25.09.2025, 00:13 ✶
– Nie przejmowali się tym jak wyglądasz, bo nigdy wcześniej nie wyglądałeś jak emerytowany cyrkowiec z depresją, który ubiera się w pozostałości po upadłych akrobatach – mruknął, a zamiast kropki na końcu zdania po prostu westchnął ciężko, licząc że to załatwi całą sprawę.
Nie przeszkadzał im w dalszej rozmowie (o czymkolwiek by ona nie była, ale hej przecież na pewno nie są razem, więc czemu w ogóle o tym myślał), a zamiast tego dalej przygotowywał się do oględzin poszkodowanego.
– Tak, trochę tak – mruknął na diagnozę Millie, nie chcąc wchodzisz w szczegóły i mówić, że dzisiejsze podrażnienie nosa zawdzięczał raczej lekkiemu krwotokowi w pracy, niż przeziębieniu. Dym jednak na pewno nie pomagał mu w samopoczuciu co podrażnione płuca zaznaczyły cichym kaszlem, a potem niemal nie wypuścił z rąk flakoniku z eliksirem. Słowa Millie sprawiły, że cały się spiął i spojrzał na przyjaciółkę z oczami jeszcze bardziej zmęczonymi niż wcześniej.
– Flo była z wami? – wyszeptał zapominając na chwilę co miał zrobić. Zabrzmiało to bardzo głupio. Niemal dziecinnie wręcz, jakby nagle wraz z tą informacją lata powagi i dorosłości gdzieś na chwilę się zgubiły, a on znowu był małym chłopcem, który pytał się o coś starszej kuzynki. Oczywiście, że do nich dołączyła. Jakżeby inaczej? Jakaś cząstka jego samego, ta która nie dopuszczała do siebie informacji o jej śmierci, już szykowała się na to, że kuzynka na niego nakrzyczy za pójście w jej ślady. Wszystko inne co było w nim racjonalne jedynie patrzyło się na te durne myśli z politowaniem. Odchrząknął i ponownie skupił się na Thomasie, próbując nawet parsknąć śmiechem na jego ziemniaczany żart, ale chyba nie dał rady.
– Gdybym siedział teraz w spandeksie mógłbyś to łatwo spr... Nie ważne. Nie słuchaj mnie. To znaczy słuchaj ale nie w tej sekundzie. Może się jednak czegoś napiję – mówił powoli skupiając się ponownie na opatrunku. – Poradzę sobie z waszą dwójka. Albo ja mogę być z Thomasem. Millie powinienem mieć jakieś karty. – A dokładniej to dwie talie, jak i nie trzy. – W torbie.
Tak. Karty mu dobrze zrobią. Zdecydowanie wtedy się uspokoi. Skupi się na grze, a w jego głowie przestanie grać milion głosów, narzekających na zmęczenie, myślących o Florence, Londynie, ranach Thomasa czy uczuciu do Millie.
Wreszcie powoli zaczął zdejmować cały opatrunek. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało w porządku, a przynajmniej nie tak aby coś miało go niepokoić.
– I jak? – spytał Thomasa, obserwujac jego reakcję. – Jest jaśniej? Widzisz jakieś kształty?
Nie przeszkadzał im w dalszej rozmowie (o czymkolwiek by ona nie była, ale hej przecież na pewno nie są razem, więc czemu w ogóle o tym myślał), a zamiast tego dalej przygotowywał się do oględzin poszkodowanego.
– Tak, trochę tak – mruknął na diagnozę Millie, nie chcąc wchodzisz w szczegóły i mówić, że dzisiejsze podrażnienie nosa zawdzięczał raczej lekkiemu krwotokowi w pracy, niż przeziębieniu. Dym jednak na pewno nie pomagał mu w samopoczuciu co podrażnione płuca zaznaczyły cichym kaszlem, a potem niemal nie wypuścił z rąk flakoniku z eliksirem. Słowa Millie sprawiły, że cały się spiął i spojrzał na przyjaciółkę z oczami jeszcze bardziej zmęczonymi niż wcześniej.
– Flo była z wami? – wyszeptał zapominając na chwilę co miał zrobić. Zabrzmiało to bardzo głupio. Niemal dziecinnie wręcz, jakby nagle wraz z tą informacją lata powagi i dorosłości gdzieś na chwilę się zgubiły, a on znowu był małym chłopcem, który pytał się o coś starszej kuzynki. Oczywiście, że do nich dołączyła. Jakżeby inaczej? Jakaś cząstka jego samego, ta która nie dopuszczała do siebie informacji o jej śmierci, już szykowała się na to, że kuzynka na niego nakrzyczy za pójście w jej ślady. Wszystko inne co było w nim racjonalne jedynie patrzyło się na te durne myśli z politowaniem. Odchrząknął i ponownie skupił się na Thomasie, próbując nawet parsknąć śmiechem na jego ziemniaczany żart, ale chyba nie dał rady.
– Gdybym siedział teraz w spandeksie mógłbyś to łatwo spr... Nie ważne. Nie słuchaj mnie. To znaczy słuchaj ale nie w tej sekundzie. Może się jednak czegoś napiję – mówił powoli skupiając się ponownie na opatrunku. – Poradzę sobie z waszą dwójka. Albo ja mogę być z Thomasem. Millie powinienem mieć jakieś karty. – A dokładniej to dwie talie, jak i nie trzy. – W torbie.
Tak. Karty mu dobrze zrobią. Zdecydowanie wtedy się uspokoi. Skupi się na grze, a w jego głowie przestanie grać milion głosów, narzekających na zmęczenie, myślących o Florence, Londynie, ranach Thomasa czy uczuciu do Millie.
Wreszcie powoli zaczął zdejmować cały opatrunek. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało w porządku, a przynajmniej nie tak aby coś miało go niepokoić.
– I jak? – spytał Thomasa, obserwujac jego reakcję. – Jest jaśniej? Widzisz jakieś kształty?