23.09.2025, 20:09 ✶
Mona dostrzegła w jego oczach troskę, kiedy opowiadał o Elli. Jeszcze bardziej zacisnęło jej się gardło, pasowało to do niego. On troszczył się o innych. Ona... Ona zostawiała ludzi za sobą. Jak mogłaby mu powiedzieć prawdę, że była to krew kogoś, kto już możliwie nigdy nie wrócił do domu?
— Z tego, co widzę, podłoga w całym mieszkaniu jest osmolona. Nie miałbyś nawet jak się położyć bez ufajdania, a po co skoro mam dodatkowy pokój? — skwitowała. W ustach kobiety zabrzmiało to bardziej jak upór niż zwykła oferta gościnności. Łatwiej było ukryć za takim tonem pewien fakt — pragnęła, aby pozostał blisko jej, gdzie mogła upewnić się, że naprawdę nic mu nie groziło.
Kiedy zadała wcześniejsze pytanie, chodziło jej właściwie o wszystko, z eliksirem włącznie. Wydawał jej się spokojny, rozważny, więc Mona wpatrywała się w niego i nie mogła pojąć, jak w tym całym zamęcie potrafił być dokładnie taki. Ona tymczasem chodziła wypruta, najeżona przez każdy trzask z drewnianych ramach okien. Jak on to robił? Co dodawało mu odwagi, gdy ona potykała się o własny strach?
— Nie, nie będzie mi przeszkadzać — wyrwało jej się zbyt szybko, aby brzmiało to naturalnie. Bo na litość boską!, pomyślała. Następnie odchrząknęła, a kociołek nagle stał się dla niej bezpiecznym punktem, na którym mogła zawiesić spojrzenie celem uniknięcie zdrady bladego rumieńca, jaki zdążył wspiąć się na szarawe od popiołu policzki.
— Masz jeszcze siłę na pruderię po tym wszystkim? — zapytała rozbawiona na finale i wskazała brodą na parujący wywar. — Rób, co musisz. Sam najlepiej wiesz, jak się z tym obchodzić. Starczy nam tego? Mam ci jakoś... pomóc?
— Z tego, co widzę, podłoga w całym mieszkaniu jest osmolona. Nie miałbyś nawet jak się położyć bez ufajdania, a po co skoro mam dodatkowy pokój? — skwitowała. W ustach kobiety zabrzmiało to bardziej jak upór niż zwykła oferta gościnności. Łatwiej było ukryć za takim tonem pewien fakt — pragnęła, aby pozostał blisko jej, gdzie mogła upewnić się, że naprawdę nic mu nie groziło.
Kiedy zadała wcześniejsze pytanie, chodziło jej właściwie o wszystko, z eliksirem włącznie. Wydawał jej się spokojny, rozważny, więc Mona wpatrywała się w niego i nie mogła pojąć, jak w tym całym zamęcie potrafił być dokładnie taki. Ona tymczasem chodziła wypruta, najeżona przez każdy trzask z drewnianych ramach okien. Jak on to robił? Co dodawało mu odwagi, gdy ona potykała się o własny strach?
— Nie, nie będzie mi przeszkadzać — wyrwało jej się zbyt szybko, aby brzmiało to naturalnie. Bo na litość boską!, pomyślała. Następnie odchrząknęła, a kociołek nagle stał się dla niej bezpiecznym punktem, na którym mogła zawiesić spojrzenie celem uniknięcie zdrady bladego rumieńca, jaki zdążył wspiąć się na szarawe od popiołu policzki.
— Masz jeszcze siłę na pruderię po tym wszystkim? — zapytała rozbawiona na finale i wskazała brodą na parujący wywar. — Rób, co musisz. Sam najlepiej wiesz, jak się z tym obchodzić. Starczy nam tego? Mam ci jakoś... pomóc?
jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
wrzucony tu przez diabła