25.09.2025, 10:03 ✶
Spojrzał na Jessiego. No tak. Różdżka. Oczywiście. Wyciągnął swoją.
- Nie było mnie w mieszkaniu niemal całą noc. Ktoś wybił szybę, ale raczej nikt się nie włamał, nie było żadnych śladów, drzwi zamknięte… - wyrzucał z siebie informacje, bardzo starając się być przydatnym. Nie wspomniał o tym, że po powrocie do domu wyżłopał większą część trunku z butelki obok łóżka i zasnął… może nie zdrowym, ale na pewno pijackim snem. To była kryzysowa sytuacja, okej? No i obejrzał przecież mieszkanie zanim to zrobił i drugi raz, po obudzeniu.
Zatrzymali się w wejściu, a Hannibal uśmiechnął się blado do Kelly’ego, nieco pocieszony zarówno jego pewnością siebie, jak i propozycją, by zostać na progu. Brzmiała kusząco, ale przecież nie chciał wyjść na tchórza.
- Jesteś pewien? - upewnił się poważnie, szukając w jego oczach potwierdzenia albo drwiny - To ja… przypilnuję, żeby drzwi się nie zamknęły!
Żenująca wymówka, ale z drugiej strony… Cholera wie, jakie figle gotów mu spłatać jego własny dom tym razem. Gdyby zostali tu uwięzieni, ten upiór, duch czy klątwa nie miałyby nawet za wiele zabawy z Selwynem, bo by po prostu umarł ze strachu i tyle.
- Ale jakby cokolwiek się działo, to wołaj! - zapewnił mężnie - Chyba, że zacznie cię dusić, to wtedy nie wiem, charcz, czy coś.
Nie miał pojęcia, co niby mógłby zrobić w takiej sytuacji, ale nie zamierzał go zostawiać. Najwyżej wyciągnie go na klatkę schodową. Moce czarnomagicznego duszącego szujstwa nie sięgały na korytarz.
Póki co.
Przyglądał się, jak Jessie wchodzi za próg. Wyglądał, jakby wiedział, co robi. To dodawało otuchy. Hannibal miał nadzieję, że uda się odkryć, co też postanowiło utrudnić mu życie, przegnać to gdzie pieprz rośnie i przywrócić lokum do stanu używalności, bo jakkolwiek mieszkanie u Henry’ego przywoływało miłe wspomnienia z hogwarckiego dormitorium, a przyjaciel był gościnnym gospodarzem i nigdy się nie skarżył, chwilami Selwyn miał nieodparte wrażenie, że jest zmęczony jego towarzystwem. W jego niewielkim mieszkaniu wystarczyła jedna dodatkowa osoba, by stworzyć tłum.
Hannibal nigdy nie widział klątwołamacza przy pracy, ale wyraźnie dostrzegł moment, kiedy Jessie odczuł działanie magii. Chłopak na moment zesztywniał i rozejrzał się. Z miejsca, gdzie stał, musiał widzieć sypialniane lustro, wraz ze zdobiącymi je śladami dłoni. W przeciwieństwie do Selwyna, nie dał się sprowokować do sięgnięcia do szyi i pozostał nienaznaczony przez to miejsce. Miejsce - pomyślał Hannibal - jakby chodziło o jakieś obce miejsce, a nie mój własny dom.
- Mnie pierwszej nocy próbowało zadusić w łóżku! - oznajmił, starając się brzmieć lekko - Nie jestem staroświecki, ale wolałbym najpierw jakąś kolację, czy coś… albo przynajmniej hasło bezpieczeństwa! - żartował. Poprzednim razem starał się być cicho, żeby nie zwracać na siebie uwagi - do czego to doszło, on i “nie zwracać na siebie uwagi” - ale może to właśnie był sposób na dojmujące uczucie strachu, nie dać mu sobą zawładnąć i nie pozwolić, by ktoś, kto był w obrębie działania magii, został z nią sam na sam.
Starał się nie odrywać oczu od Kelly’ego, ale zaryzykował niespokojne zerknięcie w dół schodów.
Ułamek sekundy strachu, zanim wrócił wzrokiem do sylwetki wewnątrz. Wciąż tam był. Uff.
skrzyp, dobiegło tym razem z sypialni. Wydawało się brzmieć… psotnie.
Nie patrz tak na mnie, pomyślał Hannibal, czując na sobie wzrok, który wydawał się prześwietlać go na wylot, to była tylko jedna noc!
Czy właśnie wdawał się w dyskusję z bezcielesnym nie wiadomo czym, które lubiło podglądać i dusić, i porozumiewało się skrzypnięciami?
