23.09.2025, 11:13 ✶
Jakiekolwiek resztki doświadczanych przed chwilą emocji mogły pozostać na twarzy Hannibala, zostały szybko zastąpione przez swobodny, trochę zadziorny uśmiech. Zamaszystym ruchem zwrócił się w stronę nadchodzącego, jakby znajdował się na scenie, a nie na ulicy.
- No ja myślę! - odpowiedział na powitanie, zaraz jednak spoważniał. Łatwo było ukrywać lęk, kiedy miało się widownię. Łatwo było się uśmiechać tu, w świetle dnia, kiedy mógł oddychać swobodnie i nie czuł bezcielesnych dłoni na gardle.
Podążył za wzrokiem Jessiego ku swoim dłoniom, a potem posłał niepewne spojrzenie w kierunku okien należących do jego mieszkania.
- Słuchaj, jak zobaczysz, co mam w domu, to zrozumiesz, czemu nie chciałem tam siedzieć - otworzył drzwi kamienicy i weszli na klatkę schodową.
- W Spalona Noc jakieś gówno mi się zalęgło. Nie dość, że mam wszystko czarne, to jeszcze straszy. I poddusza. Na początku tylko w nocy, ale dzisiaj zwiałem stąd po kwadransie - przyznał się, wchodząc po schodach. Wzdrygnął się lekko na wspomnienie jedynej nocy, jaką spędził we własnym łóżku od czasu pożarów. Była pełna koszmarów, w których udusił się lub został uduszony przynajmniej trzykrotnie.
- Sadza zostawia ślady na wszystkim, i schodzą dopiero jak się stamtąd wyjdzie - uprzedził. Nie był nawet zdyszany po wejściu na drugie piętro, ale zatrzymał się z wahaniem pod swoimi drzwiami, jakby nie chciał nawet dotykać klamki.
Wziął głęboki oddech dla kurażu i otworzył. Drzwi zaskrzypiały złowieszczo. Hannibal spojrzał na nie podejrzliwie - był przekonany, że jeszcze rano działały bezszelestnie.
- Chcesz iść przodem? - zapytał, bardzo starając się, żeby w jego głosie brzmiała uprzejma gościnność, a nie nadzieja i, o ton ciszej, ostrzegł - Tylko uważaj, to coś nie czeka do drugiej randki.
Zachowanie i słowa Selwyna nabrały sensu, kiedy ich oczom ukazało się wnętrze - czarne smugi na podłodze, brudne od sadzy ściany. Zwykle przytulne mieszkanie aktora wyglądało naprawdę żałośnie - i tchnęło nieprzyjazną atmosferą. Wystarczyło wejść dwa kroki za próg, żeby niefortunnego gościa opadło wrażenie, że jest obserwowany. Widoczna z korytarza otwarta szafa w pokoju ukazywała wnętrze, równie brudne, jak wszystko wokół. Na lustrach w sypialni i w łazience widać było ślady niewielkich, szczupłych dłoni, odbite w taki sposób, że wyglądały, jakby zaciskały się na szyi tego, kto chciałby się przejrzeć. Wanna, umywalka, a nawet muszla klozetowa, były pokryte warstwą sadzy, trochę tylko rozmazanej w paru miejscach, jakby ktoś próbował ją bezskutecznie zetrzeć. Koło łóżka, wyglądającego obecnie jak barłóg, stała pusta butelka, dopełniając obrazu meliny.
W głębi mieszkania coś skrzypnęło powitalnie. Hannibal drgnął wyraźnie.
- No ja myślę! - odpowiedział na powitanie, zaraz jednak spoważniał. Łatwo było ukrywać lęk, kiedy miało się widownię. Łatwo było się uśmiechać tu, w świetle dnia, kiedy mógł oddychać swobodnie i nie czuł bezcielesnych dłoni na gardle.
Podążył za wzrokiem Jessiego ku swoim dłoniom, a potem posłał niepewne spojrzenie w kierunku okien należących do jego mieszkania.
- Słuchaj, jak zobaczysz, co mam w domu, to zrozumiesz, czemu nie chciałem tam siedzieć - otworzył drzwi kamienicy i weszli na klatkę schodową.
- W Spalona Noc jakieś gówno mi się zalęgło. Nie dość, że mam wszystko czarne, to jeszcze straszy. I poddusza. Na początku tylko w nocy, ale dzisiaj zwiałem stąd po kwadransie - przyznał się, wchodząc po schodach. Wzdrygnął się lekko na wspomnienie jedynej nocy, jaką spędził we własnym łóżku od czasu pożarów. Była pełna koszmarów, w których udusił się lub został uduszony przynajmniej trzykrotnie.
- Sadza zostawia ślady na wszystkim, i schodzą dopiero jak się stamtąd wyjdzie - uprzedził. Nie był nawet zdyszany po wejściu na drugie piętro, ale zatrzymał się z wahaniem pod swoimi drzwiami, jakby nie chciał nawet dotykać klamki.
Wziął głęboki oddech dla kurażu i otworzył. Drzwi zaskrzypiały złowieszczo. Hannibal spojrzał na nie podejrzliwie - był przekonany, że jeszcze rano działały bezszelestnie.
- Chcesz iść przodem? - zapytał, bardzo starając się, żeby w jego głosie brzmiała uprzejma gościnność, a nie nadzieja i, o ton ciszej, ostrzegł - Tylko uważaj, to coś nie czeka do drugiej randki.
Zachowanie i słowa Selwyna nabrały sensu, kiedy ich oczom ukazało się wnętrze - czarne smugi na podłodze, brudne od sadzy ściany. Zwykle przytulne mieszkanie aktora wyglądało naprawdę żałośnie - i tchnęło nieprzyjazną atmosferą. Wystarczyło wejść dwa kroki za próg, żeby niefortunnego gościa opadło wrażenie, że jest obserwowany. Widoczna z korytarza otwarta szafa w pokoju ukazywała wnętrze, równie brudne, jak wszystko wokół. Na lustrach w sypialni i w łazience widać było ślady niewielkich, szczupłych dłoni, odbite w taki sposób, że wyglądały, jakby zaciskały się na szyi tego, kto chciałby się przejrzeć. Wanna, umywalka, a nawet muszla klozetowa, były pokryte warstwą sadzy, trochę tylko rozmazanej w paru miejscach, jakby ktoś próbował ją bezskutecznie zetrzeć. Koło łóżka, wyglądającego obecnie jak barłóg, stała pusta butelka, dopełniając obrazu meliny.
W głębi mieszkania coś skrzypnęło powitalnie. Hannibal drgnął wyraźnie.