przecież to był też dom pani Grażyny!
błagam Bogini, niech przestanie śmierdzieć
Brakuje słów na ziemi, aby opisać przerażenie gospodsi, gdy już wszystko niemalże było gotowe w salonie. Gotowe - dodajmy - bez pozwolenia i wyraźnej aprobaty Madame. Pani Grażyna była przekonana, że absolutnie władczyni jej życia, tyranka i wizjonerka, a jednak no przyznajmy to szczerze bardziej tyranka jej pracodawczyni nie przyjdzie dzisiaj do domu. Bywała w nim tylko by krzyczeć na fachowców, którzy nie wywiązywali się ze swoich umów i smród - błagam Cię boginii, niech przestanie śmierdzieć! - nie znikał.
- Ja... ja to wszystko mogę wytłumaczyć! - wypadła ku niej, bez bańki na głowie, ale za to w odświętnym swoim ubraniu (worku na ziemniaki z kokardką), z przerażeniem i szlaeństwem w oczach, wyciągając przed siebie ręce ku Madame, jakby w salonie conajmniej się paliło, chociaż nie zdążyła jeszcze zapalić tej przeklętej (och błogosławionej, tak błogosławionej Bogini dla Ciebie, błagam niech przestanie śmierdzieć!) świecy. Jej pucułowata twarz ułożyła się w drżącą podkówkę, strach przed gniewem Madame był wielki, ale musiała, musiała dopełnić rytuału.
- To tylko jedna świeca, nic więcej. - jęczała, zupełnie jakby najpierw trzeba było przebłagać Madame, aby móc dalej przebłagiwać Boginię, bo przecież Madame na pewno jakoś się dowiedziała, wyczytała to w jej głowie i na pewno wie cóż za świętokradcze praktyki miały dziać się w jej domu, nawet dla jej dobra. Dla dobra wszystkich zaangażowanych, niech przestanie śmierdzieć...