- Nie było mnie w mieszkaniu niemal całą noc. Ktoś wybił szybę, ale raczej nikt się nie włamał, nie było żadnych śladów, drzwi zamknięte… - wyrzucał z siebie informacje, bardzo starając się być przydatnym. Nie wspomniał o tym, że po powrocie do domu wyżłopał większą część trunku z butelki obok łóżka i zasnął… może nie zdrowym, ale na pewno pijackim snem. To była kryzysowa sytuacja, okej? No i obejrzał przecież mieszkanie zanim to zrobił i drugi raz, po obudzeniu.
Zatrzymali się w wejściu, a Hannibal uśmiechnął się blado do Kelly’ego, nieco pocieszony zarówno jego pewnością siebie, jak i propozycją, by zostać na progu. Brzmiała kusząco, ale przecież nie chciał wyjść na tchórza.
- Jesteś pewien? - upewnił się poważnie, szukając w jego oczach potwierdzenia albo drwiny - To ja… przypilnuję, żeby drzwi się nie zamknęły!
Żenująca wymówka, ale z drugiej strony… Cholera wie, jakie figle gotów mu spłatać jego własny dom tym razem. Gdyby zostali tu uwięzieni, ten upiór, duch czy klątwa nie miałyby nawet za wiele zabawy z Selwynem, bo by po prostu umarł ze strachu i tyle.
- Ale jakby cokolwiek się działo, to wołaj! - zapewnił mężnie - Chyba, że zacznie cię dusić, to wtedy nie wiem, charcz, czy coś.
Nie miał pojęcia, co niby mógłby zrobić w takiej sytuacji, ale nie zamierzał go zostawiać. Najwyżej wyciągnie go na klatkę schodową. Moce czarnomagicznego duszącego szujstwa nie sięgały na korytarz.
Póki co.
Przyglądał się, jak Jessie wchodzi za próg. Wyglądał, jakby wiedział, co robi. To dodawało otuchy. Hannibal miał nadzieję, że uda się odkryć, co też postanowiło utrudnić mu życie, przegnać to gdzie pieprz rośnie i przywrócić lokum do stanu używalności, bo jakkolwiek mieszkanie u Henry’ego przywoływało miłe wspomnienia z hogwarckiego dormitorium, a przyjaciel był gościnnym gospodarzem i nigdy się nie skarżył, chwilami Selwyn miał nieodparte wrażenie, że jest zmęczony jego towarzystwem. W jego niewielkim mieszkaniu wystarczyła jedna dodatkowa osoba, by stworzyć tłum.
Hannibal nigdy nie widział klątwołamacza przy pracy, ale wyraźnie dostrzegł moment, kiedy Jessie odczuł działanie magii. Chłopak na moment zesztywniał i rozejrzał się. Z miejsca, gdzie stał, musiał widzieć sypialniane lustro, wraz ze zdobiącymi je śladami dłoni. W przeciwieństwie do Selwyna, nie dał się sprowokować do sięgnięcia do szyi i pozostał nienaznaczony przez to miejsce. Miejsce - pomyślał Hannibal - jakby chodziło o jakieś obce miejsce, a nie mój własny dom.
- Mnie pierwszej nocy próbowało zadusić w łóżku! - oznajmił, starając się brzmieć lekko - Nie jestem staroświecki, ale wolałbym najpierw jakąś kolację, czy coś… albo przynajmniej hasło bezpieczeństwa! - żartował. Poprzednim razem starał się być cicho, żeby nie zwracać na siebie uwagi - do czego to doszło, on i “nie zwracać na siebie uwagi” - ale może to właśnie był sposób na dojmujące uczucie strachu, nie dać mu sobą zawładnąć i nie pozwolić, by ktoś, kto był w obrębie działania magii, został z nią sam na sam.
Starał się nie odrywać oczu od Kelly’ego, ale zaryzykował niespokojne zerknięcie w dół schodów.
Ułamek sekundy strachu, zanim wrócił wzrokiem do sylwetki wewnątrz. Wciąż tam był. Uff.
skrzyp, dobiegło tym razem z sypialni. Wydawało się brzmieć… psotnie.
Nie patrz tak na mnie, pomyślał Hannibal, czując na sobie wzrok, który wydawał się prześwietlać go na wylot, to była tylko jedna noc!
Czy właśnie wdawał się w dyskusję z bezcielesnym nie wiadomo czym, które lubiło podglądać i dusić, i porozumiewało się skrzypnięciami?